sobota, 7 listopada 2020

Szalik

Bardzo lubiłam ten Szalik
choć nie wiem skąd się wziął w mojej szafie
chłonął wszystkie zapachy
od proszku do prania i perfum z różową etykietą
przez miejskie powietrze i zjedzoną drożdżówkę
po ciężką woń nieświeżego baru i rozmowy
których treść też potrafił w siebie wciągnąć

Nie chciałam się z nim rozstawać
tak przyjemnie gładził szyję
w chłodny dzień otulał ramiona jak koc
dawał poczucie bezpieczeństwa
uspokajał wnosząc w nozdrza wszystkie te zapachy
które odwiedziłam

Twoje dłonie zwróciły go po paru godzinach
gdy pozwoliłam ci przymierzyć moje życie
i odtąd jakby nigdy nie należał do mnie
nawet po tylu praniach to twoje miejsca trzymał w sobie
twoje kroki stawiane w śniegu i twoje kółka dymu
dziś ubranie go zakrawa o zdradę
prawie o wspólny spacer
prawie o odwagę by wspomnieć raz jeszcze zuchwale

jak bardzo kochałam ten Szalik

Vuohi, 07.11.20

Więcej

Metaliczny posmak zlizuję z wargi
i czuję że przestajesz mi wystarczać
nie posiadasz lśniących krawędzi
ważysz mniej niż ziarnko ryżu
a ja zaczynam chcieć czegoś więcej

Już cię rozgryzłam i wiem
że w środku nosisz tylko gorycz
a mimo tego daję ci się zwodzić
nęci mnie cukrowo-pudrowa warstwa
twojej białej skóry

Zadowalam się nocami jeszcze
które pozwalasz mi przespać
ale ty nie możesz potrzymać mnie za rękę
i wiem że kiedyś odejdziesz
więc choć tak bardzo chcę więcej

muszę przestać

Vuohi, 07.11.20

piątek, 6 listopada 2020

Ulotność

Puściłam wspomnienie Twej twarzy
jak sznurek od balonika z helem
i odleciałeś w mgnieniu oka
nim zdążyłam za Tobą zawołać

Jeszcze czasem wracasz nocą
lśniąc jak gwiazda zawieszona na niebie
przydrożna latarnia świecąca po oczach
budzisz mnie

Jeszcze odwiedzasz mnie o świcie
przypominając ile wschodów nas zastało
nieśpiących jeszcze niezdecydowanych
na kolejny dzień

Sny także się już mylą ich pamięć szwankuje
wiem że Twoje oczy wyglądały inaczej
choć nie umiem wyrazić jak dokładnie
włosy też masz jakieś nieswoje

Czuję ich szorstkość pod palcami
a przecież były miękkie na pewno
zastanawiam się jak bardzo realny
może być wyśniony świat

Jak bardzo namacalny i ile w nim prawdy
gdy już nie umiem Cię pamiętać
czy mogą opuszki moje czuć wyraźnie
gładkość Twoich warg

muśniętych przed pocałunkiem

Vuohi, 27/28.10.20

Chryzantemy

 A więc jednak potrafimy być ludźmi
zjednoczonymi wobec katastrofy
równymi wobec nieuchronności śmierci

Są dni które wszystkich wzywają
do rozkładania parasolek
więc potrafimy być do siebie podobni

Raz do roku zwracają nas ku pamięci
barwnymi pachnącymi kwiatami
z okazji tego święta nie składa się życzeń

lecz ja nam życzę byśmy tak jak wtedy
umieli być ze sobą pojednani

Vuohi, 02.11.20

Mur

Spoglądam w dół
coraz więcej cegieł rdzawo-czerwonych
ciężkie słowa układane jak kamień
warstwa za warstwą

Ściana coraz grubsza
tłumi szloch wygłusza krzyk
w jej cieniu gaśnie nadzieja
na to że jedni jeszcze zobaczą drugich

Patrzę i nie chcę tego widzieć
zamykam oczy lecz powieki rozcina huk
spadam nie wiedząc na którą stronę
ostatkiem sił celuję w mur

ale jedna pięść nie wystarczy

Vuohi, 28.10.20

Ostateczność

Ja za nas oboje to cierpienie donoszę
Twoją posiniałą buzię
piąstki zbite w jedną masę
serce niemające siły bić
donoszę choćby na cmentarz

Ja za nas oboje to życie przeżyję
ukocham marTwymi dłońmi
każdy nietknięty przez Ciebie kwiat
bo choć złożoneś w trumience
żyć będziesz we mnie

Wybacz
musiałam wydać Cię na świat

Vuohi, 25.10.20

Dym

Myśli o Tobie stały się nijakie
jak guma do żucia upchnięta pod językiem
pozbawiona kształtu i smaku
a jednak minięcie Cię po drodze skądś dokądś
działa na mnie jak papieros
- zamienia nogi w watę

i pozostaję w tym stanie oderwania
niezupełnej trzeźwości zmysłów
w zobojętnieniu na ostrość rzeczywistości
odetchnięcie miejskim powietrzem
dopuszczenie do głosu napastliwości uczuć
przynosi jedynie ból

Vuohi, 15.10.20

O wybaczaniu

Tej nocy znów przechodzisz przez mój sen
bezszelestnie, wyjątkowo niedepczącym krokiem,
jakbyś czuł się w nim gościem.

Pytasz, czy możesz mi towarzyszyć,
kiedy wcieram w skórę miód, napełniam wannę,
chcesz się przyglądać, jak myję włosy.

A moje pozwolenie nie pada słowem
- od razu staje się ciałem, zanurzonym w mlecznej wodzie,
a Twoje dłonie nie czekają na sygnał
- wnet pną się po karku, by pociągnąć za mokrą strunę...

Tak oczyszcza nas czas spędzony przy bieli kafelek,
gdzie para gęstnieje, jak mgła,
wynurzam się ze świtem - na przekór zwyczajom -
nie czuję chłodu, nie jest mi wstyd
za moją nagość.

Vuohi, 19.10.20

Nie-bajka

Bałam się, że Twoja miłość,
była miłością Królowej Śniegu,
która posłała szklany odłamek,
by wbił się w oko dziecku
odbierając mu zdolność zobaczenia
całego piękna i dobra...

Bałam się, że Twoja miłość,
wbita pod paznokieć,
popłynie drzazgą poprzez żyły i ugodzi w serce,
zatruwając je nienawiścią i złością na cały świat,
a ja tak bardzo nie chciałam tych uczuć!

Kochałeś przecież jak z bajki - nigdy naprawdę,
jak książę zapatrzony we własne odbicie
w szklanym wieku trumny...

Całowałeś z mocą zdolną przerwać sen stuletni,
choć każdy dotyk kolejny kłuł coraz mocniej
- jak wrzeciono w palec.

Musiałeś więc mieć coś baśniowego w sobie:
lodowe serce, niepotrafiące stopnieć.

Vuohi, 28.09.20

Dłonie

Myślę, że poznałabym jeszcze Twoje dłonie
po tym wszystkim, dłoni się przecież nie zapomina.
Choć na przekór staraniom pamięci wszystko tonie,
wciąż muszą pozostać obrazy, których serce się trzyma...

Po przyciśniętej pięści lub po splecionych palcach
pozostają znaki zapisane w ciele, wciśnięte pod skórę,
mięśnie i kości gromadzą muśnięcia, otarcia,
krążą w krwiobiegu wszystkie ciosy i pieszczoty czułe.

Dlatego wiem, że rozpoznałabym Twoje dłonie,
tak jak nuty znajomą płyną pięciolinią, tak popłynęłyby oczy moje.
Tak mocno, jak mrozi styczeń, tak boleśnie i jasno, jak sierpień płonie,
wyciągnęłabym ręce ku Twym ramionom, by uścisnąć je - jak swoje...


Vuohi, 15.09.20

Straszydła

Spoglądam przez szybę na mój strach
cienkimi odnóżami plecie srebrną sieć
odgrodzona szkłem czuję się bezpiecznie
wszystko co przeraża jest za oknem
wystarczająco daleko i blisko

Przestały mnie nawoływać ostre krawędzie
ząbkowane usta noży już nie proszą o uwagę
wyrzuciłam kilogramy papierowych wspomnień
i podarłam tamten obraz który kradł zbyt wiele
czasu oraz spojrzeń

Wiem, że będę musiała stąd wychodzić
cień odwłoku przeszłości telepie się na ścianie
niby groźba

Pocieszam się
smugą słońca na parapecie roztartą
ono zawsze gdzieś tam jest
i zna wieczność jak własną kieszeń
żyje dłużej niż mój strach

Vuohi, 10.09.20

Pierwszy dzień poza

Przylgnięta do szyby wyrzucam z piersi ptasią pieśń
tysiąc skrzydeł łopocze o żebra, przelatuje krtań
dziobią policzki zbierając ziarna łez, a ja nie widzę już
pióra przykrywają oczy, kłębią się i gaszą wzrok

Niewidzialne dłonie odciągają mnie od okna
materiał chusteczki zatyka dopływ powietrza
wyrywam się i krzyczę, wypuszczam wszystkie wrony
drące mi na strzępy wargi suche i słone

Kopię do utraty sił, czekam, aż minie wieczność
nie otwierając oczu chcę wierzyć, że to tylko sen
głosy wokół spokojne i przytulne otulają jak pierzyna
płuca jeszcze szarpią mną na boki
pozwalam się unieruchomić

Wracam w ramiona Matki
i znika calutka przeszłość - wróble ćwierkają subtelnie
skóra i mięśnie oderwane od kości wracają na miejsce
wciskam się z powrotem do środka, pod serce
byle do następnego dnia


Vuohi, 11.09.20