piątek, 30 grudnia 2016

Włosy

Zimną, o tak wczesnej porze było jeszcze ciemno, gdy na przystanku tramwajowym stał już, od kilkunastu minut, potupujący z zimna i szurający nogami, wydmuchujący parę z ust przygarbiony tłumek. Blondynka w kozakach odpowiadała beznamiętnie na pytania swojego synka, mężczyzna z posiwiałą brodą co chwila sprawdzał godzinę na swoim zegarku, staruszka z brązową apaszką na szyi jadła łapczywie jagodziankę zakupioną w piekarni niedaleko przystanku, a mocno umalowana nastolatka słuchała głośno muzyki na słuchawkach.
Coś się stało.
Żaden tramwaj nie przyjeżdżał od co najmniej dziesięciu minut, choć już trzy powinny się były pojawić. Coraz więcej ludzi zaczynało gromadzić się na wąskim chodniczku i coraz wyraźniej dało się słyszeć narzekanie pod nosem większości zebranych.
Na domiar złego zaczął padać śnieg z deszczem, a pod daszkiem nie było już miejsca.
Awaria pojazdu na poprzednim przystanku – komunikat pojawił się na elektrycznej tablicy, na co część osób rozeszła się w swoje strony, a część przybrała zdezorientowane miny, nie wiedząc, czy czekać, czy odejść.
Dziewczyna w oliwkowym płaszczu, z kapturem na głowie, stojąca tuż przy torowisku, rozglądnęła się i poczuła nerwowe ukłucie w żołądku.
Spóźni się do szkoły. Znowu.
Tym razem nie z własnej winy, ale to będzie o ten jeden raz za dużo.
Nie mogła jednak zrobić nic innego, niż czekać, bo droga była zbyt długa, by iść na piechotę, a w pobliżu nie widziała żadnego przystanku autobusowego, z którego mogłaby szybciej dotrzeć na miejsce.
Westchnęła, po raz kolejny wbijając wzrok w zegar na ekranie telefonu, który rozmywał się pod warstwą natychmiast topniejącego śniegu.
            W tym samym czasie, ściśnięci wewnątrz tramwaju pasażerowie wściekali się, klnąc pod nosem i poluzowując szaliki, rozpinając płaszcze, w których było im już za gorąco, a z głośników dobiegał do nich głos motorniczego, przepraszającego za utrudnienia.
Pogotowie naprawi usterkę lada chwila, ale jeśli ktoś zechce opuścić pojazd, może wysiąść już teraz.
Parę osób ziewnęło ze znużeniem, niektórzy przysnęli, wsparci o siedzenia przed nimi lub o szyby okien. Inni wyszli na zewnątrz, wpuszczając do środka szczypiące, mroźne powietrze.
Stojący tuż przy drzwiach młody mężczyzna chwycił się za gardło poczerwieniałą z zimna dłonią, i z bólem przełknął ślinę, po raz kolejny tego dnia uświadamiając sobie, że powinien był udać się do lekarza lub chociaż zostać w domu jeszcze parę dni. Czekało go dziś jednak parę ważnych zajęć na uczelni, których nie mógł opuścić.
Spojrzał w dół na swoje obłocone, skórzane buty i dostrzegając rozwiązaną sznurówkę, pochylił się, by ją zawiązać, gdy właśnie w tym momencie rozbrzmiał sygnał odjazdu i tramwaj ruszył do przodu ze zgrzytem.
Po chwili, kiedy drzwi rozsunęły się na przystanku, tłum ludzi zaczął pchać się do środka.
Parę osób zwolniło miejsca, by starsi ludzie mogli usiąść, kobieta z wózkiem ledwie wcisnęła się z nim do środka, chłopak z gitarą w futerale na plecach przepraszał wszystkich, których potrącił po drodze. Zrobiło się duszno, gdy tramwaj ponownie był gotów do odjazdu.
Dziewczyna w oliwkowym płaszczu ściągnęła kaptur i potarła blade, zmarznięte policzki. Ciężko było jej wykonać jakikolwiek ruch – w tym ścisku trudne byłoby nawet sprawdzenie godziny na telefonie, ale na szczęście na ścianie wagonu wyświetlał się zegar. Siódma dwadzieścia pięć – zdecydowanie nie zdąży już na wpół do ósmej.
Poczuła pod cienką podeszwą buta, że chyba stoi na czyjejś sznurówce, ale otaczający ją dookoła ludzie zasłaniali jej widok.
Mężczyzna tkwiący tuż za nią przypomniał sobie, że postawił torbę na podłodze za nogami i chciał drgnąć stopą, by sprawdzić, czy wciąż tam jest, lecz wówczas zauważył, że nie może wykonać żadnego ruchu nie tylko ze względu na ogólny ścisk, ale także przez kobietę przydeptującą mu sznurówkę. Jej rozczochrane, ciemnobrązowe włosy kłuły go w brodę, ale nie mógł się odchylić. Metalowa poręcz wbijała się w jego plecy.
Do centrum miasta pozostało jeszcze sporo przystanków, więc zapewne tłok utrzyma się jeszcze długo.
            Zmęczony i chory, mimo kataru poczuł jej zapach.
Słodka, kwiatowa woń szamponu lub jakiejś odżywki do włosów łamała inną – cierpką i ciężką do rozpoznania. Wciągnął powietrze jeszcze parę razy, mocniej, ale wciąż nie potrafił jej określić.
Papierosy? Nie…ich zapach jest drażniący.
Jakieś kadzidełko? Przyprawa? A może wilgoć starych, drewnianych mebli…?
Zmarszczył brwi. Jego babcia pachniała podobnie.
Przymknął powieki i oparł głowę o poręcz. Drzwi tramwaju rozsuwały się i zsuwały, a chłód omiatał jego twarz, poruszając parę kosmyków jego jasnych włosów, opadających na czoło. Żałował, że zapomniał słuchawek – z nimi droga mniej by się dłużyła.
            Chciała wcisnąć zmarznięte dłonie do kieszeni, ale musiała trzymać je na zewnątrz na wypadek, gdyby na zakręcie straciła równowagę. Czuła, że opiera się o kogoś, ale nie miała jak wykonać kroku naprzód, by się odsunąć. Ktoś, stojący za nią, stał stanowczo i pewnie, choć jego ubranie było miękkie, przez co musiała walczyć z pokusą, by nie oprzeć się bardziej i odpocząć od stania w jednym miejscu.
Piekły ją oczy z niewyspania, a usta paliły, popękane z zimna. Przesunęła językiem po wardze, gdy wtem tramwaj zahamował gwałtownie i szarpnął pasażerami do przodu, a ona wpadłaby wprost na stojącą przed nią niską i przygarbioną kobietę, gdyby nie ręka, która pochwyciła ją w ostatniej chwili.
Ręka kogoś z tyłu, zaciśnięta na jej nadgarstku.
Dłoń o zaczerwienionej skórze i zbielałych knykciach, znacznie większa od jej własnej, lecz o smukłych palcach.
Odwróciła się lekko, chcąc podziękować, lecz gdy spróbowała przenieść wzrok na tego, który jej pomógł, jego dłoń zsunęła się niżej, ponownie przykuwając jej uwagę. Pochwycił jej rękę, splatając się z nią palcami.
Wstrzymała oddech, lecz nie zareagowała – nie odsunęła się, ani nie odwzajemniła uścisku.
Zadrżał, lekko zawstydzony i niepewny, co się teraz stanie, ale czuł, że musiał to zrobić – sam nie wiedział dlaczego.
Jeszcze dwa przystanki.
Z każdą kolejną sekundą jej żołądek ściskał się z nerwów coraz bardziej.
Ma go puścić, wysiadając? Tak po prostu, bez słowa?
Kim on w ogóle jest? Może to jakiś jej znajomy…?
Rozbolał ją kark od powstrzymywania się, by odwrócić głowę.
Odważyła się odwzajemnić uścisk, na co odetchnął jakby z ulgą.
Na najbliższym przystanku musi wysiąść. Tramwaj zaczął zwalniać, a serce tłukło się w jej piersi. Przesunęła drugą rękę na przycisk na poręczy i wcisnęła go, by otworzyć drzwi. Gdy się rozsunęły, ruszyła do przodu, zaciskając oczy na chwilę, tak jakby to wszystko, co wydarzyło się przed chwilą, było jakimś snem i miało zniknąć, gdy z powrotem je otworzy.
Wyskoczyła z wagonu, a w rękę wciąż było jej ciepło. Bała się jednak na nią spojrzeć, by sprawdzić, czy ktoś nadal ją trzyma. Poruszyła palcami, a wówczas poczuła obcą dłoń, nieustannie wplecioną w jej.
Przełknęła ślinę z niepokojem, jednak parła dalej przed siebie.
            Szedł za nią jak w transie, jakby wszystko inne przestało istnieć – pozostali tylko oni dwoje i ich złączone ze sobą ręce.
Cienka warstwa śniegu topniała na kostce brukowej, po której szli w stronę szkoły. Spóźniła się już co najmniej pół godziny i wiedziała, że nie ma już po co przychodzić na tę lekcję, ale na resztę powinna była pójść…Prędzej czy później będą musieli się rozstać, ale jak? Czuła, że nie potrafi na niego spojrzeć.
W miejscu, w którym miała skręcić w lewo, minęła zakręt i poszła dalej, ciągnąc nieznajomego za sobą. Parę metrów później zwolnili kroku, zdyszani wypuszczając kłęby pary z ust. Dotarli do bram pobliskiego parku, który trwał jeszcze uśpiony o tej porze.
Torby, które oboje nieśli na ramionach, zaczynały im ciążyć.
Weszli między drzewa, na asfaltowe alejki. Nie miała pojęcia dlaczego skierowała się właśnie w takie miejsce, gdzie nie ma ludzi. Właściwie to dlaczego się go nie bała? W końcu nadal nie wiedziała, kto za nią idzie.
Zwolnili jeszcze bardziej, a w uszach dudniło jej bicie serca. Zatrzymali się wkrótce pośród gnijących resztek liści i śniegu, pod wielkim dębem o szerokim, czarnym pniu.
Wciąż stała do niego tyłem, a palce zdrętwiały im od uścisku. Poczuła, że wyciąga do niej drugą dłoń i chwyta za wolną rękę – pozwoliła mu. Przyciągnął ją do siebie i wetknął nos w jej włosy.
Gałka muszkatołowa.
Jakim cudem taki zapach zachował się na jej ciele?
Przeszły ją ciarki, kiedy się zbliżył. Bijące od niego ciepło uderzało w nią falami. Uniosła podbródek, odchylając głowę do tyłu i przyciskając mu się mocniej do nosa. Jego oddech wtopił się w jej włosy.
            Lekki wiatr muskał ich po odsłoniętej skórze, a dłonie trwały w uścisku. Odważyła się drgnąć i spróbować odwrócić. Okręciła się powoli, unosząc ręce jak przy obrocie w tańcu i wbiła wzrok w jego twarz.
Przez ciemnobrązowe oczy wpatrzone w nią, przemknęło zaskoczenie – nie widzieli siebie przecież do tej pory. Miał wyraźne, czarne brwi i blade, suche usta. Jego spojrzenie wydawało się emanować dobrocią i szczerością. Jasne włosy przylepiły się mu do czoła, mokre od padającego wcześniej śniegu. Miał podkrążone, zmęczone oczy i zaczerwieniony nos.
Patrzył na każdy element jej twarzy po kolei – na policzki, z których starł się puder, na cienie rzucane przez długie rzęsy, na pieprzyk na nosie, na jasne czoło, delikatne, małe usta i duże, niebieskie i przestraszone oczy.
Uwolnił jedną dłoń z uścisku i uniósł ją do jej głowy. Zamarła, nie wiedząc co zamierza.
Wyciągnął wskazujący palec i wsunął jej włosy za ucho.
- Moja babcia pachniała podobnie. – Powiedział. Miał zachrypnięty głos, niski, ale drżący, jakby zaraz miał się załamać.
- Co? – Pisnęła, nie spodziewając się, że którekolwiek z nich przerwie tę ciszę.
- Jak twoje włosy.
Zakręciło jej się w głowie. Dopiero teraz zaczęło do niej docierać, co się działo przez ostatnią godzinę.
- Jestem spóźniona…- zaczęła, lecz przerwał jej, nachylając się do przodu i przyciskając usta do jej ust. Odskoczyła do tyłu, wypuszczając jego rękę. W jednej chwili poczuł, jakby zalewała go rozpacz. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi.
Jej smak osiadł mu na podniebieniu, gdy przesunął po nim językiem. Zamknął oczy i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń. Spojrzała na nią, oddychając głośno.
Teraz albo nigdy.
Pochwyciła ją i pociągnęła go za sobą, rzucając się do biegu. Parli przed siebie przez park, mijając drzewa, ławki i latarnie. Chłód palił ich w policzki, a myśli w głowach wirowały szaleńczo. Dobiegli do placu zabaw, gdzie zwolnili i podeszli do dwóch, starych, zardzewiałych huśtawek, pokrytych śniegiem. Nie przejmując się nim, usiedli na nich wciąż trzymając się za ręce i rozhuśtali lekko.
Czuła się bardzo dziwnie, jakby we śnie, choć wszystko, co się działo, było bardziej rzeczywiste niż kiedykolwiek. Spojrzała w niebo – białe jak śnieg, bez wyrazu, niemożliwe do ogarnięcia wzrokiem i kłujące w oczy swą jasnością.
Co dalej?
Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła telefon – minęła ósma trzydzieści. Nad głowami przefrunęło im stado gołębi. Zatrzymał się i zszedł z huśtawki by stanąć za nią. Nie wiedzieć dlaczego, nie czuła potrzeby sprawdzenia, co robi. Przytrzymał jej huśtawkę, a potem włożył ręce za kołnierz jej płaszcza by wyciągnąć spod niego włosy. Rozsypały się po jej ramionach i plecach, długie i ciemne.
Zgarnął je i trzymając w dłoni zaczął skręcać tworząc z nich jednolity splot. Pociągnął zań, odchylając jej głowę do tyłu, i napotkał jej pytające spojrzenie. Wyciągnął dwa palce w stronę jej powiek i opuścił je w dół jednym gestem. Pozostawiła oczy zamknięte, kiedy nachylił się i zetknął z nią nosem. Następnie przesunął ustami po jej czole zatrzymując się na linii włosów.
- Przyjdź do mnie, proszę. – Szepnął, obejmując jej twarz. Nie rozumiała co ma na myśli. Jego palce wbiły się jej w szyję, tuż pod szczęką.
Dokąd? Kiedy? Przecież są zupełnie…obcy?
Pociągnął ją delikatnie za włosy. Otworzyła oczy, podniosła się powoli i odwróciła do niego.
- Jestem. – Odparła po chwili, ze spokojem w duszy. Jej głos był się miękki i lekki.
Śnieg ponownie zaczął prószyć, a on złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

            Szli piechotą już dobrą godzinę, odkąd wysiedli z tramwaju jadącego w przeciwną stronę niż jechali wcześniej. Trzymali się mocno za ręce, ale nie spoglądali na siebie, choćby tylko kątem oka. Każde z nich wpatrywało się jedynie w chodnik umykający im pod stopami.
Znajdowali się na jakimś starym osiedlu, u granic miasta. Nie było tam kamienic ani zbyt wielu sklepów – tylko stare, czteropiętrowe bloki i dużo drzew pomiędzy nimi. Powietrze było lżejsze, niż w centrum.
Poczuła, że burczy jej w brzuchu.
Skręcili w uliczkę pomiędzy dwoma budynkami, a potem w prawo, gdzie stanęli przy pierwszej klatce. Wpisał kod i otworzył im drzwi, po czym wprowadził ją za rękę do środka. Nie było windy, więc ruszyli na górę po schodach. Mieszkał na drugim piętrze.
Przekręcił klucz w zamku i przekroczyli próg mieszkania numer sześć.
Wewnątrz pachniało starociami i kurzem.
Stanęła na środku przedpokoju i rozejrzała się dookoła – boazeria na ścianie ozdobiona została plecionymi na płótnie obrazkami. Pośród nich wisiała jedna ramka ze zdjęciem przedstawiającym starszą kobietę z jasnowłosym chłopcem na kolanach.
- To ona. – Powiedział, zauważając co przykuło uwagę dziewczyny. – Wychowywała mnie. – Gorycz zabrzmiała w jego głosie.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc tylko uścisnęła mocniej jego dłoń.
Przeniósł wzrok ze zdjęcia na jej twarz i wyciągnął ręce w stronę zapięcia jej płaszcza. Poczynając od góry, odpinał po kolei duże, czarne guziki. Stała sztywno, z trudem nabierając powietrza, a w uszach szumiała jej krew.
Po chwili zsunął okrycie z jej ramion, odsłaniając ciemnozielony, gruby sweter. Dotknął palcem jej podbródka i patrzył na nią przez jakieś pół minuty, po czym ściągnął swój płaszcz i wysunął stopy z butów. Ona także zdjęła swoje i odsunęła je na bok kopnięciem.
Popchnął ją lekko w głąb mieszkania, kierując do ciemnego pokoju po lewej.
Grube, bordowe zasłony były zaciągnięte, i przepuszczały zaledwie jeden, jedyny strumień światła z zewnątrz, który tworzył pionową, białą kreskę na przeciwległej ścianie.
Rozglądnęła się po pokoju – był całkiem ładny, choć zaniedbany – wszędzie walały się książki, zeszyty, ubrania i zużyte chusteczki.
            Stał za nią na dywanie, z zamkniętymi oczami, a  pod jego nosem znów znajdowały się jej włosy. Wciągał ich zapach głębokimi wdechami, a po jego ciele rozchodziły się drżenia.
Nie mogąc się powstrzymać, sięgnął po nie i znów zgarnął je do tyłu, splatając w skręt. Przeszły ją ciarki, gdy lodowate palce zetknęły się z jej szyją. Nagle poczuła, jakby całe tamtejsze powietrze zaczęło ją przygniatać i dusić, aż żołądek zabolał z nerwów.
Odwróciła się powoli.
- Czego chcesz ode mnie? – To pytanie zabrzmiało ostrzej i bardziej oskarżycielsko, niż planowała. Wzdrygnął się i zamrugał oczami, jakby nagle ocknął się ze snu.
- Ja…- zaczął, a jego głos zadrżał. Ujął jej twarz w dłonie i spojrzał prosto w oczy. – Tęsknię za nią…tęsknię za Tobą.
Zmarszczyła brew, nie rozumiejąc nadal, po co jest mu potrzebna.
- Ty mnie nie znasz. – Odrzekła cicho.
Wzdrygnął się ponownie, jakby zadała mu tymi słowami cios.
- Mylisz się. – Przełknął ślinę. – Nie możemy się już rozdzielić. Nigdy nie mogliśmy. – Zacisnął mocniej palce na jej dłoni. – Teraz wszystko jest jasne.
Przerażenie i niepokój narastały w niej gwałtownie i czuła, że lada chwila zmuszona będzie wyrwać się mu i uciec.
- Ona obiecała mi, że nie zostanę sam. Obiecała, że będzie przy mnie…że wróci… - ciągnął dalej -…wróciła w tobie…
Łzy zebrały się w jego oczach, którymi w ogóle nie mrugał od dłuższej chwili, wpatrując się w nią nieustannie.
- Wróciłaś. To ty, prawda…? – Dostrzegła rozpacz w jego spojrzeniu, prześwietlaną przez nadzieję.
Babcia była jedyną osobą, na której kiedykolwiek mógł polegać. Jako jedyna słuchała go i rozumiała, dbała o niego odkąd rodzice zginęli. Nie potrafił pogodzić się ani z jej chorobą, ani ze śmiercią. Ufał jej, a obiecała mu przecież, że zawsze będzie przy nim. Przysięgała mu to tak wiele razy, tuląc go do snu. Bał się świata poza domem, bał się życia poza jej ramionami.
Skrzywdziła go swoją miłością, odchodząc.
- Jesteś szalony… - Szepnęła, burząc wszystko, w co mógłby w tej chwili wierzyć.
Drżącymi rękoma pogładził jej twarz i włosy, przesunął dłońmi po ramionach, mocno zaciskając palce. Zaczęła się trząść, gdy pogładził ją po szyi. Pchnął ją lekko do środka pokoju. Poczuła, że nadepnęła na którąś z jego rzeczy, ale przesuwał ją dalej, aż do krawędzi łóżka. Gdy zetknęła się nogami z jego brzegiem, spróbowała odepchnąć mężczyznę, jednak wówczas chwycił ją za nadgarstki i pchnął na pościel.
Szarpała się i wierzgała nogami, ale był silniejszy i po chwili usiadł na niej okrakiem, wciąż trzymając za ręce. Twarz poczerwieniała jej z wysiłku, gdy próbowała się uwolnić.
Nachylił się i mimo, że starała się odwrócić głowę, przycisnął znów swe usta do jej własnych.
Po chwili jej ruchy stały się słabsze – ręce opadły na poduszkę za głową, a nogi przestały się siłować z ciężarem jego ciała. Osunął się na nią niżej, gdy odwzajemniła pocałunek.
Puścił jej nadgarstki i przesunął dłonie z powrotem na szyję.
Oparł się na niej i zacisnął palce na skórze. Szarpnęła się i zaczęła odpychać go, napierając mu dłońmi na czoło. Odwrócił głowę i zapłakał histerycznie, nie poluzowując uścisku.
Miotała się w jego rękach, ponownie kopiąc nogami i uderzając go pięściami. Pisnęła, czując, że brakuje jej powietrza – nawet krzyk nie mógł już wydostać się na zewnątrz z jej gardła.
Policzki pobladły jej zupełnie, skropione przez jego łzy.
Po chwili przestała się już szamotać. Leżała z rozchylonymi, suchymi ustami i na wpół otwartymi oczami. Wtulił się w jeszcze ciepłe ciało, a włosy chłonęły jego łkania, gdy otoczył się jej bezwładnymi ramionami.
Pachniała bezpieczeństwem.




Vuohi, 30.01.16

środa, 14 grudnia 2016

Wróbel

Moje próby uporządkowania
i poskładania myśli w jedną
gładką, spójną całość
odnalazły siebie
w Tobie

Błądziłam
z doświadczeniem bólu
palącego od spodu ufności,
którą przewiązano mi oczy

Pochwyciła mnie wtedy
w ciemności Twoja dłoń;
Jasnej skóry plama
rozproszyła myśli mroki

Moje bose namiętności
i uczucia przestraszone
odnalazły siłę
w Tobie

I wróbel wzleciał ponad wronę.


Vuohi, 04.12.16

piątek, 9 grudnia 2016

Prawie

Już prawie
przestałam zwracać uwagę
na mijające mnie w tłumie
cienie przeszłości

Przestałam podnosić głowę
by zerknąć przez tramwajowe okno
sprawdzając, czy nadal jeszcze
jest tam...

Twój dom.

Już prawie
wyciągnęłam cienkie szwy
z moich ran
wydzierając z nich niemy krzyk

Przestałam się doszukiwać
śladów Twoich stóp
i spojrzeń Twoich gdzieś
na każdej z moich dróg

I już nie kocham.
Ani trochę...

Dlaczego więc jednak Twój zapach
pochwycony w biegu, przypadkiem
wciąż mi dziury w kartkach wypala
i dręczy, nie chcąc odejść od razu...?

Twe lodowato lśniące oczy
i obojętność w ich uśmiechu...
Czemu prześladują mnie co nocy,
gdy już nie mam Ciebie w sercu...?



Vuohi, 09.12.16

środa, 30 listopada 2016

Wschód

Jedynie słońce
może wiedzieć, kim jestem
głęboko w moich oczach
noszę złote promienie

Chmury połykają moje sekrety
wiatr oddycha poprzez moje usta
krople deszczu tańczą mi w żyłach
drzewa w rozkwicie utknęły w mych płucach

Czuję...wschód słońca...

Czuję...

Wschód słońca


Vuohi, 22.11.16
15:19

poniedziałek, 21 listopada 2016

"Weź nowe - wyrzuć stare"

Zaśmieciłam Ci pokój
głupimi prezentami
robionymi własnoręcznie

Twoja biedna głowa nie potrafi
znieść mojego bałaganu,
a Twoje serce...

Zaśmieciłam Ci życie
moimi problemami
wyssanymi z palca.

"Weź nowe - wyrzuć stare";
Zepsułam się w Twoich rękach
- jestem n i e p o t r z e b n a.

Odpycham Cię codziennie
ze wszystkich moich sił...
...ale TY jesteś wszędzie.

Zaśmieciłam Twoją obecnością
każdy fragment moich myśli
każdą martwą ciała część...

I nie umiem już posprzątać.

Tobie lepiej wychodzą porządki;
wyrzuciłeś już z ust moje imię,
a kiedy mijam Twój dom po raz kolejny,
pustkę odczuwam coraz silniej...

I wiem, że Twoje serce...

Nie drgnęło nigdy dla mnie n a p r a w d ę.



Vuohi, 14.09.16

wtorek, 8 listopada 2016

Zamknięta

Poprzez moje sny
Wiodą ślady krwi
Nie otwieram drzwi
Odkąd rzęsy połamano mi

W oknach oczu mych
Blade światło tkwi
Nie odsłaniam ich
Odkąd powieki rozdarto mi

Chciałabym się położyć i zasnąć
Bez zdzierania z siebie skóry dnia
Chciałabym móc gdy światła zgasną
Nie rozdrapywać swoich ran...

W domu moich łez
Z lęku kurczą się i nikną
Pejzaże Twoich ust

W domu moich łez
Z bólu łamią się i krzyczą
Resztki Twoich słów

Chciałabym się położyć i zasnąć
Bez zdzierania z siebie skóry dnia
Chciałabym móc gdy światła zgasną
Nie rozdrapywać swoich ran...

Kłamałeś
Kłamałeś
Kłamałeś

A echo Twoich kłamstw
Zamyka mnie przed światłem dnia

Vuohi, 08.11.16

wtorek, 1 listopada 2016

Bieg

Dzień po dniu: biegnę.

I czuję ze wszystkich sił
każdy napotkany cierń
każdy słodki zapach chwil

Z każdej sekundy uśmiech wyciskam
W każdym spojrzeniu znajduję światło

Kiedy kocham, to na śmierć i życie
na dobre i złe
na zawsze...
choć po chwili ta wieczność gaśnie;

I depcze mnie znów rzeczywistość
szorstkimi podeszwami świadomości
kłamstw, na jakich się cała oparłam...

...i spadam na samo dno.

A wtedy, gdy się zatrzymam...

Jednak wcale nie jestem s z c z ę ś l i w a.


Vuohi, 03.09.16

czwartek, 27 października 2016

Pali się

Pali się wciąż, boleśnie jasno, wspomnienie Ciebie.
Począwszy od dna moich płuc, od serca,
przeżerając mi gardło, wysuwa się do góry,
sięgając powiek, które rozpruwa po chwili
i toczy się kulami słonymi, obija usta i siniaczy szyję,
a potem zwalnia, pozostawiając otarcia na skórze,
by w końcu osiąść mi na brzuchu, na samym dole...
i wwierca się we mnie, raz po raz...Twój dotyk.

Kulę się z bólu, wykręcam i drżę, lecz nie przestajesz słów swoich ciskać we mnie, w mej pamięci...
Pozwoliłam się zabić.
Prawie.
Niezupełnie, niestety.

Mija dzień za dniem, a ja leżę, gnijąc i krwawiąc,
dusząc się i wijąc, a odejść nie mogę.
Co noc przychodzi mnie odwiedzić Twoje spojrzenie i łamie mi kości, co odrastają bez końca, za każdym razem tak samo powoli.
Czy zamknięte, czy otwarte mam oczy, nie przestaję widzieć obrazów, które pragnę przepędzić.
Czy zamknięte, czy otwarte mam oczy, patrzeć muszę…

Wtulam nos w Twoją woń, chcąc przywołać nasz początek, chcąc zapobiec łzom, ale...coś już we mnie nie działa, tylko boli...
Chcę i nie chcę, chcę i nie chcę...

Nie ma mnie tu – to tylko moje ciało przy Tobie.
Moja miłość, zdechła w środku, resztkami drżeń wylewa się na Twoją pierś...

Odchodzisz.
I pali się wciąż, boleśnie jasno, wspomnienie Ciebie.

środa, 5 października 2016

Jesienią

Jesienią powracam do Ciebie,
zaklęte we mgle wspomnienie
lata, które odżyć mi pomogło
na chwilę, by potem znów
zwalić mnie z nóg...

Myślisz może, że moje łzy
się rodzą z pragnienia obietnic,
więc szepczesz, że mnie nie opuścisz,
lecz gorący ofiarując mi uścisk,
lodowatych myśli nie stopisz.

Jesienią moje łzy są najcięższe,
bo noszą w sobie tonę obietnic,
których nikt nie potrafił spełnić,
ale chciał, bym zasnęła spokojnie,
więc szeptał, że mojej miłości smak pojmie...


Vuohi, 27.09.16

Niewidoczne

Noszę w sobie cząstkę czegoś
n i e o d w r a c a l n e g o

Boli
kiedy pragnę poczuć...
kiedy dotknąć
i spróbować znowu
usiłuję

Bardzo mocno

Trzęsąc się, jak liść, co z ziemi
wiatr oderwać chce gwałtownie
Nie potrafię zdziałać nic
ani wybrać nie umiem...

co jest dla mnie dobre

...i co może ból uśmierzyć
głuchych koszmarów jęki uciszyć
zatkać, zasklepić sączącą się ranę
- wyrwane gwałtownie
moje kochanie

Noszę w sobie cząstkę czegoś
n i e o d w r a c a l n e g o

Boli
kiedy pragnę przestać
czuć w nadmiarze
i kiedy wbrew sobie
Ciebie wyskrobuję spod krwawiących powiek




Vuohi, 04.10.16

niedziela, 18 września 2016

Szkatułka

Uderzona falą wspomnień
upadam - raz za razem

Ciągle widzę Cię za oknem
i po drugiej stronie ulicy
przechadzasz się cieniem
nieobecnej już postaci

Nie potrafię wyrzucić
ani patrzeć na zdjęcia
każdy przedmiot z Tobą związany
parzy skórę łez pasmami

I szkatułka, i pierścionek
nie ucieszą już mych oczu:
ich blask przepadł raz na zawsze
zniknął gdzieś w ruinie kłamstw

Uderzona falą wspomnień
upadam - raz za razem

Wiatr przynosi mi Twój zapach
rozpoznaję go wśród tłumu
choćby ziemia mnie przykryła
woń Twej skóry dotrze do mnie

Co dzień rany swe otwieram
ostrym wspomnieniem chwili
w której wyśmiałeś wszystkie
uśpione moje blizny

Nie potrafię zostać sama
nie potrafię złożyć zdania
nie potrafię lepiej pisać...
nieustannie łzy połykam

Nadal słyszę jak się śmiejesz
przywołując  Twoje usta
lecz dla Ciebie mnie już nie ma
a szkatułka - jak Twe serce -

leży pusta



Vuohi, 18.09.16

środa, 31 sierpnia 2016

Element

Wiem, że nie wolno mi nawet
wyobrażać sobie Ciebie blisko,
kiedy jesteś na drugim końcu
tego zbyt dużego świata,
ale nie kontroluję swych myśli
otępiałych z tęsknoty za Tobą.

Wiem, że gdybyś był tutaj,
wystarczylibyśmy sobie na chwilę,
a potem czar naszych oczu iskier
wyczerpałby się zupełnie,
zmęczony obserwowaniem,
jak się dla siebie rozwarstwiamy...

Tyle razy myślałam, że wygrałam;
żegnałam niewyraźne wspomnienia,
odrzucałam sny, w których potrafiłeś
być przy mnie nieprzerwanie i...
Tyle wierszy i piosenek miało pomóc
oderwać się od Ciebie bezboleśnie...

Wiem, że nie widziałeś ani jednej
z miliona łez i setek czerwonych kresek,
choć Tobie nigdy nie zabroniłam patrzeć.
I wiem, że mi także ich lustrzane odbicie,
jakie tkwiło w Tobie, jest dzisiaj obce,
choć bardzo chciałam móc je dostrzec.

Pomimo tego wszystkiego, co wiem,
ryzykuję po raz kolejny, i wierzę,
że znajdę jeszcze w Twym spojrzeniu
brakujący element, który zabrałeś,
gdy po raz pierwszy Cię...
pokochałam.


Vuohi, 31.08.16


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Stan Niegotowości

Nie jestem jeszcze gotowa, by zrozumieć szepty i wrzaski dotykających mnie zdarzeń; nadal dławię się krajobrazami spływającymi z Twoich źrenic w moje...
Nie potrafię wyrzucić ani martwych przedmiotów, ani twardych słów wstrzelonych w ściany, ani obietnic rozłożonych pod warstwami skóry.

Pokłóciłam się z własnym odbiciem usiłując wygładzić zmarszczki niezgodności, odstające kosmyki histerii, opuchnięte resztki tęsknoty. Zbieram skorupki porozbijanych reguł, których nigdy dla nikogo bym nie pogniotła...prócz Ciebie. Wyskrobałam każde piórko z pleców i ramion, rozdrapując ślady poprzednich miłości, byleby dotrzeć do Twego serca...a teraz widzę, że parłam naprzód drogą wiodącą w przepaść.

Nie jestem jeszcze gotowa, by pojąć, jak bardzo pokochałam maskę, za którą tkwił twór ulepiony z prostych, lodowatych żądz i chłodnych kalkulacji, zajmujących miejsce uczuć...bo moje rany są nadal świeże i mokre. Pragnienie Ciebie rozcina mi powieki ilekroć usiłuję zasnąć i do środka wpuszcza mi ziąb nienawiści o kształcie Twoich ust...

Cierpnie mi ciało, gdy leżę skamieniała i zdrętwiała z bólu, w pajęczynie utkanej z naszych nocy, a na języku wciąż spoczywa mi smak marzeń o podróżach tylko z Tobą, które obiecywałeś udając, że pragniesz poznać moje serce na wylot...
Lepkie linie wpajają mi się w myśli szkicując boleśnie wyraźne kontury Twoich oczu...których nie mogę zapomnieć.

Nie jestem jeszcze gotowa, by zrozumieć, że łzy także można wycisnąć z siebie na siłę, byleby tylko zdobyć zaufanie, że uśmiechem można kogoś ocalić, byleby tylko zdobyć wdzięczność, że...drżenie rąk i łomot serca można w sobie wymusić, byleby tylko osiągnąć miłość bezgraniczną i nawiną, ciągnącą za sobą setki wyrzeczeń i starań...ku spełnieniu swych własnych pragnień.

Nie jestem jeszcze gotowa, by odkleić od swego ciała dłonie i słowa, usta i oczy, by od rzęs odczepić ciężar przemokniętej tęsknoty, ani by wyprzeć się każdego odruchu, załamania głosu, bezwiednego wyciągnięcia ręki, uścisków przez sen, splotu palców, pocałunków w świetle świtów, nóg machinalnie błądzących tymi samymi ścieżkami, co Twoje, by Cię poznać i...nie jestem jeszcze gotowa, by się pożegnać, ale...nie muszę się tym martwić, bo...

Na pożegnanie swym oddaniem nie zasłużyłam sobie nawet.


Vuohi, 14/15.08.16

czwartek, 11 sierpnia 2016

Kwiaty

Echo Twoich słów wymierza mi policzek;
jest tak szorstkie i suche, że czuję powoli
rozpętującą się we mnie burzę piaskową,
a oczy tak pieką, że powieki mi puchną...

Wciąż czuję Cię do bólu w każdej kończynie
w pieszczocie słońca i ciosach ciemności...
A ostatniej nocy straciłam Dom i szczęście;
utonęłam w powodzi słonego szkarłatu.

Sufit zdaje się być tak dobrym towarzyszem
do rozmyślań tej nocy - zwykłeś pisać...
Jego białe spojrzenie pogłębia tylko dziurę
wypaloną w mojej piersi Twą obojętnością...

Zostawiłeś mnie prawie nagą, okrytą jedynie
naiwnością, i napełnioną wiarą w Ciebie,
zostawiłeś bez słowa, z drwiącym uśmiechem...
I wiedziałeś, że teraz też, jak zawsze...ulegnę.

Odnalazłem wreszcie swą Różę - zwykłeś mówić...
Zgniłam więc u Twego boku, kolce porzuciwszy
nie chcąc Cię zranić...Tak, mój Mały Książę,
obchodzisz się z kwiatami.

Vuohi, 11.08.16

wtorek, 9 sierpnia 2016

Połóż mnie

Połóż mnie pośród róż, pościelą dotyku okryj
przyciśnij do siebie, aż mi łzami zajdą oczy

Na skałach strof mnie złóż, obłokami dotknij
słów kroplami od ust po uda mnie obmyj

Wydobądź z rozpaczy, odciągnij od krawędzi
każdą z moich zatrwożonych myśli

A potem spraw, bym znów poczuła wstyd
i nienawiść rozpal we mnie wrzącym tonem

Obiecaj mi wieczność i od piersi po szyję
pocałunków perłami ozdabiaj tę chwilę

Pośród krwi moich wyznań i snów,
biały ołtarz liliami mi przystrój

A potem rozbij i potłucz witraże mych oczu
kryształy słone miażdżąc kłamstwami

Połóż mnie pośród róż, nieobecnymi dłońmi
pogładź zimne wieko zamknięte nade mną.


Vuohi, 08/09.08.16


niedziela, 7 sierpnia 2016

Na zawsze

Tamtego wieczoru mróz szczypał w policzki,
śnieg skrzypiał pod nogami, świat migotał
świątecznymi światełkami...i Twoimi oczami.
Zapamiętałam Twój zapach na zawsze.

Tamtego wieczoru poczęstowałeś mnie
cynamonem i łzami, a ja nieśmiało wcisnęłam
głowę pod Twoje ramię i...musnęłam palcem.
Zapamiętałam rytm Twego serca na zawsze.

Tamtego wieczoru leżałam na dywanie
i pragnęłam, byś był znacznie bliżej, 
niż pozwalała na to rozmowa przez telefon.
Zapamiętałam Twój głos na zawsze.

Tamtego wieczoru nie mogłam zasnąć,
czekając aż wydusisz z siebie tamto zdanie,
przez które cały drżałeś, choć było niewielkie...
Zapamiętałam to drżenie na zawsze.

Tamtego wieczoru spełniłeś moje marzenie
po raz kolejny i wciąż noszę przy sobie
ten skarb zapisany na niebieskim papierze.
Zapamiętałam tamte słowa na zawsze.

Tamtego wieczoru chciałam zrobić cokolwiek,
by zachować Twe ciepło na zawsze pod skórą
i pozwoliłam się Tobie wtopić w me serce...
Zapamiętując Twój dotyk na zawsze.

Tego wieczoru zrozumiałam, że przeminąłeś,
jak sen, co się kończy przedwcześnie, przerwany,
i zostawia żal na powiekach, i znika bezpowrotnie...
I zapamiętam ten ból na zawsze.


Vuohi, 07.08.16

Nie myślę

Nie myślę o Tobie już wcale.
Otarłam z ust resztki Twojego imienia, wyprałam Twój zapach z pościeli i ubrań, wyrzuciłam do śmieci Twe łzy i uśmiechy, i w głowie mam czysto i...pusto.

Nie myślę o Tobie już wcale.
Mam teraz więcej czasu na łapanie motyli, leżenie na trawie i obserwowanie obłoków, których kształty mieliśmy razem...nieważne. Mam teraz serce i myśli w oddzielnych pokojach, a smutki na co dzień chowam pod łóżko i nocą wychodzą, nie dając mi usnąć, ale...nieważne.

Nie myślę o Tobie już wcale.
Patrząc w lustro staram się nie widzieć tego, co mówiłeś, że...kochałeś...
...i wtedy nie widzę siebie całej...

Tylko strzępki pozostały, przestraszone i nietrwałe, co żyją z dnia na dzień, byleby przetrwać.
Tylko ścinki pozostały, wysuszone i kruche, zamiast rzęs, co od ciężaru łez się połamały.

Nie myślę o Tobie już wcale.
To tylko przedmioty i głos podświadomości...nawołują Ciebie stale.
I choć tak bezmyślnie patrzę, widzę pośród świateł załamania niespełnionych marzeń...

Dziewięćdziesiąt sześć razy...to nawet nie sto.
To nawet nie pół, ani ćwierć, lecz dla Ciebie...już wystarczy.

Dziewięćdziesiąt sześć razy...mogłam uczyć się na pamięć Twojej twarzy,
a dziś wypruwać ten obraz na siłę z siebie muszę, by wyleczyć się z tragedii nieposiadania...

...Twojej dłoni w mojej dłoni,
Twoich ust przy mojej skroni
i uderzeń Twego serca
do mej skóry przylepionych,
Twoich oczu wbitych w moje,
Twego głosu i zapachu,
szeptów nocy i spacerów...
Serca Twego kamiennego.

I nie myślę o Tobie już wcale.
Wciąż o skały się rozbijam uczuć moich błękitami, rzucam się falami ciepła na milczenie gór lodowych...

Ale gdy pozwolę się wkraść pod pokrywę świeżych ran Twoim oczom, Twojej woni i wspomnieniom pierwszych dni...

Chciałabym być martwa, naprawdę martwa.


Vuohi, 07.08.16

niedziela, 31 lipca 2016

Echo

Postanowiłam sobie, że prędzej umrę,
niż mnie uczucia opuszczą zupełnie
i prędzej w dębową wcisną mnie trumnę,
niż moje serce lawina obejmie...

Tymczasem błądzę po pustych alejach,
szukając czegoś, co mnie poruszy
i sunę w głąb Twojego spojrzenia,
lecz nie ma już w nim tej samej duszy...

I wszystko wydaje się być dobrze:
moje rany się goją cichutko,
staram się stłumić łkające zorze
i wiatry tęsknot trzymać krótko...

Ale słyszę nieustannie się łamiące
mosty między naszymi myślami;
i chcę zatrzymać z nurtem płynące
konstrukcje zwane marzeniami

I jestem bezsilna wobec ich krzyku:
sama nie zdołam zbudować niczego...
Wołam Cię łzami niewidzialnymi,
lecz Ty śmiejące się odsyłasz mi...echo.


Vuohi, 31.07.16 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Bliżej

Oparzyłam się o krawędź Twojego oddechu,
wsuniętego gdzieś za moim uchem,
i zacisnęłam palce, by przysunąć Cię...
jeszcze bliżej.

W walce z samą sobą, o uciszenie serca
przegrałam prędzej niż zwykle;
uwiodła mnie nieznana słodycz przegranej,
w zespoleniu nas podtrzymującej

I teraz językiem tylko jestem,
co żarzące się krople i iskry zbiera
ze zroszonej Twojej skóry...

I teraz żebrami tylko jestem,
na których się pragnienie Twoje opiera,
zrodzone z mgieł purpury...

Odważyłam się przed Tobą powieki otworzyć;
obnażyłam się przed Tobą z moich lęków chorych
i zaciskam palce rozpaczliwie, byleby Cię mieć...
jeszcze bliżej.

Lecz to wszystko na nic, to nie wystarczy;
odsuwasz się dalej, im mocniej pragnę
i choćbym dotarła do dna Twoich źrenic,
nie mogłabym przecież uczuć odmienić

I teraz pościelą tylko jestem,
ciężką od łez i po brzegi pełną
tęsknoty urojonej

I teraz śladami tylko jestem
palców, co zaciśnięte zdrętwiały
w pozie zatrwożonej

Bo zapragnęłam Cię czuć...
jeszcze bliżej.


Vuohi, 24.07.16

niedziela, 17 lipca 2016

Dotykiem

W Twoich ustach poszukuję
malinowych miękkich słów
językiem ścieżki powielam
na podniebieniu snów

Z każdym wdechem wyczekuję
smaku zdań spod Twojej skóry
w gęstwinie rzęs splecionych
tkwią łez strofy upragnione

Chciałabym potrafić zbudzić
przygasły w Tobie płomień
pragnienia słów utkanych
z naszych myśli objęć

Lecz Ty stajesz się niemową
przezroczystym cichym stawem
i nie zmarszczy żadne słowo
gładkiego lustra Twojej twarzy

Już tylko dotykiem potrafisz
drżenie wersów wtopić we mnie
i gwałtownym ruchem dłoni
każde ciepłe słowo zdejmiesz

I tym dotykiem tylko jeszcze
chce Ci się mnie rozumieć
w Twoich oczach brak już miejsca
na wiersz drzemiący w mojej skórze


Vuohi, 17.07.16

sobota, 16 lipca 2016

Porcelana

Rozbiłeś mnie niczym porcelanę
szeptami i echem drżeń głosu
rozpadłam się w dolinie ramion
czując Cię do szaleństwa

Nie rozpoznaję żadnego kształtu
ciemność wokół pożarła świat cały
oprócz białej słodyczy Twej skóry
jaśniejącej mi do bólu przed oczami

Rozlewa się po mnie bicie Twego serca
we włosy mam wplątany każdy oddech
już tęsknota po brzegi powiek mnie wypełnia
choć kroplami na skórze do Ciebie przylegam

Gubią się gdzieś nasze dłonie i kolana
szukam nas oczami zaparowanymi
fala gorąca na części mnie rozkrawa
rozbijam się Tobie niczym porcelana


Vuohi, 16.07.16


niedziela, 3 lipca 2016

Pościel

W pościeli mojej skóry
drzemiesz ciągle jeszcze
pachnę Tobą jak po burzy
powietrze pachnie deszczem

Chciałam się Ciebie pozbyć
z żył wycisnąć resztki głosu
wyciąć z myśli Twoje oczy
i wyczesać palce z włosów

Linie się wspinają po mnie
pętlą chcą być wokół szyi
zdobią biodra brzuch i żebra
ciało zaklęte ustami Twymi

Chcę wyskrobać to uczucie
wydłubać do samego dna
może pusta będę lżejsza
niespełnienia zrzucę głaz

Już nie będę się naprzykrzać
krzycząc w twarzy Twojej kamień
nie poskarżę się na samotność
tęsknotę zepchnę w niepamięć

Niech rozerwie mnie ulewa
posklejana z łez wczorajszych
poukładam się dla Ciebie
o spojrzenie będę walczyć

O ten wzrok wpisany w serce
który kiedyś mi ofiarowałeś
i o zapach wciąż napełniający
pościel mojej skóry żarem


Vuohi, 03.07.16

piątek, 1 lipca 2016

Brak

Wypatruję Ciebie za każdym rogiem
pod każdą ścianą i w cieniu drzewa
szukają uparcie me oczy zmęczone
a Ciebie - tak samo uparcie - nie ma

Wsłuchuję się każde drżenie i szelest
wiatr w szczelinach okiennic szepcze
nie mogę zasnąć wyczekując Ciebie
noce i dnie są zbyt długie i cierpkie

Wydrapuję sobie ran coraz więcej
próbując znaleźć pod skórą miejsce
w którym się może teraz schowałeś
lecz Ciebie nie ma - nigdzie i wcale

Wypatruję Ciebie za każdym rogiem
świat bez smaków barw i znaczenia
szukają uparcie me usta spragnione
a Ciebie - tak samo uparcie - nie ma.



Vuohi, 01.07.16

środa, 29 czerwca 2016

Widok

Moje życie jest widokiem na padlinę
nie mogąca skonać sarna śni mi się co noc
wolność krzycząca spomiędzy leśnych drzew
i wiatr ich gałęzie łamiący nie znaczą już nic

Uratuj mnie lub zastrzel
zastrzel mnie lub uratuj

Ponoć to z przewrażliwienia
wykrwawiają mi się oczy
ponoć to z wyolbrzymienia
dobiega dźwięk łamanych kości

Moja miłość umiera
pośród wypalonej trawy
w pułapce niezrozumienia
nie posiadając nic prócz echa
własnego krzyku

Moje życie jest widokiem na padlinę
choć serce jeszcze słabo szepcze

Uratuj mnie i zastrzel
zastrzel mnie i uratuj


Vuohi, 29.06.16

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Uderzająco Głośny Świt



To nie jest tak, że ja Cię nie chcę...
Po prostu boję się wyciągnąć dłoń.
Rozpadnę się, gdy tylko dotknę;
Serce zamarznie mi...

Zamarznie mi.

To nie jest tak, że ja Cię nie chcę...
Po prostu wiem, że mnie odepchniesz
I kocham...i kocham, i tęsknię...
Ale ja...nie znaczę nic...

Ale ja nie znaczę nic.

sny
urojenia
oddechy

Sny...urojenia...i oddechy...
Czy jesteś naprawdę, czy tylko mi się zdaje...?

Sny...urojenia...oddechy...

Uderzająco Głośny Świt


Vuohi, jesień 2015

sobota, 25 czerwca 2016

Do M***

Droga Miłości
Twój dotyk stał się znów
niewygodny i obcy
nieśmiałymi palcami słów
gładzę krawędzie Twoje
boleśnie wyraźne

Lustro mi się rozmywa
pomarszczona tafla wody
rozjechana pięciolinia
odgarniam z czoła kosmyk
zakładam strach za uszy
udając głuchoniemą

Potrzeby moje w worku
ciśniętym w cichy kąt
Twojej świadomości
podpalam w samotności
a żar rozcina skóry wieko
psując nagą płótna biel

Prędzej czy później 
samotność będzie nieunikniona
wobec tego co sercu najbliższe
nikt ze mną tak mocno nie przeżyje
i nikogo już nie wzruszy melodia
wciąż powtarzana i znana na pamięć

Droga Miłości
nie potrafisz być łagodna
motylowe Twoje ciosy
miażdżą mnie od środka
i stoję jak wryta i patrzę
kiedy mnie znowu rozbierasz

Och, moje Pragnienie Życia!
Gdzie Ty się teraz podziewasz...?


Vuohi, 25.06.16

środa, 22 czerwca 2016

Spojrzenie Utracone

Powracam w ramy powiek opuchniętych
i oczu nocą niedomkniętych;

Spojrzenie utraciłam
ulotniło się pragnienie
zanik czucia w Tobie
czyni zanik życia we mnie

Gdzie Twoje oczy i dłonie
co nocą gwiazdy ściągały
by je w me serce wtopić
gdzie nasze drżenia i słodycz...?

Chciałeś me marzenia spełniać
pościel ubierałeś w kwiaty
teraz, gdy ten dystans rośnie
przekwitłą w sobie czuję Wiosnę

Spełniłeś mi się tak nagle
przychodząc w środku zimy
Twe ramiona i rzęsy
trwały Dom stanowiły

Lecz spojrzenie utraciłam
oczy gnają w dal poza mną
patrząc na mnie, Mnie nie widzisz
ostrze mam w sercu - ostrze mam w ręku

I Twoimi ustami zadaję sobie ból.



Vuohi, 22.06.16

poniedziałek, 30 maja 2016

Na wyciągnięcie ręki

Mam Cię na wyciągnięcie ręki
odległość palcami mogę odmierzyć
a mimo tego - tęsknię:
Twe spojrzenie ucieka ode mnie

Mam Cię na wyciągnięcie myśli
w sennych objęciach trzymam
a gdy się budzę - tęsknię:
Twe marzenia od moich stają się odległe

Dzielą nas trzydzieści trzy minuty
lecz ktoś po drodze kazał mur wybudować
i potykając się o kolejne z cegieł - tęsknię:
zwalczam ten dystans, a Tobie się...nie chce

Nie mam Cię na wyciągnięcie ręki
nie odmierzę palcami odległości
mijają dni kolejne i tęsknię:
złakniona jestem Twej obecności

Z biegiem czasu wszystko jakoś blednie
a ponoć z dnia na dzień kochamy mocniej
i to dlatego coraz bardziej tęsknię
kiedy Tobie zaczyna się...nie chcieć

Vuohi, 30.05.16

| znalezione fragmenty nigdy nie dokończonej opowieści |

Pamiętasz, jak siedzieliśmy kiedyś na dachu mojego domu?
Było ciemno i czekaliśmy na spadające gwiazdy. Może nie widziałaś tego wtedy...Ty chyba nigdy nie chciałaś widzieć. Ale wówczas przyglądałem się Tobie i zdawało mi się, że wszystkie te drobne słońca nad naszymi głowami zwyczajnie tracą blask przy Twoich oczach...
Teraz siedzę sam w tym samym miejscu i marznę. Z okna mojego pokoju dobiega do mnie głos Chrisa Martina - 'Yellow' - piosenka, która zawsze działa tak samo.
Lecz dziś nie ogrzewa mnie już szczere ciepło Twojego spojrzenia i jestem sam. 
Zupełnie sam.
Powiedziałbym wręcz, że trochę się boję.
Nie wiem czy wytrzymam dłużej ten okropny chłód...jest mi coraz zimniej, Julio.
Czuję, że zamarzam z tęsknoty.


***

Najbardziej kochamy tych, za którymi najmocniej tęsknimy.
Najdotkliwiej tęsknimy za tymi, którzy odchodzą od nas najdalej.
I najrozpaczliwiej pragniemy tego, co nigdy nie będzie nam dane.


***

Widzę więcej każdego dnia, choć nie chcę, choć usiłuję się przed tym bronić.
Miasto wykrwawia się na głos, wrzeszczy zeschniętymi płucami, ulice odkształcają się ze strachu. Drapacze boskich rzęs padają horyzontom do stóp...kruszy się cały mój świat!
Wołam i błagam o pomoc, milczeniem ostrym jak brzytwa, ale nikt nie słyszy, nikt nic nie czuje...ludzie w miastach nie mają serc ani oczu.
Bez Ciebie to miejsce dusi mnie swą bezdusznością...


***

- Tęsknię. -  szepnęła do słuchawki, po czym przygryzła rozedrganą, dolną wargę.
- To przestań. - usłyszała szorstką odpowiedź.
- Naucz mnie. - po drugiej stronie słuchawki dało się słyszeć głębokie, pełne żalu westchnienie. Po chwili odezwał się, jeszcze cichszym głosem:
- Na początku, kiedy tęsknisz, jest najtrudniej. Potrzebujesz kogoś, wszystko ci o nim przypomina, wszędzie widzisz tę osobę. Próbujesz jej to powiedzieć, lecz ona wydaje się już zbyt daleko, by cię usłyszeć. Dlatego potem zaczynasz udawać, że nic nie czujesz. Wmawiasz sobie każdego dnia, że ta osoba już dla ciebie nie istnieje, że cię nie obchodzi, aż...w końcu to staje się prawdą. I właśnie wtedy przestajesz tęsknić. Choć serce ci pęka, ty wiesz, że już absolutnie NIC poza tym nie czujesz.
Jego głos urwał się, a Julia powoli odsunęła telefon od ucha. Widząc jak przez mgłę, nacisnęła czerwoną słuchawkę i zacisnęła wilgotne powieki. 
A więc wszystko było stracone.
Zabiła swojego przyjaciela już dawno, tym samym, o co właśnie chciała go oskarżyć. 
Całe życie odpłynęło z niej w tej jednej chwili.

***

~"To wszystko"
Vuohi

środa, 18 maja 2016

List I

Ciepło skóry przynosi ukojenie za każdym razem;
znikają porozcinane krwawym światłem obłoki
Twój oddech ucisza wzburzone, spienione lęki
i chłonąc obraz ust w ciemności, zapominam...

Choć nadal tłoczą się we mnie stada kruków
szkiełka i stalowe konstrukcje, zadające ból
palcami Twymi upycham je po kątach uparcie:
goryczą piętrzą się w gardle, nie chcąc odejść...

Pokochaj mnie więc od nowa, patrząc inaczej
spomiędzy łysych gałązek czarnych drzew
na wypalone polany niespełnionych marzeń
i nie poddawaj się, nie oddawaj im mnie

Pokochaj mnie patrząc z góry, i z bliska
jakbyś patrzył na porzucone ptasie gniazdo
na suchym konarze wrośniętym w skałę
gdzie tkwią niewyklute nigdy nadzieje

Boję się, że nie przestanę kochać chorób
wydzierganych przez urojenia na sercu;
są jak blizny niezmywalne, nie do zdarcia
a nienawiść do nich męczy, nie mam sił...

Chciałabym ucałować każdą Twoją wadę
by nauczyć Cię miłości, jakiej potrzebuję
zawalczyć o wolność dla każdego słowa
jakie chowasz pod językiem, wyrwać je

I chciałabym, czując Cię w każdej kończynie,
nie musieć się obawiać, że opuścisz me serce
opuszczając ciało, i chciałabym nie bać się
do utraty zmysłów, utraty Twego uczucia...

Czasami dręczą mnie wspomnienia oczu
przekłuwające mój spokój na wylot
zarys niegdyś ukochanych dłoni, twarzy...
które tak naprawdę, nie były nigdy dla mnie

Dlatego pokochaj mnie patrząc przez szczeliny
ziejące strachem, i widząc moje ułomności,
zbieraj rosę z mych rzęs do butelek na listy
i wysyłaj sam do siebie - czytaj mnie, jak czytam Ciebie...


Vuohi, 18.05.16


Drzewo we mgle, 2015

Niepogoda

Chciałabym w ten jesienny wieczór
ogrzać się w słońcu Twoich oczu
zanucić piosenkę o ognisku
w księżycowy ubrać się koc

Gryzę i ślinię niknące linie
śnieg mój się topi
z ogromnej tęsknoty
gryzę i ślinię niknące linie
skały się kruszą
ale nigdy Ty

Bo Ciebie nie złamie nic
Twój lód obdziera mnie z sił

Chciałabym w ten jesienny wieczór
rozebrać ten mur z czerwonych cegieł
przedzieram przez hałas się do Ciebie
krzyczę lecz nie chcesz słyszeć nic

Gryzę i ślinię niknące linie
śnieg mój się topi
z ogromnej tęsknoty
gryzę i ślinię niknące linie
skały się kruszą
ale nigdy Ty

Bo Ciebie nie złamie nic
Twój lód obdziera mnie z sił

Pozwalam Ci kochać mnie
w ten wyjątkowy sposób, który polega na
trzymaniu mnie poza zasięgiem Twego wzroku
i oddaję się w ramiona Twe zanosząc się od płaczu

Ale Ciebie nie złamie nic
Twój lód obdziera mnie z sił

Vuohi, jesień 2015





niedziela, 15 maja 2016

Ostrze

Mówisz do mnie - czuję
drżenie słów pod skórą
tkwisz we mnie głęboko
odkąd ten jeden, przeklęty raz
pozwoliłam ci wejść
i wiem, że nigdy zupełnie
nie odejdziesz

Mogę tylko cię uciszać
udawać, że nie istnieje
pragnienie rozrywania siebie
nawet gdy żył wrzenie
dochodzi do ust
i zaczynam wrzeszczeć
z urojonej boleści

Wypluwam myśl o tobie;
obiecałam i przysięgłam
że już mnie nie opętasz
nie ciśniesz mnie na łóżko
nie zwiniesz w kłębek
głosu mi nie odejmiesz
i łez mych nie wypijesz

Ale jesteś bezlitosny
topiąc mnie w ciemności
w oceanie własnych lęków
gdy nikogo obok nie ma
depczesz sny i wyrywasz język
i wiesz, że nikt mnie nie ocali
jesteś wtedy taki odważny

Czuję się bezradna
wobec siły wspomnień:
kroją mnie minione uczucia
gniotą rozkrwawione myśli
dlatego słucham muzyki
pełnej wyć i wrzasków
by pomogła je uciszyć

Lecz ty nie przestajesz mówić:
wyrywam sobie włosy
gryzę palce i paznokcie
kołysząc się na boki
uśmiechając się na przekór
i najgorsze jest w tym wszystkim
że nikt poza mną cię nie słyszy:

Ból otwiera ostrze w ciszy.


Vuohi, 15.05.16

piątek, 13 maja 2016

Jesień (Piosenki pisane Jesienią 2015)

Tańczę, tańczę z kolorami
jesień wspina się na palce
ramiona mi okrywa chłód
słońce tej nocy obrasta w lód

W moich oczach nie zobaczysz
Twego kłamstwa w swej postaci

Dotknij...

Ja odbijam śmierć
jak złoto i czerwień
jesienną zgniliznę
Ja odbijam śmierć
mam zapach kory drzew
szczególnie, kiedy tęsknię

Dotknij...

Rzucam w ciebie deszczem:
Ty lodowate powietrze i wiatry
kierujesz w me serce

Ale tańczę, tańczę z kolorami:
jesień wspina się na palce
ramiona mi okrywa chłód
słońce tej nocy obrasta w lód

Dotknij...dotknij mnie.


Vuohi, jesień 2015

czwartek, 12 maja 2016

Odległości

Chciałabym powiedzieć choć o jedno słowo więcej, niż powinnam.
Przytulić...ot tak, raz na jakiś czas. Posłuchać Twego śmiechu i zetknąć się ze spojrzeniem, szczerze, bez tych wszystkich barier...
Tymczasem mur między nami rozrasta się coraz bardziej.

Chciałabym, ale wiem, że nie powinnam nawet chcieć.
Nie wolno mi patrzeć ani doszukiwać się zmian.
Nie wypada pytać o nie swoje sprawy nie swoich już przyjaciół...choć ja nie uważam, by ten dystans był jak rdza, pożerająca łańcuch cichej przyjaźni...przynajmniej z mojej strony.
Jednak jeśli chcę, byś był szczęśliwy, mogę tylko stać w cieniu własnych domysłów. Każdy krok w Twoją stronę mógłby rzucić się do przodu jak strzała, gwałtownie raniąc Ci serce...a tego najbardziej nie chcę.

Być może chciałabym coś cofnąć.
Może nawet to, co dobre, jeśli tak wygląda zapłata za szczęście.
Gdybyśmy tyle razy nie podawali sobie ręki, nie musielibyśmy odchodzić ani tęsknić.
I nie wyrządziłabym Ci krzywdy gdybyś był mi nieznajomy.

Teraz, kiedy nie da się niczego zmienić, drętwieję od każdej myśli o przeszłości.
Widząc Cię od czasu do czasu, za każdym razem coś rozpada się we mnie na nowo. Czuję się przegrana.
Oczy mimowolnie uciekają mi w przeciwną stronę, a uśmiech staje się bliższy łzom, wymuszony...
Taka byłam pewna, że mogę na Ciebie liczyć...i najgorsze jest to, że nadal mogę, ale nie powinnam. Zostałam zmuszona, by Cię wszystkimi zastąpić - zawsze twierdziłeś, że tak się da...ale ja się nigdy nie zgodziłam. Nie wierzę, by kiedykolwiek zasklepiła się wyrwa po Tobie.

Ach...nie stało się nic strasznego.
Po prostu brakuje mi rozmów i odnajdywania się w swych myślach nawzajem.
I chciałabym powiedzieć choć o jedno słowo więcej, niż powinnam...ale nie mogę.

Wiem, że chciałbyś, bym przepadła bez śladu...
Żebyś mnie nigdy nie musiał poznać.


Vuohi, 11.05.16

wtorek, 10 maja 2016

Łupina


Nie chcę i nie potrafię

być tylko łupiną otwartą raną 

jamą wydrążoną w skale

studnią wypłakaną

 

Muszą mnie wypełniać obłoki

choćby zwaliste i lepkie

ze smoły czy z burz jaskrawych

muszę odczuwać ich kontury cierpkie

 

Oddychać mogę spokojnie i cicho

będąc wybrzuszeniem siebie tylko

nikogo innego nie udając usilnie

i żadnych trosk nie uciszając

 

Muszą mną targać na boki

niezrozumiane przez świat tęsknoty

bym była w pełni uwolniona

myślami muszę mieć okute ramiona

 

Nie potrafię się wyzbyć tej części

którą wycinałam latami w milczeniu

nie potrafię być sobą bez lęków

tłoczących się w skóry mej cieniu

 

Dlatego proszę troszcz się o mnie mocno

jakbym się miała za chwilkę złamać

wiem że nie udźwignę własnej głowy nocą

nie potrafię jeszcze zostać z sobą sama



Vuohi, 10.05.16

czwartek, 5 maja 2016

Niestały Bywalec

zjawiał się raz na jakiś czas
wnosząc z sobą zapach
przypraw i tęsknoty
lubił słuchać skrzypiącej podłogi
samolotów szumiących za oknem
śmiał się odgarniając włosy
słodził zieloną herbatę
grał na zepsutej gitarze
i zostawiał mi w głowie
pustkę szerzącą się łakomie
pulsujący bałagan wspomnień

aż pewnego dnia pękło mi serce
i nie widziałam go już nigdy więcej


Vuohi, 04/05.05.16

wtorek, 3 maja 2016

Odbicie

Dobrze o tym wiem,
że należy cię kochać.
Powinno się szanować
i dostrzegać piękno
nawet tam, gdzie go brak...
Ale ja ciebie nienawidzę.

I wiesz o tym już od dawna:
doskonale ci znajoma twarz
codziennie oglądane
usta i oczy
nienawidzą cię najmocniej.

Nie odpowiadaj na me obelgi;
nie musisz.
Wiem, że jesteś słaba,
bo znam cię najlepiej:
najlepiej zna się siebie.

Choć ty czasami nie wiesz...
nie rozpoznajesz mnie,
gdy codziennie powracam lustrami
wspomnieniami krzywych spojrzeń
realnymi koszmarami...

Obudź się
pogłaszcz mnie do krwi
jest mi tak niedobrze
będąc w twojej skórze

I jeśli nie pozwolisz
zaczerpnąć powietrza
kiedyś wydrę się na zewnątrz
tak niespodziewanie

rozbijając szyby
twoimi łokciami.


Vuohi, 02/03.05.16

niedziela, 1 maja 2016

Wonna

Między myśli codzienne
między senne marzenia
wtargnęła woń chryzantem
dobrze mi znajoma
niegdyś upragniona

korzenie drzew wzruszyła
kwiaty świeżo zakwitłe
tchnieniem swym uszkodziła
wgryzła się w łodygi
w żyły na mej szyi

wonna myśli choroba
mgłą mi serce powleka
i niepokój rozsiewa
wśród zieleni duszy
w mym Ogrodzie znowu

p r ó s z y


Vuohi, 01.05.16

sobota, 30 kwietnia 2016

Czasami...

Czasami się boję, że jeszcze Cię pragnę
i tęsknię do barw wspomnień tamtych lat
boję się, że możesz mi być potrzebny
i wydzieram na jawę nasze dawne sny

Słowem, które najbardziej pasuje
do taszczenia Cię przez serce
i trzymania usilnie w mym życiu
na zawsze pozostanie "żałuję"

Żałuję, żałuję i...tęsknię
z czego ostatnie, czasami jest najsilniejsze

I cholernie się boję mocy tego słowa
bo kiedyś potrafiłoby wpędzić mnie pod ziemię
a gdy się go wyparłam i wypaliłam jego kształt
głęboko wyryło w mej skórze swe znaczenie

Czasami się boję, że jeszcze Cię potrzebuję
żebyś mi w życiu wydrążył tunele
tak realne, jak resztki blizn na ciele
i choć jeden raz...byś był naprawdę...prawdziwy

Bo boję się, że nie było Cię nigdy
i zabić mnie chciały jakieś urojenia
a kochałam Cię mimo odległości
jedynie przez chore i stęsknione...

Wyobrażenia


Vuohi, 30.04.16

niedziela, 24 kwietnia 2016

Wychodząc

Wychodzę
czując się jak ziemia po burzy
jak morze gdy sztorm umilknie
napełniona po brzegi dotykiem

Rozbite fale energii
wciąż roznoszą mi się po ciele
powielając ścieżki Twych dłoni
pokrywając mnie szeptów echem

Gdy jesteśmy
spragnieni siebie niebezpiecznie
nasze oddechy głodne i nielekkie
plączą się osiadając na ustach

I wówczas świat przestaje istnieć
każdy dźwięk i kształt się rozmywa
tonę w Twym spojrzeniu bezmyślnie
oczami w bezruchu mnie trzymasz

Nie mogąc drgnąć
od drżeń natężenia się rozpadam
i nie mogąc się poruszyć
każdy ruch na części rozkładam

Ciemność odchodzi
dzień nadciąga ze snem na ramionach
gdy się choć o centymetr odsuwasz
nie potrafię zasnąć stęskniona

A potem wychodzę
czując się jak ziemia po burzy
jak morze gdy sztorm umilknie
napełniona po brzegi dotykiem

I brak mi Twoich słów
wciśniętych w moją skórę
i brak mi Ciebie już
ledwo wychodzić muszę


Vuohi, 24.04.16

czwartek, 21 kwietnia 2016

Teatry Popękane

O tej porze dnia
bezwstydnie ścigam sny
w których jesteś Ty

Oto ja - na jawie gram
na mej masce słońca żar
a światła kryją łzy

Kiedy znów pozwiedzamy
Teatry Popękane...
och, zostań, nie uciekaj!
Zagraj dla mnie jeszcze raz

O tej porze nocy
moje dłonie nagle stają się
lodowate i pomarszczone

Kiedy znów pozwiedzamy
Teatry Popękane...?
och, zostań, nie uciekaj!
Zagraj na mnie jeszcze raz

Scena snów:
dotykasz moich ust...
upadam do Twych stóp...
I zgniatasz mnie

W mym Teatrze Popękanym


Vuohi
(04.10.15)


środa, 20 kwietnia 2016

Cud

Ach, gdybyś poznał mnie tamtej Jesieni...

Nieudolnie, na siłę wyrywałam się z ramion niekochających, zakłamanych. Szarpiąc się, porozcinałam skórę tu i ówdzie, sądząc, że warto...że nie da się inaczej...że ja nie potrafię...
Co rano na chwilę zasypiałam, wyczerpana, przypominając zmiętą, papierową kulkę - białą, cienką i skuloną, od wyginania się na wszystkie strony...Gdybyś mnie taką zobaczył, prawdopodobnie byś się przestraszył. Nie w sposób, który nakłania kogoś, do wyciągnięcia pomocnej dłoni, ale w ten, który nakazuje się odsunąć najdalej jak się da.

Lecz...gdybym poznała Cię tamtej Jesieni...

Być może już wtedy pojęłabym, jak bezcelowe i pozbawione sensu są moje drgania niespokojne...Po cóż słałam Światła w stronę Jego Ciemności, nigdy niezdolnej mnie wysłuchać, ogarnąć, pojąć...?
Za to Ty starałbyś się do skutku, tak, jak do tej pory. Do starcia ust i powiek, bez końca usiłujesz wszystko zrozumieć...
Między innymi przez to czasami mam wrażenie, że dosłownie...z nieba wyśnionego mi spadłeś.

Bo tamtej Jesieni...

Przybiłam swój cień do Muru, którego zburzyć nie mogły żadne błagania, uderzenia, ani łkania. Uwierzyłam, że obrastające go wonne, wielobarwne kwiaty, otulą mnie swą delikatnością, że za ich zasłoną, kryje się Ogród, gdzie cząstkę siebie odnajdę...
Lecz tkwiła tam zaledwie gnijąca resztka mego ciała; porozrzucane części, których dotknął, wziął sobie na własność...i popsuł.
Otwierałam sobie rany, zamykałam oczy, zawiązywałam usta, zatykałam uszy...na siłę.
Gapiąc się w sufit, widziałam rzeczy niestworzone, wsłuchiwałam się w szepty łóżka pode mną, czując na sobie dłonie Strachu, dłonie Nocy, i depczące mnie Tęsknoty stopy...
Nie znaczyłam nic a nic.
Nie byłam inna. Nie byłam wyjątkowa, szczególna, ważna, istotna, potrzebna.
I chyba nie byłam w c a l e.

A gdybyśmy poznali się tamtej Jesieni...
Uwierzyłabym już wtedy, że Cuda są na Ziemi.

Lecz teraz już nieważne, nieważne kiedy, bo warto było czekać, wyczekiwać nieznanego. Nie porzucać ostatniego strzępka Nadziei, przylepionego do pleców niczym plaster, na ranie po wyrwanym skrzydle...

Bo wyszłam z domu pewnego styczniowego wieczoru i uderzył mnie chłód wprost otrzeźwiający. Powietrze nieustannie trzymało w sobie metaliczny zapach perfum i papierosów, a świat wokół zdawał się zanikać ilekroć spoglądałam w Twoje oczy.
Czasami śnieg wydawał mi się cieplejszy, odbijając ton Twojego głosu.

I wiesz...wówczas i we mnie coś stopniało.

I dobrze, że nie znałeś mnie tamtej Jesieni.


Vuohi, 20.04.16

Niebo Samotne (Piosenki pisane Jesienią 2015)

Słucham, jak ziemia drży:
Pohukują cicho budynki...
Miasto zbyt szare, by żyć,
Wystrojone w martwe pomniki.

Wracam do szczeliny swej;
Wchodząc, wieszam się na drzwiach
I trwonię słodkość, której marność
Najdotkliwiej się wpaja
W skóry mej załamania...

Od ciężkości na barkach, osuwam się w dół
Leżąc tak, i leżąc, chyba pękam na pół...
Rdzewieję i milczę, a w kącie siedzi sen,
Przywołuje mnie do siebie;

Jego blaski niewyraźnie
W nienasyconą się rzucają wyobraźnię,
I oczy zamykam, uciekam i znikam,
Nie ma mnie, nie ma mnie...

A za oknem...
A za oknem
Niebo
wykrwawia się
Samotne.

Vuohi
(08.05.15/jesień)

niedziela, 17 kwietnia 2016

William Butler Yeats - Pragnący Niebios Szat

Gdybym miał Niebios ozdobne szaty,
Utkane ze złotych i srebrnych świateł,
Błękitem przyćmione, cieniste szaty,
Z nocnych i lekkich niby pół-świateł,
Rozpostarłbym te szaty pod Twymi stopy…
Lecz ja, będąc biedny, mam tylko swoje sny,
Więc swoje sny wykładam pod Twe stopy;
Krocz delikatnie, gdyż wstępujesz na me sny.


(Tytuł oryginału: He Wishes for The Cloths of Heaven
Przełożyła: Magdalena Kozioł)
Vuohi, 13.04.16