czwartek, 9 sierpnia 2012

Zagubiona

Potykam się o kamienie, kaleczę stopy w ciemności. Ból wewnętrzny toczy walkę z tym, który doskwiera na zewnątrz. Tak czuje, tak słyszę, tym jestem.
Czuję pod dłonią szorstką korę drzewa, jest zimne, czuję zapach tej trawy i mokrych liści pomiędzy kamieniami, chcę się stąd wyrwać, chcę uciec, aż skończy się mój ból, moje cierpienie.
Błagam w duszy o spokój, o ciszę, tutaj nie słychać nic prócz głosu w mej głowie każącego mi trwać w tym miejscu. Druga dłoń szarpie włosy, ostatnie, które wytrwały całe moje nerwy i moje załamania...
Uciekłam od świata, nie zabrałam nic ze sobą. Nic już nie mam, mam tylko jedną poszarpaną część mojego życia, ubraną we mnie, w moje ciało upadające coraz niżej. Pali mnie myśl o wczoraj, w głowie słyszę jak dobija się jutro, chce wyjść ze mnie i uciec i dać dalszy ciąg wszystkiego...
Trwające moje istnienie, mój nędzny żywot pośród ludzi samotność, komu to wszystko i na co, dlaczego??
Chłód rozdziera moje stopy,  ciemność i nic poza tym. Widzę tylko blady ślad, mój cień przede mną, oświetlony blaskiem księżyca nade mną, dającego światło pomiędzy koronami drzew.
Pusto, nikogo nie ma, tylko ja, zdana na siebie....Ja już zginęłam, zagubiłam się sama w sobie, nie ma dla mnie ratunku, dla mnie nie ma przyszłości. Uciekłam i nie wrócę, zasnęłam i nie obudzę się już nigdy.
Czym byłam? Jak doszło do tego, że teraz już niczym nie jestem i jestem niczym? Spadłam na samo dno, wyleczyłam rany z wczoraj, ale one powracają, zostawiają blizny na sercu...
Krwawię, i to już ostatnie moje krople.
Osuwam się na samo dno, samo dno, pod korzenie tych drzew nade mną.
Wiem, że one, tak jak ja, zasnęły już bardzo dawno temu. Tylko jeszcze nie są pewne o czym chcą śnić, i czy zechcą się obudzić.
Ja wybrałam i nie ma odwrotu, zapadam się i już mnie nie ma.
Głos ucichł, jest tylko moje, coraz słabsze, ale moje i jedyne bicie serca, tu pod ziemią.
Nikt mnie nie będzie szukał, nikt mnie nie znajdzie. Moja dusza jest już wolna, już czuję ulgę i to już koniec. Nie ma już niczego, nic nigdy nie będzie mnie dotyczyło, jeśli sama tego nie zechce.
Zasypiam, i życzę sobie sama dobrej nocy, nikt już mi nic nie powie. Nigdy nie będę płakać, i nikt płakać przeze mnie nie będzie. Tak jest.
Odeszłam.
Zostały tylko liście, tańczące z wiatrem and głową moją, i las przesiąknięty ostatnim zapachem jaki poczułam przed zaśnięciem.
Cisza nadeszła, o którą błagałam całe swoje życie.
I nie ma tego światła na końcu tunelu.
Nie ma tez świadomości.
Wszystko co zrobiłam, było jedynie moim dążeniem do nicości.
                                           
Vuohi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz