Spojrzałam za siebie, przyszedł się pożegnać.
Pocałować mnie i przytulić, mimo, że mamy się zobaczyć następnego dnia. Powiedzieć, że mnie kocha, że ma nadzieję, że jak tylko się obudzę będziemy znowu mogli być razem.
Wtulił twarz w moje włosy, czułam jego zapach, nadal go czuję. Nigdy go nie zapomnę.
I nigdy więcej nie poczuję.
To tylko taki wyjazd nad wodę z rodzicami, mówił.
Nim się obejrzę, będziemy razem, tak będziemy znowu razem, na pewno.
Nie pojechałam z nim, inni mówią, że to lepiej. Ja nie sądzę...teraz to i tak nie ma znaczenia.
Miało go nie być dzień, miałam go ujrzeć jutro, już jutro!
Dzień minął.
Wiatr szarpał znów moje włosy, uderzał chłodem w moją twarz, jak tego dnia kiedy jechali.
Warunki były trudne, pogoda nagle się zmieniła...tak się zdarza...Mówił ktoś z pogotowia.
Co Ty tam możesz wiedzieć, szepnęłam.
Nic nie wiesz. Nie wiesz co się stało. Nie wiesz co się stanie.
On obiecał, nie może nie wrócić. Nie może tak po prostu pojechać i nigdy nie wrócić!!!
Spojrzałam w roztrzaskane resztki samochodu na ulicy... zabrali go. Zabrali mi go.
Nie mogłabym go nawet należycie pożegnać, ani jego, ani jego rodziców. Auto było jednym maleńkim kawałkiem sprasowanego metalu, już jakieś 20 sekund po tym jak uderzył w nie tir.
Moje serce też stało się jednym, maleńkim zmiażdżonym kawałkiem, zużytym i wypranym ze wszystkiego...
Oczy zaczęły mnie piec. Łzy napłynęły teraz do nich naprawdę, nie jak wtedy gdy zadzwonili, że coś się stało. Nie uwierzyłam im wtedy.
On nie mógł odejść! Obiecał, że wróci, pożegnał się ze mną, tak jak tysiące razy gdy wyjeżdżał za miasto, gdy żegnaliśmy się pod domem, gdy miał coś do zrobienia....
Wszystko było tak samo gdyby nie ten jeden element całego mojego świata, w którym ten właśnie świat przestał istnieć. Wszystko co miałam, co mi pozostało i co kochałam, w kilka sekund stało się zgniecionym wrakiem i resztką człowieka, nawet go nie przypominając.
Boże, och gdybym wiedziała to wtedy, kiedy trzymały mnie jego ramiona, kiedy patrzyłam mu w oczy, kiedy był przy mnie!
Dlaczego to mnie spotkało?!!! Co ja mam zrobić? Co zrobić???
Nigdy go nie zapomnę, nie zapomnę nigdy jego zapachu, jego głosu! Nigdy go nie zapomnę!!!
On , on, tylko on, jest w tym skrawku i resztce mojego zakrwawionego serca, pośród cierni oplatających je, i z każdą myślą wpijających się coraz bardziej i raniących mnie. Tak boli, tak pali mnie to wewnątrz!
Tak pragnę cofnąć czas!
Boże, daj mi wrócić! Daj jedną szansę, błagam! Oddałabym za niego życie, za jeden jego oddech!
Żyłam wszystkim, czym był on, więc czym żyć gdy on przestał istnieć?!
Nie mam jak oddychać, nie potrafię czuć, nie mogę nie mogę , nie potrafię!!!!
Błagam i proszę, wysłuchaj mnie, wysłuchaj ! Nie odchodź, nie zostawiaj mnie!!!\
Słyszysz????
Jak śmiesz?! Jak śmiesz pożegnać się tak jak zawsze, jak możesz tak po prostu umrzeć, odejść, zostawić mnie i nie zostawić nic po sobie?!
Upadam, upadam na kolana i na twarz, nie ma nic, nie ma nic, nic nie ma, nie ma , nie ma.....
O, zabij mnie błagam, jeśli to uczyniłeś odbierając sobie życie! Czym jestem, jestem już tylko powłoką, tylko ciałem, moja dusza odeszła, umarła, serce zamarło - nie bije. Umysł ostatnią siłą wzywa Twoje imię, na pamięć przywołuje każde wspomnienie w którym się znajdujesz!
Pragnie cię ujrzeć, moje oczy toną we łzach, świat jest za mgłą, po prostu już nic nie istnieje!!!
Odszedł i zginął cały mój świat, całe moje życie, moja umiejętność oddychania, myślenia i czucia...
Odeszły razem z Tobą.
Obudź mnie proszę, obudź z tego koszmaru...
Nie potrafię się otrząsnąć.
Nie potrafię istnieć i nie mogę, bo bez ciebie jestem niczym...!
Zostawiasz mnie samą, tutaj , dobrze, rozumiem, to nie twoja wina.
Teraz tylko błagam, zabierz mnie ze sobą, wróć tylko po mnie. Zabierz mnie i zakończ to.
Zabij i mnie.
Zabij mnie.
Błagam, Zabij.
Vuohi
Pocałować mnie i przytulić, mimo, że mamy się zobaczyć następnego dnia. Powiedzieć, że mnie kocha, że ma nadzieję, że jak tylko się obudzę będziemy znowu mogli być razem.
Wtulił twarz w moje włosy, czułam jego zapach, nadal go czuję. Nigdy go nie zapomnę.
I nigdy więcej nie poczuję.
To tylko taki wyjazd nad wodę z rodzicami, mówił.
Nim się obejrzę, będziemy razem, tak będziemy znowu razem, na pewno.
Nie pojechałam z nim, inni mówią, że to lepiej. Ja nie sądzę...teraz to i tak nie ma znaczenia.
Miało go nie być dzień, miałam go ujrzeć jutro, już jutro!
Dzień minął.
Wiatr szarpał znów moje włosy, uderzał chłodem w moją twarz, jak tego dnia kiedy jechali.
Warunki były trudne, pogoda nagle się zmieniła...tak się zdarza...Mówił ktoś z pogotowia.
Co Ty tam możesz wiedzieć, szepnęłam.
Nic nie wiesz. Nie wiesz co się stało. Nie wiesz co się stanie.
On obiecał, nie może nie wrócić. Nie może tak po prostu pojechać i nigdy nie wrócić!!!
Spojrzałam w roztrzaskane resztki samochodu na ulicy... zabrali go. Zabrali mi go.
Nie mogłabym go nawet należycie pożegnać, ani jego, ani jego rodziców. Auto było jednym maleńkim kawałkiem sprasowanego metalu, już jakieś 20 sekund po tym jak uderzył w nie tir.
Moje serce też stało się jednym, maleńkim zmiażdżonym kawałkiem, zużytym i wypranym ze wszystkiego...
Oczy zaczęły mnie piec. Łzy napłynęły teraz do nich naprawdę, nie jak wtedy gdy zadzwonili, że coś się stało. Nie uwierzyłam im wtedy.
On nie mógł odejść! Obiecał, że wróci, pożegnał się ze mną, tak jak tysiące razy gdy wyjeżdżał za miasto, gdy żegnaliśmy się pod domem, gdy miał coś do zrobienia....
Wszystko było tak samo gdyby nie ten jeden element całego mojego świata, w którym ten właśnie świat przestał istnieć. Wszystko co miałam, co mi pozostało i co kochałam, w kilka sekund stało się zgniecionym wrakiem i resztką człowieka, nawet go nie przypominając.
Boże, och gdybym wiedziała to wtedy, kiedy trzymały mnie jego ramiona, kiedy patrzyłam mu w oczy, kiedy był przy mnie!
Dlaczego to mnie spotkało?!!! Co ja mam zrobić? Co zrobić???
Nigdy go nie zapomnę, nie zapomnę nigdy jego zapachu, jego głosu! Nigdy go nie zapomnę!!!
On , on, tylko on, jest w tym skrawku i resztce mojego zakrwawionego serca, pośród cierni oplatających je, i z każdą myślą wpijających się coraz bardziej i raniących mnie. Tak boli, tak pali mnie to wewnątrz!
Tak pragnę cofnąć czas!
Boże, daj mi wrócić! Daj jedną szansę, błagam! Oddałabym za niego życie, za jeden jego oddech!
Żyłam wszystkim, czym był on, więc czym żyć gdy on przestał istnieć?!
Nie mam jak oddychać, nie potrafię czuć, nie mogę nie mogę , nie potrafię!!!!
Błagam i proszę, wysłuchaj mnie, wysłuchaj ! Nie odchodź, nie zostawiaj mnie!!!\
Słyszysz????
Jak śmiesz?! Jak śmiesz pożegnać się tak jak zawsze, jak możesz tak po prostu umrzeć, odejść, zostawić mnie i nie zostawić nic po sobie?!
Upadam, upadam na kolana i na twarz, nie ma nic, nie ma nic, nic nie ma, nie ma , nie ma.....
O, zabij mnie błagam, jeśli to uczyniłeś odbierając sobie życie! Czym jestem, jestem już tylko powłoką, tylko ciałem, moja dusza odeszła, umarła, serce zamarło - nie bije. Umysł ostatnią siłą wzywa Twoje imię, na pamięć przywołuje każde wspomnienie w którym się znajdujesz!
Pragnie cię ujrzeć, moje oczy toną we łzach, świat jest za mgłą, po prostu już nic nie istnieje!!!
Odszedł i zginął cały mój świat, całe moje życie, moja umiejętność oddychania, myślenia i czucia...
Odeszły razem z Tobą.
Obudź mnie proszę, obudź z tego koszmaru...
Nie potrafię się otrząsnąć.
Nie potrafię istnieć i nie mogę, bo bez ciebie jestem niczym...!
Zostawiasz mnie samą, tutaj , dobrze, rozumiem, to nie twoja wina.
Teraz tylko błagam, zabierz mnie ze sobą, wróć tylko po mnie. Zabierz mnie i zakończ to.
Zabij i mnie.
Zabij mnie.
Błagam, Zabij.
Vuohi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz