Zdobię swoją twarz zmarszczką pamięci
zagnieceniem gniewu i cieniem lęku
krzywizną uśmiechu i blaskiem łzy
Serdeczny palec lśni
już od pięciuset siedemdziesięciu pięciu dni -
najpierw bielą, później złotem, aż po dziś
na znak szczęścia i stabilizacji
Wraz z upływem czasu coraz bardziej się zanosi
na czerwiec bez truskawek, wrzesień bez wyrazu
grudzień pozbawiony śniegu i szary, zimny marzec
- i wcale nie chcę tutaj żyć
Bo nigdy nie będzie dość dobrze
nigdy nie będę pewna, że to w tę ziemię mogę wrosnąć
że to tej wiosny mogę zakwitnąć
że to teraz jest mój czas...
Ten świat i ci wszyscy ludzie
nie zrozumieją się nawzajem, ani mnie
mój głos nie przebije się przez głowy
nie przeniknie im do serc
Będę cicho - pielęgnując swoje skarby
na uboczu, uciszając wątpliwości, strach
i poczekam - może kiedyś znajdą na to lek
ci wszyscy ludzie i ten świat
Vuohi, 18.05.20
zagnieceniem gniewu i cieniem lęku
krzywizną uśmiechu i blaskiem łzy
Serdeczny palec lśni
już od pięciuset siedemdziesięciu pięciu dni -
najpierw bielą, później złotem, aż po dziś
na znak szczęścia i stabilizacji
Wraz z upływem czasu coraz bardziej się zanosi
na czerwiec bez truskawek, wrzesień bez wyrazu
grudzień pozbawiony śniegu i szary, zimny marzec
- i wcale nie chcę tutaj żyć
Bo nigdy nie będzie dość dobrze
nigdy nie będę pewna, że to w tę ziemię mogę wrosnąć
że to tej wiosny mogę zakwitnąć
że to teraz jest mój czas...
Ten świat i ci wszyscy ludzie
nie zrozumieją się nawzajem, ani mnie
mój głos nie przebije się przez głowy
nie przeniknie im do serc
Będę cicho - pielęgnując swoje skarby
na uboczu, uciszając wątpliwości, strach
i poczekam - może kiedyś znajdą na to lek
ci wszyscy ludzie i ten świat
Vuohi, 18.05.20
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz