Nie da się zasnąć z kamieniem na sercu;
usiłuję go rozłupać pięścią, biję się w pierś,
ale on tylko drży i szorstkimi brzegami ściera żebra;
kruszę się do piaskowej postaci słowa przepraszam,
wypłukuję z oczu ziarna, głosu już nie podnoszę
nawet ponad krawędź własnych warg,
ani ponad brzeg poduszki
- nie potrafię...
usiłuję go rozłupać pięścią, biję się w pierś,
ale on tylko drży i szorstkimi brzegami ściera żebra;
kruszę się do piaskowej postaci słowa przepraszam,
wypłukuję z oczu ziarna, głosu już nie podnoszę
nawet ponad krawędź własnych warg,
ani ponad brzeg poduszki
- nie potrafię...
Nie potrafię, bo wiem, że umyślnie budzę w Tobie Niemiłość,
karmię pierwotny popęd zniszczenia, kąsam,
wbijam drzazgi w Twoje dłonie z tej rozpaczy,
bo nie umiem siebie kochać, pomimo zarzekań
i obietnic, wciąż próbuję siebie karać,
skazać na wyhodowane przeze mnie Twoje odrzucenie.
A przecież tak bardzo się potrzebujemy
i dobrze wiemy, jak porozmawiać...
Więc dlaczego pozwalam na złamanie naszej świętej zasady,
i w milczeniu kładziemy się spać...?
Vuohi, 27.03.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz