poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Trwanie

Nie dostrzegam upływu czasu
kiedy przeszła zima, kiedy nastało lato
nie wiem, że świt, dopóki do brzegu powiek nie zawita
mleczne światło
nie wiem, że noc, dopóki okien z hukiem nie zamknie
ciemności dech

Dla mnie liczą się śniegu i kwiatów płatki
promień słoneczny i zmarszczka od uśmiechu
dla mnie istnieją tylko złote ziarnka piasku
nie szklana klepsydra, co trzyma je w ryzach

Nie dostrzegam upływu lat
pamiętam tylko deszcze, słońce i wiatr
ptaki o czwartej budzące ze snu
kołysanie hamaka o dwudziestej trzeciej trzy
włos, co się przykleił do ust
i dłonie, co z miłością wmieszały w herbatę miód

Vuohi, 31.08.20

Nie ma już miejsca dla Nas

Te wszystkie przypadki, zbiegi okoliczności lśniące przeznaczeniem
mieniące się w kalejdoskopie zdarzeń
nawlekam na nić - układam szkiełka jak koraliki kalecząc palce
tyle lat - bez sensu

Przecież to moje poruszenie
wprawia w ruch mechanizm, maszynę połączeń
wibracje mych myśli naginają rzeczywistość wpasowując ją w kontur
jednego człowieka, w ramy Jego ramion, w zarys Jego twarzy

To się nie dzieje z woli wszechświata
- znajduję to, czego uparcie szukam, by połączyć w całość
beze mnie ten łańcuch nie posiada początku i końca
życia w niego tchnąć nigdy nie powinnam
ani czynić go pętlą wiszącą na szyi

Niech to się stanie z woli mej głowy
i serca, niech się zatrzyma ten wiatr
niosący mnie w miejsca z przeszłości
jak ziarno rzucający me stopy
w Jego, pozbawiony mnie, świat

Vuohi, 31.08.20

Dziękuję

Czwarta rano
budzik już tak bardzo nie boli
można powiedzieć, że wcale go nie ma
albo że jest już dziewiąta

Nie boli, bo jesteś
a podnoszenie powiek równocześnie
wydaje się znacznie lżejsze, łatwiejsze
i wstawanie we dwoje nalewa w nogi sił

Kuchnia brzęczy metalowym garnkiem
radio trzeszczy, jajko podskakuje w wodzie
maluję rzęsy i te rzęsy też mniej oporne, ospałe
gdy Twa obecność nieuśpiona im towarzyszy

Droga tramwajem przyjemna i lekka
nawet bez wypicia kawy, bez książki
spokój od wewnątrz brzuch ogrzewa
świadomość, że jesteś karmi mi serce


Vuohi, 26.08.20

W przeddzień

Strach przed zdmuchiwaniem świeczek przyszedł z czasem
nie był wrodzony, podobnie jak postępujące umniejszanie siebie
zeszłoroczne życzenia opadły liśćmi na ziemię
zbrązowił, rozdrobnił, pochłonął je czas
a wcześniejsze uległy przedawnieniu
jak tegoroczny śnieg, który zapomniał przyjść
- reszty nie pamiętam

Co takiego jest w rytuale krojenia tortu
i czy jest to ważniejsze, niż codzienna bliskość i czułość ludzi
gdy tak wielu z nich tylko od święta pośle czek na sto lat
w nienamacalnej cyfrowej kopercie

Co takiego niosą wierszyki klepane jak pacierz bezmyślnie
szczere czy fałszywe uprzejmości
i czy jest to bardziej potrzebne niż uśmiech najbliższych
niż wyczekane słowo, rzucone choć ten jeden raz
od kogoś istotnego, kto jakoś...nigdy nie pamięta
i czy ważność kogoś takiego nie powinna posiadać daty końca...?

Czekam, aż to przeminie
- ubrana w nadzieję, gotowa do wejścia
w kolejny rok

Vuohi, 26.08.20

niedziela, 23 sierpnia 2020

Wirtualny Pogrzeb

Nie zdążyłam na pożegnanie
gdy rozstawały się ze sobą nasze usta
gdy rozchodziły się dłonie
opieszałość myśli znów mnie zgubiła

Nogi dawno już sobie poszły
a głowa na rozciągniętym karku wisi
włóczy się jak kula na metalowym łańcuchu
nie rozumiejąc biegu zdarzeń

Rozsypałam się w czasoprzestrzeni
z jednym okiem na przeszłość, drugim na teraz
nie odnajduję się we własnym ciele -
przecież jak to się stało, że nagle Ciebie obok zabrakło?

Kolejne dni z brutalnością wnoszą do głowy świadomość
ubłoconymi buciorami depcząc bezpieczną miękkość snów
jeszcze wczoraj dźwięczy mi w uszach
a już jutro świta szepcząc "to nie wczoraj, a parę lat wstecz..."

Nie dowierzam, wypieram się, nie chcę
- to na nic. Muszę poszukać innego rozwiązania -
chciałabym mieć zdolność wciskania guzika
taką dziecinnie prostą niby
i choćby teraz, z opóźnieniem, wcisnąć ten właściwy:

"Usuń wydarzenia z osi czasu"
Proszę, zniknij.

Vuohi, 21.08.20

Obcy

Uczę się uśmiechu - zaciskam odsłonięte zęby
nie otrzymuję pochwały, choć staram się najmocniej
choć nawet nie wiem dlaczego społeczeństwo potrzebuje
rozciągnięcia warg, by mnie zaakceptować

Ja muszę tolerować świat takim, jakim jest
mimo, że według mnie zbyt mocno pachną ludzie
światła i dźwięki wpędzają mnie w panikę, której nie mogę przegonić
bo powiedziano mi, że nie przystoi wymachiwać rękami i piszczeć

Są dni, w które nie mam siły na walkę o uznanie
i wracam do kąta - najlepszego, cichego przyjaciela
który pozwoli mi być sobą i spokojnie się kiwać
liczyć w głowie śrubki i żarówki
szeptać nazwy poszczególnych elementów

Obcy, niedopasowany do reszty
przybysz z innej, odległej planety
- nie dostanę dziś naklejki, ani cukierka
bo nie chciałem się bawić


Vuohi, 13.08.20

Przykazanie

Marzy mi się miłość powszechna
nie znająca wyjątków i uprzedzeń
wrodzona i naturalna - jak posiadanie serca
obowiązkowa i konieczna - jak napełnianie tlenem płuc

Marzy mi się miłość powszednia
ważniejsza dla człowieka niż chleb
taka, którą spożyje i przejrzy na oczy
dostrzegając to, co najważniejsze

Zobacz
jak wiele ich jest w nas
jak wiele mnie jest w Tobie
jak wiele Ciebie jest we mnie

Wybacz
i pokochaj bliźniego bardziej niż siebie samego
i nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe


Vuohi, 11.08.20

czwartek, 6 sierpnia 2020

Okno

Był czas, gdy pod Twym oknem
myślą podcinałam sobie żyły, wieszałam się na poręczy
rzucałam w przepaść z parapetu na parterze
bezdenną otchłanią były Twe oczy, a ja życie chciałam oddać
za jeden z ich odcieni migoczący

Pięść kolejnego wdechu waliła w pierś, jak dzwon
metalowe serce głoszące donośnie swą wolę
naraziłam się Tobie nieraz, narzucając się nie w porę
nie umiejąc nigdy odejść na czas, zacisnąć ust

Były noce, które wychwalałam, nadając im blask jaśniejszy od dnia
i te, które czarną kotwicą strącały mnie w najmętniejsze wody umysłu
tracąc głowę pragnęłam móc umrzeć u Twych stóp, byś mnie dostrzegł
by z tych wszystkich obiecanych uczuć, błysnęła choćby litość

Błyskawica współczucia rozcinająca ciężką obojętność
burze wypłukały ze słów moje kości, czyniąc szkielet jeszcze bardziej kruchym
ruch ostateczny należał do Twej dłoni - postawiła kropkę -
był czas, gdy marzyłam o śmierci pod Twym oknem...


Vuohi, 06.08.20

wtorek, 4 sierpnia 2020

Listy

Nalewam do oczu atrament chcąc do Ciebie napisać
trzepotem rzęs, drżeniem powieki, lśnieniem źrenic
sińce pod oczami fioletowo-niebieskie
na blado-kremowej kartce twarzy

Piszę list za listem, choć nie przyklejam znaczków
nie używam kopert, nie chodzę na pocztę
i staram się zgadnąć, co teraz nosisz w głowie
uszczknąć choćby piórko ze skrzydeł Twych myśli

Dziś stałam na schodach niepotrzebnie, zbyt długo
z ciekawości czekając, aż coś się wydarzy
sprawdzając, czy życie da mi jeszcze jakiś znak
gdy tkwię w miejscu posłania pierwszego z naszych listów
z oczu do oczu, bez użycia słów

- nie stało się nic -

Vuohi, 27.07.20

Zawsze chciałam umieć tańczyć

Zawsze chciałam umieć tańczyć
przestać się bać, że poruszenie nóg
wywoła lawinę, co się stoczy prosto z gór
i lodowym uściskiem skuje mnie na amen

Marzyłam o płynności ruchów
ramion, bioder, głowy oraz stóp
lecz zawsze zamieniał mnie w kamień
dźwięk muzyki, dotykał do bólu serca
zaciskał pętlę wokół szyi, paraliżując

Naprawdę, zawsze chciałam umieć tańczyć
a gdy podnosiłam dłonie, nogi przestawiałam w rytm
kąciki oczu stawały w ogniu, myśli wirowały w sen
unosiłam się nieprzyjemnie i wcale nie ciałem

Czy to jakaś zbrodnia, czy to jakaś ułomność
czemu człowiek nie może choćby drgnąć, gdy tego pragnie
czemu cierpi i rozkleja się mu wszystko jakby zrobiony był z papieru
ręce opadają, usta i żebra nie trzymają się na kleju
- zbyt mocno otwiera się pierś

Vuohi, 26.07.20

Niepokoje przy stole

Rzucam w Ciebie spojrzeniem płaskim
cienkim jak talerz, białym i pustym
uderzam rozbijając naczynia krwionośne
zapominam o głodzie

Po naszej ostatniej wieczerzy
niesmak ugrzązł w ustach
tłuste plamy na obrusie
łypią paskudnym okiem

Wykrzyczałam słowa palące wargi jak pieprz
zalegające w gardle niczym ości
- odpowiedziały mi jedynie okruszyny, drobinki porcelany
ale nie chcę już dłużej przeżuwać przeszłości


Vuohi, 22.07.20