Chciałabym powiedzieć choć o jedno słowo więcej, niż powinnam.
Przytulić...ot tak, raz na jakiś czas. Posłuchać Twego śmiechu i zetknąć się ze spojrzeniem, szczerze, bez tych wszystkich barier...
Tymczasem mur między nami rozrasta się coraz bardziej.
Chciałabym, ale wiem, że nie powinnam nawet chcieć.
Nie wolno mi patrzeć ani doszukiwać się zmian.
Nie wypada pytać o nie swoje sprawy nie swoich już przyjaciół...choć ja nie uważam, by ten dystans był jak rdza, pożerająca łańcuch cichej przyjaźni...przynajmniej z mojej strony.
Jednak jeśli chcę, byś był szczęśliwy, mogę tylko stać w cieniu własnych domysłów. Każdy krok w Twoją stronę mógłby rzucić się do przodu jak strzała, gwałtownie raniąc Ci serce...a tego najbardziej nie chcę.
Być może chciałabym coś cofnąć.
Może nawet to, co dobre, jeśli tak wygląda zapłata za szczęście.
Gdybyśmy tyle razy nie podawali sobie ręki, nie musielibyśmy odchodzić ani tęsknić.
I nie wyrządziłabym Ci krzywdy gdybyś był mi nieznajomy.
Teraz, kiedy nie da się niczego zmienić, drętwieję od każdej myśli o przeszłości.
Widząc Cię od czasu do czasu, za każdym razem coś rozpada się we mnie na nowo. Czuję się przegrana.
Oczy mimowolnie uciekają mi w przeciwną stronę, a uśmiech staje się bliższy łzom, wymuszony...
Taka byłam pewna, że mogę na Ciebie liczyć...i najgorsze jest to, że nadal mogę, ale nie powinnam. Zostałam zmuszona, by Cię wszystkimi zastąpić - zawsze twierdziłeś, że tak się da...ale ja się nigdy nie zgodziłam. Nie wierzę, by kiedykolwiek zasklepiła się wyrwa po Tobie.
Ach...nie stało się nic strasznego.
Po prostu brakuje mi rozmów i odnajdywania się w swych myślach nawzajem.
I chciałabym powiedzieć choć o jedno słowo więcej, niż powinnam...ale nie mogę.
Wiem, że chciałbyś, bym przepadła bez śladu...
Żebyś mnie nigdy nie musiał poznać.
Vuohi, 11.05.16
Przytulić...ot tak, raz na jakiś czas. Posłuchać Twego śmiechu i zetknąć się ze spojrzeniem, szczerze, bez tych wszystkich barier...
Tymczasem mur między nami rozrasta się coraz bardziej.
Chciałabym, ale wiem, że nie powinnam nawet chcieć.
Nie wolno mi patrzeć ani doszukiwać się zmian.
Nie wypada pytać o nie swoje sprawy nie swoich już przyjaciół...choć ja nie uważam, by ten dystans był jak rdza, pożerająca łańcuch cichej przyjaźni...przynajmniej z mojej strony.
Jednak jeśli chcę, byś był szczęśliwy, mogę tylko stać w cieniu własnych domysłów. Każdy krok w Twoją stronę mógłby rzucić się do przodu jak strzała, gwałtownie raniąc Ci serce...a tego najbardziej nie chcę.
Być może chciałabym coś cofnąć.
Może nawet to, co dobre, jeśli tak wygląda zapłata za szczęście.
Gdybyśmy tyle razy nie podawali sobie ręki, nie musielibyśmy odchodzić ani tęsknić.
I nie wyrządziłabym Ci krzywdy gdybyś był mi nieznajomy.
Teraz, kiedy nie da się niczego zmienić, drętwieję od każdej myśli o przeszłości.
Widząc Cię od czasu do czasu, za każdym razem coś rozpada się we mnie na nowo. Czuję się przegrana.
Oczy mimowolnie uciekają mi w przeciwną stronę, a uśmiech staje się bliższy łzom, wymuszony...
Taka byłam pewna, że mogę na Ciebie liczyć...i najgorsze jest to, że nadal mogę, ale nie powinnam. Zostałam zmuszona, by Cię wszystkimi zastąpić - zawsze twierdziłeś, że tak się da...ale ja się nigdy nie zgodziłam. Nie wierzę, by kiedykolwiek zasklepiła się wyrwa po Tobie.
Ach...nie stało się nic strasznego.
Po prostu brakuje mi rozmów i odnajdywania się w swych myślach nawzajem.
I chciałabym powiedzieć choć o jedno słowo więcej, niż powinnam...ale nie mogę.
Wiem, że chciałbyś, bym przepadła bez śladu...
Żebyś mnie nigdy nie musiał poznać.
Vuohi, 11.05.16
Byłem w takim miejscu, pewnie będę
OdpowiedzUsuń