Strzępią się moje słowa, zużywają
niewysłuchane, wyrzucone w próżnię jego uszu
w pusty flakon jego żeber, echem odbijają się od ścian
szklanymi kulkami rozbiegają się we wszystkie strony
rozsypane u jego nóg
- depcze mnie raz po raz, a ja i tak nigdy się nie spodziewam...
Jest ich nieskończenie wiele, ciągle tworzę nowe, trwonię nowe
kolejny wiersz, piosenka, list posłany jako wycieraczka
pod jego drogie, bezwzględne stopy
milczące jak złoto i zimne jak głaz
Nieudolnie, co jakiś czas, staram się przerwać ten ciąg
posłuchać głosu rozsądku, który nie lubi się z sercem
a teraz znów w tym samym stoję miejscu
schowały się ślimaki po deszczu, słońce wypaliło trawę
po drugiej stronie - cisza
niechętnie czekam, aż granatowa kurtyna nieba
opadnie
Vuohi, 26.06.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz