piątek, 24 września 2021

W opłakanym stanie znajduje się moja pamięć

W kolorze ziemi pogrzebałam Twe oczy;
wypełzają smętną zielenią spod śniegu co wiosnę.
Gdzie ich kolce, skoro kłują - tego nie wiem,
ale cierpliwie znoszę ból.

Ołowiane motyle zalegają gdzieś nisko,
kłębią się niepokojem w podbrzuszu.
Łykam lekarstwa różne, tabletki rozkurczowe,
ale Ty uparcie kurczysz się we mnie.

Twoje palce, Twój nos, a nawet pojedyncze włosy
śledzą mnie - widziałam w tramwaju Twoją twarz,
a jednak już niepasującą do obrazu w mej pamięci,
który zniszczyła wilgoć i łzy.

Zajmujesz we mnie tak mało miejsca, że spokojnie
mogę schować Cię pod obrączką - nikt Cię nie ruszy,
nikt nie ogląda moich dłoni z tak bliska,
by wydrzeć te drzazgę

na światło dzienne.


Vuohi, 14.09.21

wtorek, 14 września 2021

Chłopiec, który stał się moim Ojcem

Masz posturę małego chłopca, pochylonego nad zabawkami w piaskownicy,
gdy tak głowisz się nad pudełkiem z lekami na cały tydzień.
Myślę o dziecku w Tobie, któremu zakneblowano usta
i zamiast żołnierzyków i autek wsadzono w dłonie
ciężką łopatę i grabie. 
Myślę o dziecku w Tobie, które uśpiono,
tak jak się usypia chorego psa albo kota, a może nawet gorzej
- tak jak się topi niechciane mioty w pobliskiej rzece.

Masz włosy po ojcu - srebrno-złote i gładkie,
i kiedy wsiadasz w jego dawny volkswagen,
myślę o młodym mężczyźnie, który właśnie wyszedł z wojska.
Nauczony dyscypliny przyszły dyrektor zakładu,
świetny kierowca z zimnym łokciem, i jego budzące podziw
głośniki samochodowe oraz zdolności muzyczne.

Patrzę na Twoje plecy powykręcane, zgarbione, a jednak
trzymające się prosto, na przekór, bo tak trzeba - nie wolno się złamać.
Myślę o pracy, która Cię niszczyła, i o ludziach, którzy krzywdzili,
wyobrażam sobie historie, o których nie mówiłeś.

Zastanawiam się...
Czy ktoś jeszcze to widzi, że gdy tak
uśmiechasz się spod opadających powiek
(te powieki chyba też masz po ojcu),
mimo że żal przysłania Ci wzrok, z bólu klniesz pod nosem,
to Twoje kąciki warg trwają podniesione;

każdy Twój mięsień, nauczony musztry,
nigdy nie daje po sobie znać, że brak mu sił. 

Vuohi, 03.09.21

Oddaj mi swój ból

Tak jak zawsze, przychodzisz na dworzec;
widzę Cię z oddali - za każdym razem jesteś coraz mniejszy,
coraz mniejszy i bielszy, aż pieką mnie oczy,
ale jak mogłabym je zamknąć, gdy tak mocno Cię kocham...

Kurczysz się z bólu, ale poddać się nie wolno;
przecież nauczyli Cię, jeszcze gdy byłeś dzieckiem;
musisz wszystko dźwigać sam.
Widzę Twoją wrażliwość, jeszcze większą niż Ty,
która przygniata, wykręca i wyciska serce,
aż zostaje tylko gorycz i myśli
najciemniejsze i najcięższe.

Jeszcze gdy byłam mała, modliłam się o Ciebie.
Nieprzerwanie powtarzałam zalęknioną mantrę,
kompulsywnie składałam dłonie i prośby w pacierz...
ale czy ktokolwiek słuchał? Do dziś nie przestałam się bać.

Tulę Cię najmocniej, tulę z całych sił i długo,
wyobrażając sobie błękitną linię bólu, która krąży
w Twoich żyłach, i staram się ją przyzwać do siebie.
Nawijam ją na palce jak nić, ciągnę rozpaczliwie,
ale w Tobie nigdy nie jest mniej...a we mnie - nigdy więcej.

Zniosę to, obiecuję, proszę, oddaj choćby cząstkę
- nawet się nie poskarżę, ani płakać nie będę,
tylko pozwól ramionom moim obrać rolę Twoich;
Tych samych, które mnie nosiły, tych które ocaliły,
tych, po których spływał złoty pot, gdy pracowały od świtu do nocy.

Nawet się nie poskarżę, ani płakać nie będę
- zarzekam się powtarzając słowa wmurowane w Twoją twarz...
To...pytanie złowrogo łopocze mi skrzydłami w głowie,
obija się o klatkę piersiową łomotem przerażonego serca -
czy zdążę...?

Proszę, Boże, pozwól mi zdążyć.

Vuohi, 03.09.21

Rosemary

Nakłuwam dzień szpilką niepokoju (niechcący);
sączy się woda i krew, woda i krew.
Drogie Światło, pozwoliłam Ci zamieszkać
pod lewą piersią - dlaczego gaśniesz?

W moich płucach dziwnie znajomy wybucha pożar,
dziwnie znajomy ogień przeciąga się w trzewiach.
Pokój Wam, prawa półkulo i prawa ręko,
robaczywe owoce młodości, pokój Wam,
gdy płoniecie.

Spokojny wdech i długi wydech, kręgosłup rozciągnięty,
a głowa luźno - miłuję Cię, ciało, nowym rodzajem bólu
karmię - spożywaj, odwodnione i wątłe.

Kiedy tak tęsknię, wyrywam kawałek siebie,
a z moich wspomnień
tylko woda i krew, woda i krew.

Vuohi, 31.08.21

Tramwaj z jednym wagonem i pół

Czegoś brakuje;
niezajęte miejsce obok jest zbyt jaskrawo żółte,
wypaliła się jedna z kilku lampek na suficie,
wyzionęła ducha tablica z rozpiską przystanków
i wykoleiło mi się serce.

Dokąd jadę,
gdy deszcz pada z dołu do góry, odwracam się za siebie
i widzę przód, dokąd jadę, kiedy wszystko jest na odwrót,
nie tak, jak miało być...? Zdaje się, że pomyliłam
tramwaj numer dziewięć z rokiem dwa tysiące szesnastym.

Staję w przegubie myśli, nogi powoli skręcają w lewo
i czuję znajome mdłości. Zgubiłam bilet, zgubiłam rękę
zaciśniętą na bilecie, jeszcze w poprzednim wagonie,
do którego nie ma jak wrócić.

Świat hamuje gwałtownie i łamie mi palce zaczepione o poręcz,
wysiadając tracę włosy w kłapiącej paszczy drzwi.
Rozglądam się po przystanku, któremu odleciał dach,
odpadły rozkłady jazdy, i któremu ktoś rozbił szyby,
i znów nie wiem, kogo pytam - a gdzie jesteś Ty?

Vuohi, 30.08.21

Z miłości

Przekonałam się, że można zniknąć z miłości;
jeszcze nawet nie z rozpaczy, nie z tęsknoty,
nie z utraty, ale z dnia na dzień można przestać
widywać siebie w lustrze.

Można zapomnieć brzmienia swego głosu,
nie wiedzieć, co się myśli na dany temat, nie umieć
zdecydować w żadnej sprawie, a nawet można nie mieć rąk
albo siły w nieistniejących prawie dłoniach, by coś zrobić,
by postawić palce sztywno w zatrzymującym geście,
by powiedzieć: dość.

Przekonałam się, że można zaistnieć z miłości;
raz po raz, od nowa, a nawet stać się jeszcze lepszym.
Wyhodować z powrotem kciuk i palec serdeczny,
posadzić w sercu kwiaty i uśmiech na oziębłej twarzy.

Można stopnieć i rozpłynąć się w błogi obłok,
i można długo czekać, dzięki tej miłości, choćby nieskończenie,
aż skrzydła wyrosną.

Vuohi, 25.08.21

Tu oraz Tam

Obecnie w Kabulu jest słonecznie;
wakacyjna pogoda, trzydzieści trzy stopnie, bezchmurne niebo
- a u nas - pada. Jak nie przystało na lato,
jest ponuro i szaro, można wręcz
pogrążyć się w beznadziei i poczuć nadchodzącą jesień,
która butem nadepnie na twarz,
naniesie błota w nasze czyste życia, zawieje nas.

Obecnie nie jesteśmy jeszcze gotowi,
by przyjąć do wiadomości cudzy strach,
a w naszych domach nie ma (ani nie było) miejsca,
na dodatkową parę nóg i głodny brzuch,
ani na jeszcze jedne oczy
wyczekujące zrozumienia i troski.

Obecnie w Kabulu ojciec trójki dzieci
kurczowo trzyma się skrzydła samolotu;
nie boi się upadku, ani utraty rodziny - nie tak bardzo, jak pozostania
jeszcze chwilę dłużej na tej ziemi, pod bezchmurnym niebem,
gdzie trzydzieści trzy stopnie, a u nas - pada -

jakże brzydko jest u nas, tutaj nie przychodźcie
(tak nam jest wygodnie).

Vuohi, 23.08.21

Drogie Lato,

Drogie Lato,
wszyscy wokoło już piszą Ci pożegnalne wiersze,
nieszczęśliwe listy miłosne,
zdradzają Cię z Jesienią.
Jeszcze nigdy tak bardzo przy Tobie nie marzłam, 
jak w tym roku - martwisz mnie...

Zawsze mnie martwiłoś, bo zawsze grozili
- na zmianę suszą i powodzią,
nieodwracalną zmianą klimatu, a ja...
Chciałam pamiętać tylko złote pola, smak truskawek, 
kołysanki świerszczy i wiatr ciepły, jak przytulenie.

Objaw się mi jeszcze we wrześniu, proszę.
Łagodnie pajęczyną pocałuj,
opadającym liściem pogłaszcz.
Nie czyń mi wyrzutów, nie przynoś
znajomego bólu, który burzą gwałtowną
targa mi włosy i serce
na dziewięćdziesiąt-parę tęsknot.

Ostatni tygodniu sierpnia, nie krzycz
- przepłyń swobodnym szeptem
przez moje ciało.

Vuohi, 23.08.21

Kocie Niebo

Powiedziano mi, że to widać, gdy zwierzę umiera;
odchodzi wtedy w samotne miejsce, kładzie się na trawie,
czasem jeszcze pozwala się tulić, ale tylko słońcu,
aż nagle wieje wiatr i ściąga ciężar życia z czterech łap.

Powiedziano mi, że można być gotowym, i przewidzieć przyszłość;
futro i pazury noszą w sobie śmierć już wcześniej,
jeszcze gdy się je gładzi i pieści, a ona pozostawia na rękach ślad;
zapowiedź odejścia miękkiego włosia, ostrzeżenie szorstkiego języka.

A jednak jakże byłoby okrutne - zebrać te wszystkie oznaki,
ostatnie mruknięcia i otarcia pyszczka, i stwierdzić:
możesz już odejść, wiem, że kiedyś to się stanie...

Więc nawet gdy ślepia już zgasły, jak dwie wypalone żarówki,
gdy ciało zdawało się być już tylko kawałkiem futra pozbawionym życia,
nie chciałam się pożegnać,

ani nie zdążyłam.

Vuohi, 17.08.21

Moja tęsknota jest istotą niewdzięczną

Moja tęsknota jest istotą niewdzięczną,
która wyrzuca z pamięci gorzkie momenty
przeżyte u boku rozpaczliwych miłości;
w głowie nosi jedynie lekkość motylich skrzydeł,
słodki zapach trujących roślin.

Przemawiam do moich palców:
piszcie, niezależnie którą z namiętności kierowane,
grajcie, by choć taki był pożytek z podążania
za jej zawodzącym głosem, który wiedzie
na śmierć wszystkich tych,
którzy odważyli się kochać nie w porę,
którzy odważyli się mylić.

Pozwalam płynąć moim kończynom
przez te zmącone syrenim śpiewem wody
- niech wiedzą: prawdziwie 
żyłam tylko z miłości.

Vuohi, 04.08.21

Ptasia Królowa

Kobieta karmiąca gołębie
zawsze siadała w tym samym miejscu - na zielonej ławce.
Wyglądała jak w łodzi po brzegi wypełnionej ziarnem.
W pamięci lśnią mi jej długie, chude palce, jak szyje łabędzi
nurkujące w szeleszczących falach reklamówek.

Siwe włosy i twarz z dnia na dzień coraz bardziej szara;
wyglądała jak posąg postawiony w parku, a niedaleko fontanna
- strumienie tęsknot sunące po policzkach -
nigdy nie prosiła przechodniów o chleb.

A przecież kruchość jej kości, coraz bardziej wyraźna,
zdawała się wołać, a przecież jej skóra - cienka, papierowa...zaraz,
to przecież pióra, łokieć przeobrażony w skrzydło
- kobieta karmiąca gołębie, gdy wiatr zadął mocniej,

lekka jak piórko - odleciała...

Vuohi, 02.08.21

Zegar

Mówisz mi, że wystarczy chcieć, by zapomnieć,
a przecież wspomnienia wyrastają ze mnie jak kończyny
- niewyrywalne, ale gdyby się ich pozbyć, poodcinać skrupulatnie
i tak pozostałyby bóle fantomowe.

Wracam na tarczy; mimo dawno skończonej wojny
ja wciąż wyliczam straty. Ramiona jak wskazówki
ze spokojem suną w przyszłość - widzę ją, jak przez mgłę,
a Ty mówisz, że wystarczy chcieć, by się podnieść...

Być może mam nadal sprawne nogi, kręgosłup na tyle mocny,
by unieść jeszcze jedną miłość i nie wypuścić jej z rąk już nigdy...
Wdycham więc kolejne godziny, wypluwam przeszłość,
i tak jak mówisz - teraz wystarczy, że chcę;

zeruję czas.

Vuohi, 24.07.21

Gdy zobaczyły Cię moje oczy

Gdy zobaczyły Cię moje oczy, przestały do mnie należeć;
zrezygnowałam z posiadania wzroku, jeśli taka była cena
niewracania w miłość do Ciebie. Kiedy już jednak nie widziałam,
uszy i nos zdążyły uchwycić Twą obecność, a powstrzymane łzy
wpełzły do środka z powrotem, wpuszczając Cię w krwiobieg.

Tak się działo za każdym razem - Twoje niedotykalne dłonie
znajdywały sposób, by musnąć moje, Twe odległe źrenice
wgapiały się we mnie z luster i szyb, a usta
znajdywały lukę we wzniesionym przeze mnie murze,
i docierały tam, gdzie bolało najbardziej...

Tam gdzie bolało najbardziej, było ciepło i pusto - żywe ciało,
pozbawione środka. Kiedyś byłeś mi tak bliski, że wytworzyłam nowe tkanki,
specjalnie dla Ciebie zmodyfikowałam skład wszystkich płynów,
żeby łzy nie były słone, i by krew pozbawić gorzkiego posmaku.
Przekształciłam serce w pompę, umysł w zawór, bo chciałam być Ci potrzebna,
a jaki pożytek z narzędzia nieposłusznego, które bije zbyt głośno i mocno,
lub które myśli zbyt szybko, za dużo...?

Więc gdy zobaczyły Cię znów moje oczy, przestałam do nich należeć
- stały się Twoje, a ja - niczyja, pozbawiona nawet siebie.
Postanowiłam wytworzyć nienawiść, w odpowiedzi na tę miłość,
która nieproszona spustoszyła moje wnętrze, a nienawiść,
mój Drogi, mój niegdyś-miły, jest do zrobienia najłatwiejsza;
nie ma uszu, nosa, oczu, dłoni, ani ust, którymi mógłbyś znów się wedrzeć,

(ani którymi ktokolwiek mógłby wejść).

Vuohi, 27.07.21