piątek, 12 czerwca 2020

***(Nim nadejdzie paraliż kończyn)

Proszę, zabij mnie, nim nadejdzie paraliż kończyn
spowodowany taszczeniem tego, czego nie mogę udźwignąć
nim pęknie kręgosłup pod bagażem bezmiaru miłości, o zbyt wielu adresatach
- tak, wiem, mrówka potrafi unieść obiekt pięć razy cięższy od niej samej
a gdzieś na ulicach, na każdym kontynencie, w każdym kraju i mieście
ludzie umierają z głodu i chorób, o wiele gorszych, niż mój kaprys
a jednak proszę Cię, zabij
rozetnij na pół te dwie części mnie, które nigdy nie chciały być razem
zwróć mi wolność, podaruj spokój
tylko nie każ mi decydować, w jaki to się stanie sposób

Choćbym wetknęła palce do gardła
nie zdołam wyrzucić z siebie tych bezczelnych myśli -
nie mogąc zasnąć o wiecznym marzę śnie
mijam pachnące gałęzie bzu
i przypominają mi woń pogrzebnych wieńców
a każda drobna ranka lśni pociągająco
każda wysokość jest mierzona konsekwencją upadku

Tak pięknie różową suknię przybiera dziś niebo
tak okrutnie, szkarłatnie tnie mnie kolejne wspomnienie
pamiętam wszystko do bólu
bo mój wielki, przesadny zachwyt jest bratem wielkiej, przesadnej rozpaczy

Chciałabym odetchnąć nie czując głazu zgniatającego pierś
nie widzieć w każdej decyzji tysiąca opcji i kolejności zdarzeń
nie żyć w nieustannym zanurzeniu w przeszłości
móc się poruszać swobodnie - nie czuć "zbyt wiele" już nigdy
zasnąć

Vuohi, 10/12.06.20

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz