czwartek, 16 lipca 2020

Sztuka bycia

W ramie tęczówek obrazy źrenic
łzawe pejzaże nie przestają się mienić
nawadniam krajobraz na ścianie wisząc
gwóźdź w plecy wbity wstrzymuje ran otwartość

Odtwarzam przeszłość zacinając się jak stara płyta
igła czasu żłobi tunel w winylowej mojej skórze
drganie powietrza wprawia w ruch zasuszone ciało
kończyny trzeszczą, szeleszczą paznokcie

Tańczę - odrywam się od ściany
wiruję z obrazami lekko
ze stóp wystukuję nagromadzony niepokój
wytrącam z bioder ciężar odrętwienia
pot zrasza czoło, plecy jasnym płoną ogniem
porzucam skórę i wypalam się do kości
wargę gryząc do krwi poznaję smak wolności


Vuohi, 15.07.20

***

Liże mnie po czole czas zostawiając ślad zmarszczki
w sercu przeszłość nie szamocze się już tak gwałtownie
jedynie jak kałuża po roztopionej kostce lodu
połyskuje gdzieś w oddali

Czasem bardziej się wynurza ta zimna, biała góra
do uszu dochodzą głosy zamierzchłe
zamykam oczy, łykam sen, popijam kołdrą
ramiona okrywają się dreszczem

Uciekam jak najdalej, choć wiem, że to niezdrowe
wrócę, gdy nabiorę sił, by przepłynąć wszystko wpław
może zajmie to miesiąc, może rok lub kilka lat
ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz, jeszcze nie


Vuohi, 14.07.20

Ryba

Nie wiem, skąd w mych płucach wzięła się ryba
ciężka i śliska, galaretowato zimna
jakbym połknęła maleńkie jajo zamknięte w słonej kropli
które z czasem nabrało ogona i płetw

Podjada mnie od środka, skubie żołądek i serce
szamocze się roznosząc fale mdłości
aż twarz mi zielenieje, szarzeje - niepodobna sobie jestem
włosy i paznokcie nagle też - niby-łuski

Ciążą mi nogi uczepione tułowia
i tułów na głowie zawiśnięty
ciągnę dzień kolejny rzęsą włócząc po ziemi
wlokę się jakby cięższa, jakby bliższa chodnikowi

Krawężniki wyrastają spod stóp bez uprzedzenia
mury budynków chwieją się, rozstępują i zwężają na przemian
kałuże coś śpiewają, coś nucą, wołają -
chyba cała jestem rybą, rozpoznaję mowę wód

Świat dokoła jakiś wygięty, jakby przybrał kuli kształt
myśli ze słowami się plączą, po tysiąc razy odbijają od ścian
nierealnie i nieswojo krąży wokół okolica
gubię się i znowu wracam do starego punktu wyjścia


Vuohi, 13.07.20

Moje miasto jest cmentarzem

Moje miasto jest cmentarzem
wyjątkowo głośnym i jaskrawym
nie szanuje się tu miejsc, po których stąpa
choć pod ziemią nikt nie spoczywa -
wszystkie trupy na chodnikach

Gdzieś za tamtą kamienicą, leży jeden z naszych spacerów
na pobliskich schodkach trwa rozkład pocałunków
Ty butem strącasz z progu co dzień wychodząc z domu
moje spojrzenie, co się rozbiło o kant Twego oddechu

Ty ze ścian tapetę zdarłeś, gwoździe mych palców odczepiłeś
parapety sterczą łyse, dachy już stóp nie goszczą
splecenia dłoni wylądowały w koszu
gdzieś na wielkim wysypisku gniją nam bezgłośnie

Tramwaj na torach szarpie mną na boki
z dachu przy tym stracą martwą pierś, pięść
co trzymała się kurczowo, niepotrzebnie
umarłej nam przeszłości


Vuohi, 10.07.20

niedziela, 5 lipca 2020

Ciało obce

Wszystkie motyle uciekły
rozleciały się skrzydła pod naciskiem zmierzchu
jak za dotknięciem czarnej, suchej pasteli
zwęgliły się ich główki

Ciało nakazuje myślom przestać płynąć
sercu wyprzeć czucie, stracić pamięć
pod żebrami przestrzeń rozpycha się uparcie
pusty dół łokciami kopie, kolanami drąży

Zatrzymuję się w pół kroku - dostrzegam
że zapomniałam jak oddychać
wszystkie koty znów się zbiegły by mnie przygnieść
tłumiąc krzyk swym gęstym futrem
wpychając ogony do gardła

Usiłuję wypluć kłębek niepokoju, kłak
wraz ze śliną z ust wyciągam resztki skrzydeł -
czy to ta pustka, czy to czucie, czy kochanie, czy smutek
pozbawiają ciągle tchu...?


Vuohi, 05.07.20

Bezręka

Bez udziału mej woli i świadomości
wypisują się moje dłonie -
porzucają palce, pióra, skórę
nie chcą więcej uczestniczyć
w tym dziele zniszczenia
protestują
przeciwko kreśleniu kolejnego obrazka
znanej na pamięć twarzy
nie napiszą następnego, zmyślonego zakończenia
ani dalszego ciągu historii, która ledwo realności się trzyma
jak lichej drucianej poręczy przy wysokich, krętych schodach
i ja też nie bardzo się trzymam
odkąd nie współpracują ze mną ręce
- to dla twego dobra - zarzekają się - dla naszego wspólnego -
być może mają rację
być może wycierpiały nawet więcej
niż serce

Vuohi, 04.07.20

Wysłowienie

Strzępią się moje słowa, zużywają
niewysłuchane, wyrzucone w próżnię jego uszu
w pusty flakon jego żeber, echem odbijają się od ścian
szklanymi kulkami rozbiegają się we wszystkie strony
rozsypane u jego nóg
- depcze mnie raz po raz, a ja i tak nigdy się nie spodziewam...

Jest ich nieskończenie wiele, ciągle tworzę nowe, trwonię nowe
kolejny wiersz, piosenka, list posłany jako wycieraczka
pod jego drogie, bezwzględne stopy
milczące jak złoto i zimne jak głaz

Nieudolnie, co jakiś czas, staram się przerwać ten ciąg
posłuchać głosu rozsądku, który nie lubi się z sercem
a teraz znów w tym samym stoję miejscu
schowały się ślimaki po deszczu, słońce wypaliło trawę
po drugiej stronie - cisza
niechętnie czekam, aż granatowa kurtyna nieba
opadnie

Vuohi, 26.06.20

(za)duma

Czy to za sprawą tabletki nikniesz mi w oczach
czy jeszcze na to za wcześnie
by znieczulenie mogło działać?
Łagodną falą opluwa mnie złość -
najpierw delikatnie muskała kostki i palce u stóp
teraz mogę się w niej pluskać, z przyjemnym dreszczem ekscytacji
- to nowe -
jeszcze nie mam jej po dziurki w nosie

Chyba powiedziałam już wszystko
jeszcze tylko to miasto nie otrząsnęło się z wilgoci
jeszcze ulice nie spłynęły zobojętnieniem
powoli przestaję siebie pytać - co było prawdą, co było
dobre, chciane, złe, wymuszone
nie chcę już nazywać, ani przypisywać wartości
- wszystkie te słowa nas krzywdzą

Dziś nie chcę trzymać Cię za rękę
jestem dumna
jutro, gdy za uściskiem Twym zatęsknię
nie wyspowiadam się pustemu konfesjonałowi Twoich uszu,
nie wyznaczę sobie pokuty,
będę dumna.

Vuohi, 16.06.20