wtorek, 6 października 2015

Nie śpię.

Ależ nie śpię, ja wcale nie śpię!
Po prostu...leżę najciszej, jak potrafię
I niemal nie oddycham, by Cię nie zbudzić...
By Cię do siebie nie zrazić...jeszcze bardziej.

Drętwieję, tłumiąc drgania w bezruchu,
Marznę tak bardzo u Twego boku;
Oddalasz się ode mnie - bryły lodu,
Którą stałam się...dzięki Twej miłości.

Może to przez tę nienawiść nieskończoną,
Jaką noszę w sobie, do siebie,
Ty także widzisz mnie zniekształconą
I odtrącasz, oddalasz, wpychasz byle gdzie...

Obracam się tam i z powrotem
Wyciągam ramiona i cofam, niezdecydowana,
Przerażona...otępiała. Jestem.
I Ty też jesteś. Czasami. Gdzieś.

Och. Jak cudownie mieć tę świadomość...
Ja chyba jestem...ulepiona z jakiejś dziwnej masy,
Co nie pozwala mi czuć w pełni, jak wszyscy,
I co czuć choć w części tego, co ja, nie pozwala wszystkim...

Ależ nie śpię, ja wcale nie śpię!
Jak najciszej wciągam do płuc powietrze
I nic już nie mówię, nie mówię nic prawie,
Prócz tego, co wręcz usta mi rozkrawa...

Nie umiem...nie potrafię i nie mogę
Zatrzymać płomieni w mej piersi,
Rwących się szaleńczo ku Tobie,
Ale uwierz, że walczę bez przerwy.

I już prawię się udało - i mnie, i Tobie
Przydusić ten krwistoczerwony ogień;
Codziennie zimniejszym staję się lodem,
Nawet para z Twych ust nie stopi mych powiek...

Ale nie śpię, ja wcale nie śpię!
Czuwam, skamieniała, wmurowana w Twój cień,
I marzę...byś się obudził i zabrał mnie do Domu...:
Przytulił do serca, nie oddał n i k o m u.


Vuohi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz