piątek, 14 maja 2021

Panta rhei

Moja pierś rozdarta na dwie strony, jak przeciwległe brzegi rzeki,
sprawia, że kłócę się z sercem. Przepływa przeze mnie żal,
dzieli na pół niebieska wstążka tęsknoty za morzem,
za słoną wodą nabieraną do płuc.

Żebra opierają się szczęściu, nie chcą podzielać chwilowej radości,
nie wierzą, że można się otworzyć - tak po prostu - i nie cierpieć.
Przyciskam do nich kolana i pięści, robię okłady z miłości,
staram się utulić, uciszyć, nie krzywdzić.

Od zawsze miałam pięć palców u dłoni, dwoje oczu i jedną głowę,
wiecznie za ciężką i niewymierną, noszącą w sobie osobny świat.
Jak Atlas chciałam udźwignąć nadmiar tych uczuć - swoich, nieswoich,
daremnie nadwyrężałam ufność, miażdżyłam ciało,
byleby coś z siebie dać.

Dlatego tak mocno wierzę i nie wierzę, jak moje żebra,
powieki na przekór rozwarte, że może być lepiej,
że kiedyś odpocznę, czego zarówno pragnę i nie chcę.

Dlatego rzeka, co spokojnie przepływa, jednocześnie przecina
bolesnym gestem, żłobi kanały smutku, szlifuje ostry gniew,
nadzieję z błotem porywa, mętnieje, a jednak
rybom pozwala śpiewać
i żyć.

Vuohi, 11.05.21

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz