Zapach dojrzałych truskawek wypełnia wieczorny tramwaj
wagon prawie pusty pozwala mi na łzę
co z łoskotem się rozbije u mych stóp
lub wsiąknie w kołnierz na cały głos
przyglądam się rozdwojonej końcówce włosa
rozstraja mnie ta czerwcowa aura
rozwarstwia coroczne czekanie na koniec, co przychodzi raz po raz
rok w rok paląc skórę namacalnym wspomnieniem żaru
Powoli tracę chęć na wgryzienie się w truskawki
powoli tracę zachwyt wywołany zachodzącym słońcem
umiera we mnie smak
wszystko sprowadza się do jednego, a raczej do dwóch
przeciwległych poszarpanych końców
lub może zakończeń nerwowych
Przyglądam się rozciągnięciu mego serca -
środek powoli pęka
rozdwojona końcówka miłości
winna być ścięta.
Vuohi, 10.06.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz