piątek, 6 listopada 2020

Pierwszy dzień poza

Przylgnięta do szyby wyrzucam z piersi ptasią pieśń
tysiąc skrzydeł łopocze o żebra, przelatuje krtań
dziobią policzki zbierając ziarna łez, a ja nie widzę już
pióra przykrywają oczy, kłębią się i gaszą wzrok

Niewidzialne dłonie odciągają mnie od okna
materiał chusteczki zatyka dopływ powietrza
wyrywam się i krzyczę, wypuszczam wszystkie wrony
drące mi na strzępy wargi suche i słone

Kopię do utraty sił, czekam, aż minie wieczność
nie otwierając oczu chcę wierzyć, że to tylko sen
głosy wokół spokojne i przytulne otulają jak pierzyna
płuca jeszcze szarpią mną na boki
pozwalam się unieruchomić

Wracam w ramiona Matki
i znika calutka przeszłość - wróble ćwierkają subtelnie
skóra i mięśnie oderwane od kości wracają na miejsce
wciskam się z powrotem do środka, pod serce
byle do następnego dnia


Vuohi, 11.09.20

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz