niedziela, 20 listopada 2022

***(Kup dziecku chomika)

Kup dziecku chomika by oswoiło się ze śmiercią
 
mówili
tak jakby śmierć czekała aż będziemy jedli jej z ręki
jakbyśmy od małego mieli się łasić
i ocierać o nagrobki pokornie mrucząc
podczas gdy ludzi pod ziemią przybywa
 
Chłopcu sąsiadów kupili chomika
bez sensu
on już widział jak ojciec pada od strzału
a siedząc w schronie razem z kolegą
urządzali pogrzeb szczurowi który zjadł trutkę
 
Kup dziecku chomika by oswoiło się z życiem
by wiedziało jak karmić kochać szanować
póki jest czas
 
 
13.11.22

***(Śnił mi się schron)

Śnił mi się schron
strach pęczniał w uszach jakby sufit miał pęknąć
ponad nami rozstawione rusztowania
— żebra zabytkowych cerkwi — drżały
i wielka chmura sunąca po niebie
z której wysuwały się szpony pocisków
 
Jak robaki wypełzamy na powierzchnię
by potem prędko znów zbiegać w ciemność
w korytarze metra splątania tuneli
ulice i żyły gryzione przez szczury
śniło mi się turystyczne miasto które odwiedziła wojna
i gdzie postawiła nogę tam powstawała dziura
a z dziury sączyła się ropa
i trupi zapach ze ścieków dochodził
 
mój miękki materac ogrzewane mieszkanie
prawie pozwalają zapomnieć
że są miejsca w których piekło spod ziemi wyziera
a w jego wnękach smagani płomieniem mieszkają ludzie
tacy jak my
 
06.11.22

Wiadomość dostarczona

Nagle minął miesiąc
a każdy z jego trzydziestu jeden dni wywietrzał
i ulotniła się rozpacz niby wyolbrzymiona
 
Gdzieś pośród popiołów walają się słowa
które napisałam i których nie odczyta
żadne z dzieci posłanych na wojnę
ani żaden bóg
 
Nagle minęły dwieście pięćdziesiąt dwa dni
i dalej nikt nie zdołał zamknąć nieba
nawet wielki jego stwórca
(udało się zamknąć jedynie na krzywdę)
 
Wysyłam mu niezliczone modlitwy
z potwierdzeniem odbioru
ale nadal — brak odzewu
 
03.11.22

twarzą w twarz

Ciało utkwione w dotyku
niechcianych dłoni
drżało jeszcze przez chwilę
jak mucha wlepiona w pajęczą sieć
snując marzenie o skrzydłach
które nie znają niewoli
 
Tyle jeszcze życia w letargu
rozdziawionej paszczy strachu
przyszło pokonać w pojedynkę
zanim nadeszły takie dłonie
które nie chciały zabierać
które nie chciały posiadać
 
Teraz boli każda kończyna
która wypełzła na zewnątrz
i niepokoi się świeża skóra
że ją na lewą stronę wywrócą
i zwróci się twarzą do środka
oko w oko z największym z wrogiem
 
23.10.22

Aneksja

W moich ustach język obcy
tkanki wroga wprawione w ciało
jeszcze w życiu prenatalnym
jak mam powiedzieć
nie zabieraj mi domu
gdy mój dom brzmi tak samo
jak niczyja ziemia
nas tu nigdy nie było
albo zawsze byliśmy po ich stronie
a może nigdy nie było granic
między człowieczeństwem a okrucieństwem
 
14.10.2022

Skąd pochodzi zło

Kiedy korzenie wplączą się w żebra
pogrzebanych w lesie
drzewa zakwitną purpurą
wiosna już nigdy pachnieć nie będzie
 
Nawet gdy dłonie splecione
spod ziemi wydobędą
już krew z żywicą w jedno złączona
boleśnie gorzki wypłynie sok
 
Kiedy te drzewa na papier przerobią
tak trudno je będzie wybielić
kartki historii współczesnych tragedii
ciąć będą palce by nie zapomniały
 
skąd pochodzi zło
 
18.09.22

Karabin

Z dna miękkiego brzucha ziemi
na świat wydarł się karabin
kwiaty zakwitły minami
a na tej łące dzieci
jeszcze wczoraj się bawiły
 
Z rozłupanych skorup
ptaki wydziobują środek
wyskubują martwe włosy
żeby uwić ciepłe gniazdo
na zimowe dni
 
Na otwartej dłoni ziemi
ktoś postawił huśtawki
potem uderzyła pięść
miażdżąc wszelkie zabawki
a na tej łące dzieci
 
jeszcze wczoraj się bawiły
 
04.10.22

K.

Gdy świat na chwilę ucichnie
i przez moment ani łza nie spłynie
ja spakuję się i pójdę na dworzec
skąd pociąg zawiezie mnie do Domu
 
I nieważne że po drodze popękają szyby
że świst rakiet przerwie ciszę
jeśli choć na chwilę wojna umilknie
pobiegnę na stację i wrócę do Domu
 
By choć na minutę pogładzić własne drzwi
i psa który stał się bezpański
by na sekundę przytulić się do ścian
i ucałować życie porzucone w progu
 
Gdy świat na chwilę ucichnie
tylko z mych oczu strumienie się poleją
kiedy ujrzę błękit nieba i pola złociste
w przerwie między jedną a drugą syreną
 
29.09.22

***(Moje stopy opłakują zdeptaną mrówkę)

Moje stopy opłakują zdeptaną mrówkę
śmierć dżdżownicy która wysuszyła jej ciało
w drodze z deszczu pod deszcz
moje dłonie podnoszą ślimaki z drogi
pod ochronę rosy i traw
 
A ich stopy depczą niemowlęta
palą stosy ciał by ukryć ślady nienawiści
ale ona wyraźna jak promień
przekłuwa kolejne płuca
namierza dziecięce oddechy
i w skorupy domów celuje
 
i trafia
 
31.08.22

Liza

Znieczulenie przestaje działać:
liczę kończyny - pokiereszowane, ale są,
głowa na karku i palce, którymi piszę,
wszystko działa - tylko gdzie jesteś Ty, Mała?
 
Mówili, że będziesz chorowita,
że w genach zapisaną masz wadę serca,
i że nie nauczysz się ze mną rozmawiać,
ale ja, od pierwszych sekund Twego życia,
bez słów Cię rozumiałam.
 
- Molot! - zawołałaś, kiedy pruł przez niebo,
a gdy rozdzielił nas błysk - widziałam Cię,
nie rozumiałam - dlaczego...
 
Dlaczego mnie oszczędził, a zabrał Ciebie,
wydarł ze spacerowego wózka,
rzucił na twardą ziemię...?
 
Liczę kończyny, ale serca nie mam,
serca już więcej nie mam!
 
12.08.22

Na granicy wciąż...

Między mną a Tobą
rośnie drzewo
pień szeroki nas dzieli
pień szeroki nas łączy


Historii zapisanej w słojach
nie da się opowiedzieć
słowa nie są dość ukrwione


Korzenie trawione próchnicą
odmrożenia palców u stóp
nie do usłyszenia
jeden ból


04.08.22

środa, 27 lipca 2022

Ślubna porcelana

Ślubna porcelana wgniotła się w parkiet
przywalona kredensem
poprzez dziurę w mieszkaniu
dobiega lament miasta
jednak nasza miłość nie do skruszenia
kazała nam odziać się w biel
i przenieść przez próg
nadzieję
 
Mój bukiet zdobiony był kurzem
a ściany sypały nam ryżem
pod stopami zamiast grosików
chrzęściły pamiątki z dzieciństwa
jednak nasza miłość nie do skruszenia
kazała nam odziać się w biel
i wnieść do życia choć cząstkę
wolności

25.07.22

czwartek, 14 lipca 2022

Tu nie jest Mój Dom

Olenie

Tak, powrót jest niebezpieczny,
ale tu nie jest mój Dom,
więc jak dziecko wracam w ramiona Matki,
które nie przestają czekać, krwawią.
 
Nie moje dachówki i płot,
nie oswojone z mą dłonią kwiaty,
nie znajome spojrzenia sąsiadów...
Tu rozumieją tylko mój śmiech lub szloch,
choć nie jest mi źle - mamy wszystko
czego potrzeba, by żyć, ale tu nie jest nasz Dom,
więc jak żyć z rozszczepem
na siedemset pięćdziesiąt kilometrów...?
 
Tak, rakiety podziurawiły nam niebo,
posypały się miejsca, które znałam,
i być może nie istnieją już takie progi,
które czekają, aż je przekroczę,
ale...tam wciąż jest mój Dom!
 
Moje dzieci mają tutaj spokój,
ale i nieznajomość języka traw,
które inaczej są u nas zielone,
więc muszę je zabrać z powrotem, bo
tutaj
nie jest
Nasz Dom.
 
Vuohi, 27.06.22

Przed Burzą

Przed Burzą
niebo przybiera kolor pomarańczy
chmury wiszą nad głowami nisko
nikt nic nie mówi
śpiewy ptaków cichną
 
Kiedy noc rozdziera huk
poduszki chłoną szepty i łzy
nie słychać nic
gęste powietrze tłumi krzyk
 
Gdy przyjdzie Świt i rozsunie
zwaśnione brzegi nieba
wszyscy zapomną
dzieci nakarmią tym samym mlekiem
co wcześniej
póki ich białka nie zetnie strach
gdy będzie już za późno
przed kolejną Burzą
 
Vuohi, 09.06.22

Kolejka po wodę

Upał zagęszcza krew
szybciej schną chodniki
 
Bezmiar szczęścia w kranie
kapie bezmyślnie
na zmarnowanie
 
Czerwiec ma imię czerwone
jak poparzenia kwitnie na skórze
jak ogień dla wojny we wtórze
 
Świst błysk schron w pył
płonie monastyr płoną dłonie
studnie wysuszone
 
Upał zagęszcza krew
szybciej schną chodniki
z łez
 
Vuohi, 05.06.22

Kołowrotek

Moja Babcia kreśli znak krzyża
nożem na bochenku chleba
nie wyrzuca zeschniętych piętek
całuje każdą kromkę która upadła
 
Ja mam swoje pacierze
segreguję wieczory i poranki
chowam w koperty nie-do-wysłania
muśnięcia mrugnięcia i trzaski
 
Moja mama ciągnęła za włosy czesząc warkocze
chcesz być piękna musisz cierpieć
z uśmiechem
więc chowam w pudełka w słoiki na potem
łzy nie-do-wypłakania przy ludziach
 
Byleby nie pomyśleć za dużo
o żadnej konkretnej godzinie ani o sposobie śmierci
żeby się nie stało
na wszelki wypadek odpukać do trzech
w niemalowane
 
Moja babcia kreśli znak krzyża
i tak się zaczyna pisanie okręgu
w kółko i dalej i nigdy nie zwalnia
moja głowa moja głowa niespokojna maszyna
 
Vuohi, 24.05.22
 

Dies Irae

Irynie

W mojej głowie jest pęknięcie, przez które wdziera się zło
- skarży się dziewczynka z klasy czwartej -
jest tam okno, przez które ciągle widzę wojnę
i budzi się we mnie gniew,
mimo że do wybuchów już przywykłam...
 
Gdy uciekłam na wieś, wyciągałam z ziemi warzywa,
a moja matka rwała włosy z głowy.
Lubiłam jeździć na rowerze (podoba mi się ta droga,
ubity grunt w sam raz pod koła), ale rower został TAM...
 
Nienawidzę dnia moich urodzin, odkąd w prezencie
pod moją szkołę podłożyli miny, a Dom się przewrócił od drgań.
Nienawidzę moich oczu, bo jeszcze zachodzą łzami,
mimo że wciąż im powtarzam: to normalne, taki już jest mój świat!
 
Vuohi, 26.05.22

Drogi Puchatku, narysowałem Ci czołg

Drogi Puchatku,
piszę do Ciebie list, bo Mama mówi, że zostałeś na Górze,
żeby pilnować naszego Domu.
Myślisz, że będę kiedyś tak odważny, jak Ty?
Znam tę piwnicę jak własną kieszeń - zbadaliśmy wszystkie kąty
w poszukiwaniu okien.
Pewnie widziałeś te startujące w kosmos rakiety,
które tak strasznie huczą - codziennie nowa
odrywa się od ziemi - BUM!
 
Drogi Puchatku,
narysowałem Ci czołg, żebyś nie bał się zostać sam w Domu.
Choć Ty się nigdy nie boisz, prawda?
Tata jeszcze nie wrócił, a szkoda, bo do nas ostatnio
w nocy przyszły czarne i głośne potwory
i musieliśmy uciekać.
Tutaj mówią w innym języku, ale da się zrozumieć,
Mama mówi, że nam pomogą.
 
Drogi Puchatku,
dziś kończę dziesięć lat, więc jestem już za duży,
by do Ciebie pisać. Napiszę więc do Taty,
bo on został tam, gdzie Ty.
Przekaż mu proszę ten list.
Tato, dla Ciebie też narysowałem czołg,
ale lepszy, niż dla Puchatka, bo Ty jesteś większy.
Kiedy do nas przyjedziesz? Mają tutaj dużo pokoi,
możesz spać z Mamą na łóżku, a ja na podłodze.
Daj znać!
 
Vuohi, 22.05.22

Pożyczyłam oczy przyjaciółkom

Tak dawno Cię nie widziałam
pożyczyłam oczy przyjaciółkom
by uchronić się od łez
- nosiły je dzielnie -
więc gdy odwiedziłeś dziś mój sen
twarz miałeś nieswoją
i nieswoje ciepło na rękach
mimo tego - tuliłam je
 
Powiedziała że oczy masz czarne i smutne
a ja pamiętam że lśniły w słońcu
jak dwa oszlifowane szkiełka
a głowę miałeś jasną jak złoty piasek na plaży
zanim zabrał mi Ciebie Odpływ
 
Pochowałam stopy w pudełka i palce do szuflad
żeby nie miały jak Ciebie szukać
ale oczy moich przyjaciółek
przynoszą mi Twoje obrazy
i koty na wąsach i futrze
wnoszą do domu Twój zapach
 
więc wiem już że oczy masz czarne i smutne
i z wszystkich moich pogrzebanych skrawków
ciała i pamięci
wyziera żal
 
Vuohi, 07.05.22

 

***(Wsłuchuję się w spokojny oddech nocy)

Wsłuchuję się w spokojny oddech nocy
ciszę nieprzerwaną wyciem syren
i myślę o ptakach którym gardła ścisnął strach
tak wielki że nie sposób go wyśpiewać
 
Czym się niepokoję
leżąc w ciepłej pościeli
pośród ścian bezpiecznych znajomych
w domu w którym można zaufać zamkowi do drzwi
że nie wpuści do środka zła
 
Nie mogąc zasnąć
wsuwam wspomnienia między powieki
i odtwarzam kolejno wszystkie wiosny
i oddechy które miałam odwagę wziąć
i pocałunki które bezpowrotnie oddałam
zostawiając wklęśnięcie w gładkiej twarzy czasu
 
Tym się niepokoję
że wszystko co zabrałam i dałam od siebie
nim zdążę cokolwiek zauważyć
przepadnie w bezdennej ciszy jak ptasi śpiew
i nawet ta strata ani żadna inna tragedia
nie zakłóci oddechu tej nocy
 
Vuohi, 25.04.22
 

Pani Chrystyna, 86 lat

Ja swego Domu nie oddam,
choćby mi został tylko próg
albo wnęka pusta
- ja już nie mam dokąd pójść.

Prędzej runę, jak te ściany,
aż cegły posypią się z ust,
ale Domu nie zostawię,
choćby mnie starli na wiór...

Ja już to wszystko kiedyś przeżyłam;
rozrywają się blizny przeszłości,
budzi się gniew, który uśpić zdążyłam,
gdy po podwórkach walają się kości.

Dziecięca koszulka - kulami rozdarta,
gdy wyszli po chleb - krwią spłynęły ulice...
Ale ja swego Domu nie oddam
- mym ciałem Moją Ziemię nakarmicie!


Vuohi, 21.04.22


czwartek, 14 kwietnia 2022

Tomik "Przypływ"

Zapraszam do zakupu mojego pierwszego, opublikowanego tomiku.

https://allegro.pl/oferta/magdalena-koziol-gorska-przyplyw-12043031293 - cały dochód z jego sprzedaży przez Allegro przeznaczony jest na pomoc Ukrainie dzięki fundacji PCPM. Liczba egzemplarzy dostępnych na zbiórce jest ograniczona. 

Zakup książki możliwy jest także na stronie Ridero: https://ridero.eu/pl/books/przyplyw/ (wersja elektroniczna i papierowa)







środa, 13 kwietnia 2022

Wojna

Jem płatki i oglądam wojnę
w moim telefonie wybuchy i strzały
na chodnikach kałuże krwi
a ja chciałam zasłony powiesić
nauczyć się grać na pianinie
jeszcze tyle rzeczy zrobić
własnym dzieciom nadać imię
kiedyś

Kupuję makaron i słyszę wojnę
z głośników radiowych w supermarkecie
do paragonu dolicz dziesięć złotych
chciałam włożyć do koszyka jeszcze jedno
spokojne życie
- luka w asortymencie

Wysiadam z autobusu i potykam się o wojnę
której jeszcze nie ma a już jest
u moich stóp
w prozie życia w drobnych gestach
w nienawiści i w miłosierdziu

boję się


Vuohi, 13.04.22

 

Zwierzęta nie mają karabinów ani bomb

Nocą budzi mnie zawodzenie psów
między jednym a drugim snem
o rozrywanych ciałach
w zgryzocie obnażają kły
ptaki zaś ucichły
jakby wiosny już nigdy nie miało być

Ten marzec nie rozbrzmiewa kocią pieśnią
- próbuje powstrzymać bieg wydarzeń
pazurami wbija się w pulsującą glebę
bo wszystko jeszcze żyje
ale jak długo - nie wiem

Kwiaty roztoczyły niespokojną woń
z oddali dobiega żałosny płacz
zwierząt chowanych na śmierć
(więc jednak wiedzą czym jest życie)

Bolesne niesie się echo
przez pola nieobecności bocianów
po raz kolejny zawiedli nas ludzie
zawiedli nas ludzie na rzeź


Vuohi, 11.04.22

 

***(Nagle obudziłam się w świecie)

Nagle obudziłam się w świecie,
w którym kawa ma posmak cudzej krwi.
Już wcześniej docierały do mnie bolesne promienie
umierających gwiazd, ale jeszcze nigdy tak mocno
nie odcisnęły się w mym przełyku czyjeś łzy.

Boże, gdybyś chociaż dzieci uchował...
Choć kobiet, mężczyzn i zwierząt wcale nie mniej mi szkoda.
Z rozdartych gardeł budynków sypie się gruz,
połyskują kuchenne kafelki - to tu
kiedyś ktoś gotował, mieszkał, jadł kolację.

Tak często myślałam o ludziach bez dachu nad głową,
nie myśląc o tych, którym pourywało podłogi i stopy.

Nie pourywało. Nie pourywano. Pourywali.
Szczerząc brutalnie rzędy karabinów,
ogołacając domy z czułości.

Zrozumiałam, że od zawsze żyłam w tym świecie:
urodziłam się w miejscu, które pachnie wiosną
i przyprawia o mdłości zachwytu.
W miejscu, w którym ponieważ kwitnie życie,
w innym - ktoś musi umierać...


Vuohi, 09.04.22

A my śniliśmy spokojnie

Między zbrodnią a tragedią
wyskoczyliśmy do kina
w kawiarniach napoje
przelewają się jak krew
ulice wiosną zasypał śnieg

Widzieliśmy po drodze kolejki
wyczekujące na dokument
który potwierdzi ich niedolę
ktoś pośrodku rozdawał kanapki
ciepłą herbatę

Między zmierzchem a brzaskiem
rozebrali im domy z cegieł
a my śniliśmy spokojnie

Między szeptem a wrzaskiem
zatrzaśnięte modlitwy schronów
a my śniliśmy spokojnie


Vuohi, 01.04.22

Dwadzieścia dni

Dwadzieścia dni wystarczy
by odrosły ścięte krótko paznokcie
by przeterminowało się mleko
by zaczął się tworzyć zarodek

W dwadzieścia dni człowiek
potrafi zbombardować szpital
spalić domy dziecka i żłobki
zrównać z ziemią cudzy świat

Czterysta osiemdziesiąt godzin
rozorana gleba pije dzieci krew
nieodwracalne wydając plony
dwadzieścia dni - wystarczy


Vuohi, 16.03.22

 

Tabela rozmiarów dziecięcych

Składam w kostkę śpioszki
rozmiar siedemdziesiąt cztery
to znaczy dziewięciomiesięczne
jest ich coraz więcej

Wciąż pachną delikatnym płynem
nawilżanymi chusteczkami
we włóknach jeszcze drzemie sen
a w zgięciach pod pachami

Matczyna Czułość

Na zimnej posadzce dworca
to ona wykłada swoje ciało
swoje wszystkie warstwy
zamiast poduszki pod dziecięcą główkę

Między sześćdziesiąt osiem
a siedemdziesiąt trzy
mieści się skarb najcenniejszy
zawinięta w kocyk wolność - śpi


Vuohi, 10.03.22

niedziela, 13 marca 2022

Korytarz

Kiedy wskażą nam drogę
uciekniemy ze schronu
między jednym a drugim
pocałunkiem lub ostrzałem
w razie tego drugiego
spleciemy dłonie na karku
w pancerzu modlitwy
zwrócimy oczy ku niebu
jest szare jak chodnik

tak bliski kolejnym policzkom


Kiedy dadzą nam sygnał
przeciśniemy się przez tę cienką szparę
lukę w ich nienawiści
przez szczelinę przekażę Ci bagaż
- łzy naszych matek i dzieci -
ale wybacz niczego nie mogę obiecać
na końcu tego tunelu
niekoniecznie jest światło


Vuohi, 07.03.22

Nadzieja ma kolor niebieski i żółty

Podróżuję bezcielesnie 
po świecie pozbawionym czułości
w którym chodniki wyłożone są dłońmi pianistów
kocie łby obdarte ze skóry 
głowy wygolone do niewrażliwości

Czasem się wydaje że trawnikom
życie skraca śmierć
we własnej osobie
smukła kosa ścina każdy drżący śpiew

Jednak dusza jest iskrą niezgasłą
i na przekór ostrym kamieniom 
każde opustoszałe miasto
kiedyś się okryje zielenią

Vuohi, 11.02.22

piątek, 25 lutego 2022

Nalot

Podziwiam odwagę przebiśniegów
że wychodzą teraz na świat
wyciągają zielone szyje
ciekawskie i niewinne
 
Widziałam trzy stokrotki
wciśnięte między błoto a trawę
pomyślałam o dżdżownicach
przerwanych na pół
które nadal poruszają różowymi brzuchami
 
Gąsienicowy układ bieżny
ciała rozłupane na kawałki
a jeszcze nie zaczęła się wiosna
 
Vuohi, 25.02.22

 

Czwarta rano

Modlę się żeby nie przyszło nam patrzeć
jak się zabijają
żeby nie przyszło nam oddychać
gdy dobiorą nam się do gardeł
żeby nie zabrali mi Ciebie
 
żeby tylko nie zabrali mi Ciebie
 
Ale w głębi duszy wiem
- oni też się modlili
nawet mocniej niż ja
i bardziej zawzięcie
niż moja prababcia z różańcem
która widziała jeszcze to wszystko
i ich modlitwy rozjechał czołg
 
Vuohi, 24.02.22

sobota, 12 lutego 2022

***(Najbardziej boję się bólu)

Najbardziej boję się bólu
więc uciekam w krągłości tabletek
w puszystą pościeli biel
zanim rozpęta się świadomość
zaciskam powieki i nie chcę widzieć
choć światło wdziera się palącym promieniem

Najbardziej boję się poczuć
znowu za mocno za wiele zbyt nagle
więc wtulam się w każdą możliwą miękkość
ciała i przestrzeni
z umiłowaniem podziwiam owale
maleńkich pocieszeń wydawanych na receptę

Najbardziej boję się strachu
i tego że po raz kolejny nowe nada mi imię
kolejność żeber mi zmieni i poprzestawia palce
z prawej do lewej ręki
chcąc uciec przed nim na własnym potknę się lęku
i twarzą upadnę w szaleństwo


Vuohi, 06.02.22

Planeta Żalu

Istnieją słowa niebieskie
których ciężar nieopisany
żłobi w twarzy kreskę
policzek naznacza łzami

Ja znam przeróżne odcienie
od błękitów przez granat aż po fiolety
i chowam je jak cenne kamienie
które choć piękne - ciążą - niestety

Niebieska planeta z plamami po życiu
gdy ją upuszczę - rozsypie się świat
każdy żal trzymany w ukryciu
tęsknoty podlewane od lat


Vuohi, 07.02.22

Wpuść do środka słońce

Wpuść do środka słońce
przełknij miękkie promienie
niech dotrą aż po palców końce
spod paznokci wygonią cienie

Do piersi przyciśnij chwilę
bo tu i teraz to wszystko co masz
łzy wnet wyschną zostaną w tyle
jaskrawy uśmiech rozjaśni ci twarz

Choć ledwo dźwigasz ogromy uczuć
czasami krzyż ukrytym jest darem
wszystko co ciężkie masz szansę przekuć
skrzydła z nadziei i wiary utkane

Vuohi, 30.01.22

niedziela, 6 lutego 2022

Nie pytaj mnie

Nie pytaj z której strony wieje wiatr
ja wiem tylko że jest mi zimno
w środku i na zewnątrz
oczy znowu spuchnięte mam

Z paznokci wygryzłam strach
w pękniętą wargę wsiąka mi sól
jedynie we włosach dostrzegam czas
coraz dłuższe rozdarcie na pół

Dziękuję Twym brwiom że odrosły
teraz wyraźniej rysują gniew
kiedy nie wiem czy wytrwam do wiosny
we wspomnień wsłuchuję się śpiew

I mówią że wieje od wschodu
do zachodu słońca i bez końca
we mnie są ścieżki niezabliźnione
choć ich krwawienia nie znam powodu

Nie pytaj mnie czemu pamiętam
twoje spojrzenie wyraźniej od swego
w moim lustrze jest prawda zamknięta
lecz klucz spoczywa na szyi zmarłego

Vuohi, 06.02.22

Drapieżnik

 Palcami wodzisz po skórze
stawiając mi włosy na baczność
rozcinasz siną śliwkę wieczoru
i zatapiasz zęby w słodkiej ufności

połyskuje w ciemności mój strach
jak rosa co owoc pokrywa
pestka pompuje krew
tłucze się w środku
rozpycha w rozpacz
i jestem twoja na moje nieszczęście

pęcznieje ciało i mięśnie jak miąższ
wpasowują się w kształt twoich warg
i ach jak bardzo chciałabym uciec
a zarazem zostać choć na chwilę dłużej
niż to jedno ugryzienie ostatni kęs

lecz ty masz mnie na raz na raz naraz

Vuohi, 23.08.21

środa, 19 stycznia 2022

Liść

 Pożółkły liść w mojej piersi przestał drżeć

zaplątana w skostniałe żebra

umilkła zielona pieśń


Może marzec ją jeszcze obudzi

zawrze na nowo zastygła krew

którą grudzień surowy ostudził


Twoje oczy wczorajszy miał poranek

zamglone widmo wpuściło w serce ziąb

szron oblekł szklany przystanek


Czy to drzewo wykorzenione czy ścięte

złożyło gałęzie w beznadziejny pacierz

splątując ponownie nasze drogi kręte


Czy to wróble czy wrony

sny porwały spod głowy

i zaniosły me prośby do nieba


Pożółkły liść w mojej piersi skurczony

na twój widok ponownie skruszony

nie odezwał się wcale - jak trzeba


Vuohi, 11.01.22

niedziela, 2 stycznia 2022

Łodyga

Tak boleśnie pięknie pachnie
twoja niemiłość
moje nozdrza nie przywykły
do takiego wymiaru rozkoszy
szyja wygina się w zachwyt

Całuj
palcami zrobionymi z lodu
całuj
czoło nieświadome i niepojmujące usta

Przy tym różanym krzewie
czas stoi w miejscu
tak jak stała ona pośród śniegu
jedyna którą wybrałeś
by opisać mi swoją wrażliwość

W zauroczeniu pogubiłam kolce
i paznokcie
podobnie jak w twojej pościeli
zgubiłam kolczyk
(ten który miał przynosić szczęście)

Tak boleśnie pięknie pachnie
twoja niemiłość
gdy budzę się w nietwoich ramionach
ze złamaną serca łodygą

Vuohi, 27.12.21