piątek, 10 sierpnia 2012

Anioł

Nie ma mnie dla nikogo.
Minął tak najpierw jeden dzień, potem tydzień, aż mijają dwa miesiące.
Nie wyjdę z domu - po co? Nie mam nikogo, dla nikogo nie jestem.
Nikt już nie wierzy w anioły.
Mogłam mieć wszystko, tak, potrafiłam wzlecieć i sprawiać by ludzie stawali się szczęśliwi. Każdy mój ruch był zapisany dawno temu, gdzieś tam w gwiazdach...Co zostało po mnie? Na razie siedzę w koncie i rysuję żyletką najpierw po ścianie...a potem po własnym nadgarstku. Z nudów czuję jak zanika mi zdolność myślenia, zdolność rozmawiania z kimkolwiek. Nie chcę wychodzić i nigdy stąd nie wyjdę.
Nie potrzebuję jedzenia, nie odczuwam bólu...tylko nie mogę wrócić tam skąd przyszłam.
Pozbyłam się skrzydeł dla niego, obserwowałam go z ukrycia, jego lęki były moimi lękami, dzieliliśmy te same uczucia, te same pragnienia. Ta radość w jego sercu, gdy coś mu się udawało...tak czułam się jego częścią.. Smutek jednak wkradał się do niego, oplatając jego duszę cierniem, okrywając mnie cieniem. Musiałam pogodzić się z prawdą. Ja dla niego nie istniałam, nigdy mnie nie ujrzy....dawałam mu znaki, był taki samotny, żył sam dla siebie, jak sądził.....O, gdyby wiedział o mnie, gdyby  zrozumiał!
Musiałam cokolwiek zrobić....każdego dnia ocierałam jego łzy, przykrywałam w nocy jego ramiona, gdy czuł zimno, usuwałam niewłaściwych ludzi z jego drogi....
Nie był szczęśliwy, płakał tak bardzo aż pękało serce, tak aż stałabym się człowiekiem niemalże, dla niego tylko i by choć raz poczuł moją obecność....nie jako anioła stróża, jako przyjaciela, jedynego jakiego by miał.
Pokochałam kogoś nielegalnie, nie mogłam kochać, anioły nie są od tego, nie , nie, nie! Krzyczeć i płakać, prosić i błagać...nic nie mogło uratować mnie ani wyrwać z tego stanu, odebrałam sobie skrzydła, wyrzekłam się wszystkiego dla niego, tylko dla niego, by poczuł życie, pokochał mnie tak bardzo jak ja jego...
Tak trudno było się nauczyć życia na ziemi, tak bardzo było mi ciężko go odnaleźć, już nie mogłam czuć jego obecności, nie wiedziałam jak go szukać....
Zapamiętałam jedynie jego wyraz twarzy, tak potrzebował kogoś blisko, kogoś kto go ochroni...marzyłam o tym by dać mu szczęście, by pokazać mu wszystko od tej pięknej strony, wyrwałam się dla niego ze swojego świata, uciekłam od mojej rzeczywistości, dla niego, dla niego!
Odnalazłam go, ale był taki jakby umarł.
Spojrzał na mnie tymi obojętnymi już oczami, nie potrafił mnie rozpoznać...
Tak głupia, on przecież nigdy cię nie poznał!
Stał z nią, z nią był szczęśliwy, ona dała mu to, o czym śniłam by mu pokazać, czuła do niego to co on do niej, to co ja ukrywałam, tak czekałam by być z nim, by być obok niego, by patrzeć na jego szczęście.....
O ile lepiej byłoby gdybym nigdy się nie ukazała! Gdybym wiedziała.....!
Było tak jakby przestał istnieć, a ja dopiero porzuciłam wszystko by być dla niego, cała dla niego, dla niego, dla niego!
Podeszłam bliżej, spojrzałam mu prosto w oczy, ignorując jej pytające spojrzenie...
- Czekałam....czekałam tak długo by móc cię poznać....spójrz czym się stałam, będąc cały czas przy tobie, a jednocześnie nigdy nie będąc z tobą...brak mi wiary....już nigdy nic się nie zmieni, już nic nie cofnę....ale wiedz, że jeśli będziesz szczęśliwy....tak to moja misja, to był mój cel. Dziękuję....
Nie zrozumiał, nikt nie zrozumiałby mnie.
Zniknęłam mu z oczu, oby tylko zapomniał o mnie, nawet jeśli ja nie mogę o nim....
By był szczęśliwy z nią, będąc na wyciągnięcie mojej ręki, a tak bym nie mogła nigdy go dotknąć.

Vuohi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz