Czy zielone światło na pewno nie jest czerwone?
Uczyli nas tego w szkole, pokazywali przykłady, a na spacerach
mama albo babcia ciągnęły za rękę, gdy było to pierwsze,
trzymały mocno stojąc, kiedy to drugie...
Patrzę, ale nie jestem pewna - teraz nikt nie ściska mej dłoni,
nie słyszę wskazówek, nie pamiętam rymowanek;
samochód niecierpliwi się na moje niezdecydowanie
- daje mi znak, że zielone, czy też mi się zdaje?
Uczyli nas tego w szkole, pokazywali przykłady, a na spacerach
mama albo babcia ciągnęły za rękę, gdy było to pierwsze,
trzymały mocno stojąc, kiedy to drugie...
Patrzę, ale nie jestem pewna - teraz nikt nie ściska mej dłoni,
nie słyszę wskazówek, nie pamiętam rymowanek;
samochód niecierpliwi się na moje niezdecydowanie
- daje mi znak, że zielone, czy też mi się zdaje?
Czy to tramwaj z numerem dziewięć, czy dwadzieścia?
Czasu jest niewiele, więc wsiadam, jednak patrzę
po raz dziesiąty na wyświetlone cyfry i zmuszam się do zaufania
własnym oczom. Pokonywana trasa daje znak,
tym razem bardziej na pewno, chyba, myślę, że jestem pewna. Raczej.
Czy to jeszcze moja twarz, moje oczy, moja zmarszczka na czole,
czy może stałam się kimś innym w ciągu ostatnich lat?
Pamięć mnie zawodzi, umysł chłonie obraz i nie znajduje pasującej nazwy.
Naciągam skórę na policzku, zaglądam w róż wewnętrznej strony powieki
- próbuję znaleźć drogę do wnętrza, by własnoręcznie odnaleźć odpowiedź.
Powiedzieli mi...czy nigdy nie rozmawialiśmy,
i po prostu zostałam oddana na czas nieokreślony?
Potrzebny był czas na poukładanie dorosłych spraw
- nie było więc miejsca na dziecięce pytania i zabawy,
dzieciństwo mogło przecież poczekać, wejść w stan zawieszenia
pomiędzy mamą a tatą...mogło, prawda?
Czy to miłość, czy strach, kiedy godzę się na tamten dotyk?
Nie pamiętam, czy rozebranie dotyczyło ubrań, czy jedynie słów, bo wszystko
wywrócone było na lewą stronę, odległe jak sen, nawet wtedy...
Parę zawrotów głowy dalej było już po wszystkim, na ustach
słony znak zapytania rozciągał się od kącika do kącika.
Czy to niepamięć, czy wyparcie?
Piszę to wszystko do Ciebie, bo Ty jedna znasz odpowiedź, musisz!
Nawet jeśli to wszystko nieprawda, tylko Ty możesz to wiedzieć...
Powiedz, błagam Cię, powiedz,
czy to co czułam było choć raz odpowiednie i na miejscu,
czy mój lęk odpowiadał definicji lęku, miłość opisom miłości...
Bo przecież musi istnieć jednoznaczna odpowiedź, potwierdzenie...prawda?
Milczysz, pisząc ten wiersz.
Zastanawiasz się czyimi dłońmi, i czy to przypadkiem nie jest kolejny sen;
derealizacja odwiedza Cię przecież tak często.
Tulisz do siebie chyba-własne nogi, zaciskasz na nich wątpliwe ramiona,
przeganiasz przypuszczalny strach i domniemane kłucie w brzuchu...
Czy ja to naprawdę Ty?
Czy Ty to jeszcze...ja?
Vuohi, 13.04.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz