środa, 24 listopada 2021

Radość ma zapach cynamonu

Mój tata obiera jabłko
w jego dłoni nóż jest wskazówką
wraz z odchodzącą skórką cofa się czas
młodnieją palce

W moich dziąsłach nadal tkwią mleczaki
a litery które stawiam są koślawe
jeszcze nie wymyśliłam przyjaciół
nie potrzebują istnieć na razie

Wgryzam się w słodki owoc
i radość napełnia kubki smakowe
mój tata piecze szarlotkę
a kiedy się śmieję oczy mu błyszczą

Dom znów pachnie cynamonem

Vuohi, 17/24.11.21

Najdzielniejszy człowiek na świecie

Byłam jeszcze dzieckiem, gdy złamano mi serce;
zobaczyłam jak płakał najdzielniejszy człowiek na świecie.
Wpatrzony w gwieździste niebo, z butelką piwa w ręce,
nieruchomy - choć wokół drżały wszystkie mury -
pomyślałam: a więc on też...

Nigdy nie zapytałam dlaczego
- to przez szacunek do Jego łez, z których każda
musiała ważyć tonę i uwierać oko od środka
przez co najmniej kilka lat.

Byłam jeszcze dzieckiem, gdy świat, nie pytając mnie o zdanie,
wychylił się przez okno na pierwszym piętrze i upadł,
roztrzaskując sobie twarz o szorstką nagłość zmian.
Pomyślałam: jeszcze wiele muszę się od niego nauczyć...

Widziałam, jak najdzielniejszy człowiek na świecie sadził kwiaty
w dołkach, które pod nim wykopano.
Widziałam, jak się uśmiechał, wyciągając dłoń raz po raz
w stronę ognia - tak wiele razy się parzył,

ale nigdy nie pozwolił sobie spłonąć.


Vuohi, 12.11.21

niedziela, 7 listopada 2021

Popielnica

Zbliżam usta do tafli jeziora
i szepczę
poprzez Ciebie w Jego ucho
woda drży
falują dłonie i czas

Oglądam przefiltrowane obrazy
kolejnych Jego twarzy
cały ten krajobraz
mieści się w popielniczce

Jak blisko można być
znając ledwie kolory tęczówek
a oprócz nich wszystko
i nie chcieć pocałować śmierci

W mojej piersi ktoś zaczepił kotwicę
ciągnie mnie na dno
w rozłożone pośród mułu wargi
paszcza przeszłości
połyka kolejną część mnie

Tracę
ale nic bez przyczyny
nic bez powodu


Vuohi, 07.11.21

wtorek, 2 listopada 2021

Białe dni

Kolejne dni będą białe
jest ich dokładnie trzydzieści dwa
moje myśli zamknięte w słoiku
prowadzą na krawędzie płaczu
stamtąd zabiorą mnie fale
posłuszeństwa wobec szaleństwa

Kolejne dni będą białe
dokładam jeszcze siedem
przytrzymuję ręce by nie wziąć ich na raz
znowu myślę o kraju odległym
do którego podróż wymaga
paszportu z własnej krwi

Zaciskam powieki odmawiam pacierz
kołysząc się z nogi na nogę
zamykam drzwi

Vuohi, 02.11.21

To zagłada serdecznego palca

Spomiędzy moich żeber coś nienazwanego
wyciąga się w Twoją stronę
szarpie mnie i każe biec
i już wiem że jeśli posłucham
przepadnę

Żar miewa postać pulsujących iskierek
roznoszących się po ciele
w każdej kończynie czuję zapowiedź
znajomej tragedii
i już wiem że jeśli poświęcę Ci wiersz
przepadnę

To nie zdrada to nie śmierć
to zagłada serdecznego palca
pogrzebowy marsz dla moich płuc
które zapominają o swej pracy
na Twój widok

Powtarzam uparcie - serce Ty też
zapomnij

Vuohi, 01.11.21

Ziemia Obiecana

Czoła wysokich biurowców sięgają niebieskich stóp Boga
są świadkami powstania kolejnego dnia
złożone z lodowatych płyt wszechwiedzące konstrukcje
nie zazdroszczę im

Chociaż Ty je Boże gładzisz i wspierasz
ideami karmisz umysły
zsypujesz złote deszcze a dla nas tylko manna
nie zazdroszczę im

Pochylone głowy wiejskich chat najbliższe są sercu
na brzuchach ich podwórek wieczorami kładzie się zmęczony Bóg
przywołany modlitwami i płaczem
nad rozlane mleko wyciąga swoje dłonie
pełne laski

Vuohi, 27.10.21

O czym nie wiedzą gołębie

Gdy rozsypuję ziarna ciszy cierpliwie czekam
aż zawyją chodniki odezwą się ulice i ptaki
a Ty napiszesz list długości alei
na papierze własnej skóry

Na wiosnę przeciskają się przez szczeliny w betonie
moje palce spragnione słońca
niezadeptane przez listonoszy niewydziobane
przez pocztowe gołębie
ziemia milczy

Gdy otwieram oczy cierpliwie czekam
aż sen przeminie i zsunie czarne skrzydła
z moich powiek
a Twoje dłonie opuszczą moje ciało bezpowrotnie
odpłyną zostawiając brzeg usłany muszlami

kilkadziesiąt uszu rzuconych w piach
cierpliwie czeka na najmniejszy dźwięk
na znak

Vuohi, 26.10.21

Pomiędzy (nie w porę)

O świcie wschodzą kwiaty;
rosa ożywia akwarele, maluje płatki,
ja zagryzam wargi - znów jestem spóźniona
na nowy dzień.

Na plecach wymalowaną mam noc,
gwiazdy wspinają się mi po żebrach;
nie jestem gotowa, by rozgryźć poranek
zdzierając z niego wczorajszą skórę.

Wszystkie chwile wbite nożem
w mój kręgosłup wypuszczają pędy,
rozwierają rany jak na wiosnę,
a ja korzenie mam jesienne, na wpół uschnięte...

Gdzie jest moje miejsce, pytam,
gdzie jest moje miejsce?

Vuohi, 24.10.21

Jak mocno Cię nienawidzę

Nienawidzę Cię tak samo, jak Julia Romea
za jego imię, które bezwzględnym cierniem
wpiło się w jej serce w najgorszym momencie
- przed ślubem.

Pod moim balkonem nie mieści się Twoja pieśń - zabierz ją,
bo nie chcę żałoby, nie chcę się truć
wspomnieniem Twych słów.

Tak mocno Cię nienawidzę, gdy uciekając nocą
trzymamy się czule za ręce,
nie widzimy poza sobą świata, i póki nie rozcina nas świt,
zabierasz mnie w te wszystkie podróże...

Takie piękne mam suknie, krwistoczerwone, kiedy całujesz
moje usta nie martwe, ale uśpione, tyle mamy przed sobą,
póki powiek nie rozwiera świadomość, póki nie wraca pamięć,

o tym, jak mocno Cię nienawidzę, gdy myślę
o miejscu, w którym złożono nasze ciała jak dłonie w pacierzu,
o ustach, które nam zamknięto zimną pokrywą milczenia
jak grób.

Vuohi, 23.10.21