czwartek, 9 sierpnia 2012

All I can do

Upadek z dziesiątego piętra.
Taki skok prosto w przepaść i nic poza tym.
Ciekawe o czym myślała spadając.
Jej nostalgia w chwili, gdy jest już kilka metrów nad ziemią i nagle uświadamia sobie, że jednak tego nie chce.
O, ile by dała za to, by cofnąć czas, by nie  wychylić się celowo przez okno, by nie pożegnać się z nim. By zostać tam i trwać nadal. Już za późno. Przygotowuje się na cios, sekunda bólu, potem cisza, zamazany obraz, bez świateł....cisza.....pochylający się nad nią ludzie...a gdyby tak mogła wrócić!
Te parę sekund przed końcem, te centymetry nad ziemią...Tak pragnęła wówczas zatrzymać czas, jednak się wycofać...Dopiero w chwili gdy głowa jej zetknęła się z twardym betonem, gdy szorstkie podłoże i nierówny chodnik stały się częścią jej samej, dopiero wtedy zrozumiała ile odebrała sobie i jemu. Dostrzegła cenę życia i jego wartość, ale już za późno. Za późno na łzy i na rozpacz, bo ona już nie istnieje.
O tak, zbierają jej resztki spod bloku.
Spojrzał jeden z nich na okno, otwarte na oścież na samej górze. Stał tam mnąc chusteczkę w ręce.
Jedna zapewne łza spadła na zakrwawione miejsce na dole. A potem miliony łez, bo samo niebo nawet płakało nad nią, tak żałując kolejnej osoby.
Nie było szczęścia za życia, nie ma szczęścia i potem, ale już za późno, to już się stało.
Mogła to zrobić na miliony sposobów, mogła też odejść powoli, zaczekać. Albo umrzeć w cierpieniu, albo ze starości. Ale mogła też starzeć się z nim, a nie zostawiać go samego w  tym oknie.
Zobaczył ją ostatni raz, otwierając drzwi do pokoju. Ujrzał wtedy już tylko zsuwający się cień na parapecie, i zdławiony krzyk gdzieś poniżej. Podbiegł krzycząc na próżno...WRÓĆ.
Zostań.
Na choć jedną chwilę.
Nie, nie zdążyła mu nic więcej powiedzieć, mógł się tylko domyślać.
To właśnie jego ból ciążył na niej najbardziej, w ostatnich sekundach.
Proszę , szepnął.
Do zobaczenia ,  powiedziała sama do siebie wchodząc na parapet.
Nikt więcej nie zobaczy ich razem.
Upuścił chustkę na ziemię. W chwili gdy wirując w powietrzu opadała na sam dół, tam gdzie zostawiła ślady jego jedyna miłość, jego jedyna nadzieja i wiara, skąd ją zabrali....zapukał do drzwi ktoś. Zapewne porozmawiać. Zadać pytania na które nie było odpowiedzi.
A przynajmniej on jej nie znał...
Milczał, nie poruszał się, dobijali się do drzwi. Mogli go posądzić o jej śmierć, o jej myśli. Jemu to już było obojętne. Wszystko co mógł zrobić zostało dokonane w jakiś sposób wcześniej.
Ona i tak już nie wróci, więc nie ma nic do stracenia.
Jeszcze raz wystawił ręce przez okno, a deszcz zmył z jego dłoni łzy i ból. Tylko ten deszcz był w stanie zrozumieć jego cierpienie, tylko on mógł powiedzieć mu szepcząc, coś o tym, o czym myślała w ostatniej sekundzie...
Tak, myślała o Tobie. Tylko Tobie ofiarowała ostatnią chwilę i swój ostatni centymetr bycia nad ziemią.
Opowiedziały krople spływające po jego rękach i moczące rękawy jego koszuli.
Zrobiłeś wszystko, co mogłeś.
To nie deszcz, a łzy anioła, którego miał na własność tu, na ziemi.
Drzwi otwarte siłą.
Dziękuję - szeptały łzy - za wolność.
Zza chmur wyłaniające się słońce, musiało być jej uśmiechem.
Jedyną pewną rzeczą w jego życiu, które zakończyła wraz ze swoim skokiem.

Vuohi

1 komentarz:

  1. Chwila słabości, temperament chwili...
    a potem wszystko traci sens, nawet powód dla którego to zrobiła...!
    .
    .
    .<3

    OdpowiedzUsuń