Grawitacja coraz rzadziej upomina się o moje stopy
niebo nie opiera się obecności mego czoła wśród chmur
unoszę się dzięki miękkości czerwcowego, nocnego powietrza
światła lamp chwytam połową oka
drugą patrzę w przeszłość
rowerem mknę przed siebie
rozszczepiam się
Od czasu do czasu upadam
ciężkimi kroplami deszczu
podnoszę się ranną rosą
Od czasu do czasu wypadam
poza objęcia Ziemi i ląduję na Księżycu
skąd niemożliwy wydaje się świat
W nogi jak w żagle dmie wiatr
naraz rozpędzam się, zatrzymuję i cofam -
ten dzień umarł bezbarwnie i cicho
z zaskoczenia napadł go zmierzch
płynę obłokiem wspomnienia
po rzece rzeczywistości i nie wiem
jak długo ani dokąd
trwam
Vuohi, 13/14.06.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz