Nie liczę już na Ciebie od dawna, ale nadal lubię bawić się liczbami;
weszło mi to w krew, gdy zapisywałam skrzętnie każdy wspólny dzień
i rozmowę - szkoda tylko, że nie zdążyłam policzyć spojrzeń,
pocałunków, wszystkich włosów na Twojej głowie - trudno.
weszło mi to w krew, gdy zapisywałam skrzętnie każdy wspólny dzień
i rozmowę - szkoda tylko, że nie zdążyłam policzyć spojrzeń,
pocałunków, wszystkich włosów na Twojej głowie - trudno.
Ale tak, jeszcze bawię się liczbami i wiem, że minęło tysiąc siedemset
czterdzieści dziewięć dni, odkąd nie jestem Twoja, a Ty
nie jesteś mój. Czy to coś zmienia dla dzisiejszych nas, uległych rozpadowi?
czterdzieści dziewięć dni, odkąd nie jestem Twoja, a Ty
nie jesteś mój. Czy to coś zmienia dla dzisiejszych nas, uległych rozpadowi?
Tak, mogę śmiało powiedzieć, że to zmieniło sposób, w jaki stawiam kroki
- najpierw jakby sparaliżowana, potem potykając się nieudolnie szłam,
a teraz biegnę bezbłędnie, podskakując nawet, widzisz...
nie, widzieć nie masz jak, ale możesz się domyślać. Otóż by teraz można było biec,
na początku potrzebny był upadek,
bo każdy początek, to koniec, każdy koniec - to początek.
Tamten upadek był bolesny, bo spadłam z bardzo dużej wysokości;
Twe niebieskie ramiona były sklepieniem dla mojego świata
- więc nie mogło być inaczej, świat się także musiał skończyć, zmienić,
rozbić razem ze mną, jak to kiedyś powiedziałam -
"rozbiłam się Tobie niczym porcelana"...i sobie samej też,
wiem, czuję wciąż ostre odłamki, które wdarły się pod skórę podstępnie,
a gdy się zrosła - nie zdołała ich z siebie wypchnąć.
A ja wypycham codziennie z całych sił obraz Twojej twarzy,
choć już przynajmniej sześć, jeśli nie więcej razy, akceptowałam możliwość,
że nie zapomnę i na zawsze będę kochać, choćby trochę, choćby samotnie...
I to też kłuje, uwiera, owszem, ale z bólem da się przecież żyć,
da się o nim niemal zapomnieć, praktykując technikę wdzięczności
- a ja tyle mam szczęścia, że codziennie naprawdę mam co doceniać!
Nie liczę na Ciebie, ani na jakiekolwiek inne rozwiązanie
- to przecież nie równanie, z którym nie mogę sobie poradzić,
to tylko świadomość, która pali, bo jest jednostronna i subiektywna.
Co jest po drugiej stronie? Tego nigdy się nie dowiem, bo na szczerość
nie wypada mi liczyć, ani czekać, ani przecież nic ona nie zmieni.
Jednak wiem, że da się policzyć sny, bo je zapisałam, ale wstyd się przyznać,
i wiem, że da się policzyć pamiątki, które zachowałam po Tobie,
choć szkoda to robić, rozgrzebywać rany - ważne, że gdzieś tam są.
Najsmutniejsze, mimo wszystko, jest chyba tylko to, że nie wiem,
czy to te dwieście jedenaście wspólnych dni, czy to tych tysiąc siedemset
czterdzieści dziewięć sprawiło, że kochałam Cię mocniej, bo jakże okropna jest myśl...
że to te dni osobno są winne, że to te dni
zmieniły we mnie najwięcej, i że nie możesz zobaczyć, że zmieniły wszystko
na lepsze.
zmieniły we mnie najwięcej, i że nie możesz zobaczyć, że zmieniły wszystko
na lepsze.
Vuohi, 15.05.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz