Kobieta karmiąca gołębie
zawsze siadała w tym samym miejscu - na zielonej ławce.
Wyglądała jak w łodzi po brzegi wypełnionej ziarnem.
W pamięci lśnią mi jej długie, chude palce, jak szyje łabędzi
nurkujące w szeleszczących falach reklamówek.
zawsze siadała w tym samym miejscu - na zielonej ławce.
Wyglądała jak w łodzi po brzegi wypełnionej ziarnem.
W pamięci lśnią mi jej długie, chude palce, jak szyje łabędzi
nurkujące w szeleszczących falach reklamówek.
Siwe włosy i twarz z dnia na dzień coraz bardziej szara;
wyglądała jak posąg postawiony w parku, a niedaleko fontanna
- strumienie tęsknot sunące po policzkach -
nigdy nie prosiła przechodniów o chleb.
A przecież kruchość jej kości, coraz bardziej wyraźna,
zdawała się wołać, a przecież jej skóra - cienka, papierowa...zaraz,
to przecież pióra, łokieć przeobrażony w skrzydło
- kobieta karmiąca gołębie, gdy wiatr zadął mocniej,
lekka jak piórko - odleciała...
Vuohi, 02.08.21
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz