Płynę krwawiąc ulicami;
powieki rozpościeram szeroko
- na szerokość ramion prawie -
i sunę w głąb cienistych dzielnic
Dziury w ścianach starych dworków
światła w ramach ich okiennic
wrzeszczą, kiedy znów omijam
je w milczeniu
Kontury nabrzmiałe tęsknotą
szarości przesycone ulotnością
Przejeżdżam znów obok i płaczę...
Nie czuję; nie czuję już wcale.
Nie. Czuję.
Czuję wytrwale...
Płynę krwawiąc ulicami;
wspomnienia naszych spacerów
drapią mnie w policzek
słonymi gałęziami
Byliśmy tu kiedyś
tacy z a k o c h a n i
Vuohi, 09.10.16
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz