poniedziałek, 20 grudnia 2021

Ikarowy lot

Im bliżej Twojej źrenicy, tym cieplej,
ale jakże bym mogła nie spróbować;
topią się moje skrzydła i serce,
lecz przecież oddać je byłam gotowa,

byleby snem wyśnionym nad ranem
sięgnąć Twego policzka raz jeszcze.
Na ziemi wszystko, co nasze - przegrane;
ku niezmierzonemu niebu więc lecę.

Im bliżej obłoków Twoich czułości,
tym wyraźniej spostrzegam, że błękit
ustąpił miejsca bezkresnej ciemności,
zostawił miejsce na płacze i lęki.

Zrozumiałam, że Ikar nie spłonął,
lecz zamarzł - samotny, nim dotarł do Słońca.
Pośród martwych gwiazd utonął,
rozbłysnął i zgasł, jak łza spadająca...

Vuohi, 12.12.21

Raj

Kiedy zgasną we mnie wspomnienia
i ostatni z Twych śladów umrze
wyzionie ducha zarys sylwetki
wyrzeźbiony w miękkiej pamięci

Wtedy przestanę myśleć
o tym którą sukienkę włożyć do trumny
jaki makijaż zrobić na pożegnanie
porzucę nadawanie kolorów martwej twarzy

Pocałunki przynoszą róż przynoszą czerwień
policzki płoną by potem blednąć u Twoich stóp
kiedy już w sercu mym mieszkać nie będziesz
zaproszę tam spokój zawołam tam wiosnę

wyśpiewam swój raj

Vuohi, 15.12.21

Czuły Instrument

Wspomnienia pociągają za struny uczuć
przystanek tramwajowy nabiera ostrości szpilki
i wbija się w przestrzeń między sercem a okiem
ulice mi łzawią

Pada śnieg i od razu topnieje
ledwie pozwalam zaistnieć tej myśli
gdy ona już gaśnie nieuchwytna

To naprawdę czuły instrument
- byle drganie powoduje zmarszczkę na powierzchni
skóra na głos się mnie i echem roznosi
szeleszczą włosy

Nie mam odwagi dotknąć tej poręczy
o którą opierałam się całując minione jego usta
boję się oparzyć o ten lodowaty dowód przemijalności

Moment w którym moje stopy odrywają się od betonu
zdaje się nie istnieć
wsiadam do kolejnego wagonu jednej z tysiąca przepaści
(ale przecież pustki tak naprawdę nie da się czuć)

Vuohi, 14.12.21

Kraków

Miasto Królów ma ciało żebraka
kaleczy nadgarstki ulic
wisząc na barierce wiaduktu
głoduje

Brak perspektyw
dokądkolwiek zmierzam wszędzie tłum
wspomnienia podkładają nogę
spojrzenia śledzą

Złośliwe niebo jest uwieńczeniem
żałosnego krajobrazu
ma kolor jego oczu
- jest zgniłozielone

A ziemia błękitna
jak krew czystych rodów
ubolewa i nie czuwa
nad płaczącym miastem

Vuohi, 09.11.21

Samospełniająca się przepowiednia

Powinnam Ci podziękować za te wszystkie wiersze,
które do mnie przyszły z powodu Twojej obecności
(mniej lub bardziej minionej):
otworzyłeś mi oczy na czułość i ból,
ogrzałeś serce, gdy zmarzły dłonie.

Nie powinnam Ci napisać ani słowa więcej,
bo wszystko zostało już wypowiedziane;
pożegnałam Cię wszak niezliczoną ilość razy,
ale język wciąż układa się w słowa,
uszy osłuchują martwe płuca przeszłości,
a palce chcą wypisać się z tęsknoty za minionym...

Może to właśnie moim palcom wdzięczna być powinnam,
że się nie złamały pod ciężarem tych metafor,
które chciały Cię w sobie pomieścić (bezskutecznie).

Może żadna strofa nie zdarzyła się przypadkiem:
wszystko, co udało się nam pochwycić,
choćby na ułamek chwili, zanim wypuściliśmy ukradkiem
siebie nawzajem - wszystko to było nam pisane...

Vuohi, 05.12.21

Słońce Ty moje

Powiedziałam więc opuszkom:
tak nie wolno!
Tęsknić za ciemnością, gdy dzień jeszcze trwa...
dniem się trzeba przecież nacieszyć, rozgrzać dłonie,
zaprosić między linie papilarne słońca promień...

Słońce Ty moje - jak powiadał -
lśnij mi pięknie i wstydu nie przynoś,
a ja Cię w tym słoiku zamknę i nie będziesz
ani mniejsza, ani większa niż on.
Co dzień będę brał Cię na ręce,
gładził Twe policzki i całował w czoło
(to nic, gdy czasem o Tobie zapomnę)...

Powiedziałam więc paznokciom:
to nieładnie!
Tak łapczywie wbijać się w utęsknioną pościel jego skóry,
kiedy jeszcze obiecuje, jeszcze tuli!
Trzeba się nasycić każdą drzazgą obecności,
co się wdarła między ciszę a milczenie.

Słońce Ty moje - jak pisywał -
tylko Ty mnie ogrzać potrafisz, tylko Twoje światło
może mnie roztopić w miód - a chcę być słodki,
więc czekaj, aż się wetrę w Twoje usta
i scałuję wszystkie troski!

Powiedziałam więc swym łokciom:
wy rozbijcie szklane ściany, dla dobra sprawy
pokaleczcie się zupełnie, byleby powietrze
wpuścić jakiekolwiek w tę cienką przestrzeń
między wszystkim co się stało,
a co miało trwać nam wiecznie!

Vuohi, 27.11.21

Ciszą była odpowiedź

Skoro tak słodkie słowa na ziemię padały
ziarno obiecujące wieczne kochanie
czemu tak gorzkie owoce wydały
i pąki w bolesne przekwitły rozstanie

Skoro tak lekką obłoków pierzyną
lodowaty styczeń ramiona okrywał
czemu tak ciężkich mgieł był przyczyną
i sierpniem życzenie śmierci przyzywał

Dymem spowite wargi czerwone
równie prędko krwią spłynęły
jak drzewa w złotą obrosły koronę
ledwie zielenią odetchnęły

Skoro tak wzniosłą pieśń grało serce
czemu ktoś ciszy pozwolił się zakraść
i gdy znów zdeptane wołało o więcej
jedynie milczenie mogło mu zagrać

Vuohi, 26.11.21

środa, 24 listopada 2021

Radość ma zapach cynamonu

Mój tata obiera jabłko
w jego dłoni nóż jest wskazówką
wraz z odchodzącą skórką cofa się czas
młodnieją palce

W moich dziąsłach nadal tkwią mleczaki
a litery które stawiam są koślawe
jeszcze nie wymyśliłam przyjaciół
nie potrzebują istnieć na razie

Wgryzam się w słodki owoc
i radość napełnia kubki smakowe
mój tata piecze szarlotkę
a kiedy się śmieję oczy mu błyszczą

Dom znów pachnie cynamonem

Vuohi, 17/24.11.21

Najdzielniejszy człowiek na świecie

Byłam jeszcze dzieckiem, gdy złamano mi serce;
zobaczyłam jak płakał najdzielniejszy człowiek na świecie.
Wpatrzony w gwieździste niebo, z butelką piwa w ręce,
nieruchomy - choć wokół drżały wszystkie mury -
pomyślałam: a więc on też...

Nigdy nie zapytałam dlaczego
- to przez szacunek do Jego łez, z których każda
musiała ważyć tonę i uwierać oko od środka
przez co najmniej kilka lat.

Byłam jeszcze dzieckiem, gdy świat, nie pytając mnie o zdanie,
wychylił się przez okno na pierwszym piętrze i upadł,
roztrzaskując sobie twarz o szorstką nagłość zmian.
Pomyślałam: jeszcze wiele muszę się od niego nauczyć...

Widziałam, jak najdzielniejszy człowiek na świecie sadził kwiaty
w dołkach, które pod nim wykopano.
Widziałam, jak się uśmiechał, wyciągając dłoń raz po raz
w stronę ognia - tak wiele razy się parzył,

ale nigdy nie pozwolił sobie spłonąć.


Vuohi, 12.11.21

niedziela, 7 listopada 2021

Popielnica

Zbliżam usta do tafli jeziora
i szepczę
poprzez Ciebie w Jego ucho
woda drży
falują dłonie i czas

Oglądam przefiltrowane obrazy
kolejnych Jego twarzy
cały ten krajobraz
mieści się w popielniczce

Jak blisko można być
znając ledwie kolory tęczówek
a oprócz nich wszystko
i nie chcieć pocałować śmierci

W mojej piersi ktoś zaczepił kotwicę
ciągnie mnie na dno
w rozłożone pośród mułu wargi
paszcza przeszłości
połyka kolejną część mnie

Tracę
ale nic bez przyczyny
nic bez powodu


Vuohi, 07.11.21

wtorek, 2 listopada 2021

Białe dni

Kolejne dni będą białe
jest ich dokładnie trzydzieści dwa
moje myśli zamknięte w słoiku
prowadzą na krawędzie płaczu
stamtąd zabiorą mnie fale
posłuszeństwa wobec szaleństwa

Kolejne dni będą białe
dokładam jeszcze siedem
przytrzymuję ręce by nie wziąć ich na raz
znowu myślę o kraju odległym
do którego podróż wymaga
paszportu z własnej krwi

Zaciskam powieki odmawiam pacierz
kołysząc się z nogi na nogę
zamykam drzwi

Vuohi, 02.11.21

To zagłada serdecznego palca

Spomiędzy moich żeber coś nienazwanego
wyciąga się w Twoją stronę
szarpie mnie i każe biec
i już wiem że jeśli posłucham
przepadnę

Żar miewa postać pulsujących iskierek
roznoszących się po ciele
w każdej kończynie czuję zapowiedź
znajomej tragedii
i już wiem że jeśli poświęcę Ci wiersz
przepadnę

To nie zdrada to nie śmierć
to zagłada serdecznego palca
pogrzebowy marsz dla moich płuc
które zapominają o swej pracy
na Twój widok

Powtarzam uparcie - serce Ty też
zapomnij

Vuohi, 01.11.21

Ziemia Obiecana

Czoła wysokich biurowców sięgają niebieskich stóp Boga
są świadkami powstania kolejnego dnia
złożone z lodowatych płyt wszechwiedzące konstrukcje
nie zazdroszczę im

Chociaż Ty je Boże gładzisz i wspierasz
ideami karmisz umysły
zsypujesz złote deszcze a dla nas tylko manna
nie zazdroszczę im

Pochylone głowy wiejskich chat najbliższe są sercu
na brzuchach ich podwórek wieczorami kładzie się zmęczony Bóg
przywołany modlitwami i płaczem
nad rozlane mleko wyciąga swoje dłonie
pełne laski

Vuohi, 27.10.21

O czym nie wiedzą gołębie

Gdy rozsypuję ziarna ciszy cierpliwie czekam
aż zawyją chodniki odezwą się ulice i ptaki
a Ty napiszesz list długości alei
na papierze własnej skóry

Na wiosnę przeciskają się przez szczeliny w betonie
moje palce spragnione słońca
niezadeptane przez listonoszy niewydziobane
przez pocztowe gołębie
ziemia milczy

Gdy otwieram oczy cierpliwie czekam
aż sen przeminie i zsunie czarne skrzydła
z moich powiek
a Twoje dłonie opuszczą moje ciało bezpowrotnie
odpłyną zostawiając brzeg usłany muszlami

kilkadziesiąt uszu rzuconych w piach
cierpliwie czeka na najmniejszy dźwięk
na znak

Vuohi, 26.10.21

Pomiędzy (nie w porę)

O świcie wschodzą kwiaty;
rosa ożywia akwarele, maluje płatki,
ja zagryzam wargi - znów jestem spóźniona
na nowy dzień.

Na plecach wymalowaną mam noc,
gwiazdy wspinają się mi po żebrach;
nie jestem gotowa, by rozgryźć poranek
zdzierając z niego wczorajszą skórę.

Wszystkie chwile wbite nożem
w mój kręgosłup wypuszczają pędy,
rozwierają rany jak na wiosnę,
a ja korzenie mam jesienne, na wpół uschnięte...

Gdzie jest moje miejsce, pytam,
gdzie jest moje miejsce?

Vuohi, 24.10.21

Jak mocno Cię nienawidzę

Nienawidzę Cię tak samo, jak Julia Romea
za jego imię, które bezwzględnym cierniem
wpiło się w jej serce w najgorszym momencie
- przed ślubem.

Pod moim balkonem nie mieści się Twoja pieśń - zabierz ją,
bo nie chcę żałoby, nie chcę się truć
wspomnieniem Twych słów.

Tak mocno Cię nienawidzę, gdy uciekając nocą
trzymamy się czule za ręce,
nie widzimy poza sobą świata, i póki nie rozcina nas świt,
zabierasz mnie w te wszystkie podróże...

Takie piękne mam suknie, krwistoczerwone, kiedy całujesz
moje usta nie martwe, ale uśpione, tyle mamy przed sobą,
póki powiek nie rozwiera świadomość, póki nie wraca pamięć,

o tym, jak mocno Cię nienawidzę, gdy myślę
o miejscu, w którym złożono nasze ciała jak dłonie w pacierzu,
o ustach, które nam zamknięto zimną pokrywą milczenia
jak grób.

Vuohi, 23.10.21

niedziela, 10 października 2021

***(Przecież biorę witaminy)

Przecież biorę witaminy
i wychodzę na słońce
wieczorami dokładnie zmywam z siebie dzień
śpię co najmniej siedem godzin
jem warzywa i owoce
pamiętam by robić głęboki wdech

Przecież rozciągam swoje ciało
kilka razy w tygodniu
by mogło się zmieścić w nim szczęście
ale ono jest czasem tylko iskierką
drażniącą koniuszki palców
- niepotrzebnie rezerwuję mu miejsce

Rozluźniam powieki i wargi
żuchwę i zęby a nawet rzęsy
ale niepokój jest sprytny i szybki
potrafi się wcisnąć w przestrzeń pomiędzy
jednym a drugim mrugnięciem

Vuohi, 10.10.21,
Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego 

***(Odsłonięte fragmenty skóry wpuszczają do środka ziąb)

Odsłonięte fragmenty skóry wpuszczają do środka ziąb

nigdy nie byłam mile widziana w Twoich ramionach
mogłam jedynie umykać Ci spod stóp
najciszej jak umiem przebiegać drogę
przynosząc nieszczęście jak czarny kot

Rękawiczki bez palców
wiodą dłonie przez mgłę
liże je wschodzące słońce

nigdy nie było dla mnie miejsca w Twojej piersi
musiałam wciskać się ustami do środka
po to by zostać wyplutą
najdelikatniej jak mogłam gładziłam
ściany Twojego gardła

Zwróć mnie i wyrzuć na chłód
raz jeszcze
potrzebuję pieszczoty Twej obojętności
która wiruje spokojnie wokół mnie
bezbarwnym liściem ściąga nas w dół

Vuohi, 09.10.21

sobota, 2 października 2021

Zniebozstąpienie

Zdejmuję z szyi łańcuch planet
gwiezdne bransolety już nie zdobią mi nadgarstków
nie jestem boginią nie mam stóp alabastrowych
moja niefiligranowa postać nie mieści się na malowidłach
nie ma mnie na muzealnych korytarzach

A więc kim ciągle próbowałam być
nic dziwnego że odpadły ze słoniowej kości dłonie
nic dziwnego że popękała twarz perłowo biała
ten kamienny policzek niestworzony do noszenia łez

A więc kim chcieli bym się stała
zabierając mi kolory i zwiewność wonnych łąk
wszystko co kochali to pozory
udrapowane schludnie szaty nigdy nieszyte na miarę
zawsze czegoś za wiele czegoś za mało

Zdejmuję z szyi sznur i oddycham
moja zwykła i przeciętna twarz jest miękka
moje usta klną moje zęby zgrzytają moje włosy się tłuszczą
nie mieszkam już w bolesnej ramce
za lodowatym szkłem

Vuohi, 17.09.21

Spotkanie z Przeszłością

Szamoczę się z kalendarzem, rozpaczliwie próbuję poukładać
gwiazdy na niebie, płyty chodnika - byleby uniknąć potknięcia;
nie mam na to siły, ale nie przestaję próbować.

Oswajam się z drogą, codziennie podrzucam jej pokarm;
ulice, których się bałam, teraz jedzą mi z ręki,
a ja podchodzę do nich z większą śmiałością
- już nie gryzą.

W gruncie rzeczy mamy ze sobą wiele wspólnego
- nosimy dziury po wojnie, nasze schodki i zęby
kruszy strach.

Właściwie nie widzę różnicy - po mnie też przejechał czas,
wygładził asfaltową dłonią wszystkie ubytki,
uciszył nas swym wielkim ciężarem.

Przepłynęłam ponownie własną krew, by wyjść na spotkanie
z przeszłością.

Vuohi, 29.09.21

Więc podarowałam krew

"Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany" - William Shakespeare

Z Tobą za rękę wspinałam się po bólu
szukając schronienia
między piątym a szóstym żebrem
w nadziei że gdzieś pod nimi kryje się serce
odsłoniłam krwią zlane krainy
zawiodłam w skute lodem doliny ud
nastroszone kości miednicy
mieszczące w sobie kilometry strachu
nawinięte na szpule nici niepokoju

Splunąłeś mi w twarz
i Twoje lepkie słowa nadal ciężko zmyć
sklejają usta
splunąłeś na moją twarz
gdy cała byłam własnym czołem
jak wierzchołek góry wyciągniętym ku niebu
czekającym na pocałunek gwiazd

Więc podarowałam krew
w zamian dostając ślinę
więc podarowałam zaufanie
otrzymując kpinę

Vuohi, 29/30.09.21

***(Jaki żałosny to powrót)

Jaki żałosny to powrót
w niekochające ramiona starych przyjaciół,
którzy już się szczerzą na mój widok;
w końcu będą mieli na kim sobie poużywać.

Witajcie znajome szramy, chcę was spróbować,
raz jeszcze polizać, aż spłyniecie świeżą krwią,
przynosząc ulgę.

Moja wina, moje szaleństwo, jego wina, nasza wina,
biję się w pierś, zagryzam pięść.
Jaki żałosny to obraz - nie wiem kim jestem,
ani co robię - tracę kontrolę.

Kto jeszcze mnie widzi, kto się zastanawia?
Przepraszam panią, czy wszystko w porządku?
Czy my się znamy? Proszę podać rękę - wszystko już
gotowe - tu, wzdłuż tej linii, tu się przetnie,
wyciągniemy z wnętrza ból

Vuohi, 26.09.21

Bulimiczne pragnienia

Trzeba wypluć wszystko, co nie mieści się w formie sprzed paru lat.
Należy niezwłocznie zwrócić nadprogramowe przemyślenia
niemogące wejść w teraźniejszą sukienkę albo spodnie.
Muszę pozbyć się siebie, by siebie odzyskać,
rozbić okno i posklejać odłamki szkła, ułożyć lustro.

Muszę wyrzucić obecny kontur swoich ust i złamać parę kości,
by odgrzebać Twoją ukochaną, która wiedziała kiedy milczeć
(ale tylko przez chwilę, potem z tego rozkochania, roztrzęsienia
ogarnęła ją niepamięć i opuściła ciało - chciała wymierzyć Ci policzek,
ach, co za wstyd!), która wiedziała co ma ubrać, by Cię cieszyć.

Trzeba wypluć z siebie wszystko, co odstaje brzydką fałdą,
rozciąć skórę (poprawiając dawne ślady), aż wyleje się tłuszcz i gniew.
Należy paznokcie obciąć i zapuścić, obciąć i zapuścić,
aż się znajdą takie palce, które nie znają siebie same,
aż wytworzą się płytki i komórki bez pamięci.

Wtedy wrócę,
i założę coś na wzór firanki, coś pod kolor moich oczu
(już bezdennie czarnych), wcisnę się pod ramię i na wszelki wypadek
oddychać już nie będę;

Tam mnie znajdziesz,
gdy sprzątając kiedyś pokój odsuniesz łóżko
i rozpoznasz moją skórę zamieszkaną przez roztocza i pleśń
(ach, co za wstyd!), umyjesz po mnie ręce i nie przyznasz się,
że jakąkolwiek chciałeś mnie mieć.

Vuohi, 25.09.21

***(Moją głowę męczy jesień)

Moją głowę męczy jesień;
jaskrawość wspomnień i porywisty śmiech,
dudniący o szyby szloch - połamał się mi parasol,
a pod paznokieć znów boleśnie wbiła się myśl,
że nie jestem wystarczająco, że nie jestem na tyle...

Tak jakbym nie miała czegoś, co łączy
nadgarstek z ramieniem, czegoś tak oczywistego jak łokieć,
tak jakbym nie umiała pisać, mimo że spomiędzy żeber
słowa za słowami płyną.

Gdzie moja diagnoza, gdzie wyniki, gdzie zwycięstwa?
Mam tylko zdziwione czoło i spierzchnięte usta,
przygryziony język - nie ma dzieła, które można
oprawić, sprzedać, wydać, podziwiać, ani nie da się
wypisać recepty ze względu na porę roku.

A moją głowę męczy jesień,
zresztą wiosna jeszcze bardziej, zima i lato - każde po swojemu gnębi,
i w gardle pęcznieje mi żal: nie zdążyłam, nie zdążę,
nie pozwalam sobie zdążyć być tym KIMŚ, do którego dążę.

Przyklejam się nijakim wzrokiem do podeszwy buta
jednego z pasażerów nijakiego autobusu, podróżuję
półgębkiem, na pół gwizdka, od niechcenia, nie mam planów
konkretnych, ani certyfikatów żadnych.

Zdałam parę egzaminów, zdałam się na los,
zdaję się na łaskę kolejnego października
- przyjdź, proszę rozdepcz mnie i wdepcz -
mnie i tak wszystko jedno, ja i tak w tłumie znikam.

Vuohi, 24.09.21

piątek, 24 września 2021

W opłakanym stanie znajduje się moja pamięć

W kolorze ziemi pogrzebałam Twe oczy;
wypełzają smętną zielenią spod śniegu co wiosnę.
Gdzie ich kolce, skoro kłują - tego nie wiem,
ale cierpliwie znoszę ból.

Ołowiane motyle zalegają gdzieś nisko,
kłębią się niepokojem w podbrzuszu.
Łykam lekarstwa różne, tabletki rozkurczowe,
ale Ty uparcie kurczysz się we mnie.

Twoje palce, Twój nos, a nawet pojedyncze włosy
śledzą mnie - widziałam w tramwaju Twoją twarz,
a jednak już niepasującą do obrazu w mej pamięci,
który zniszczyła wilgoć i łzy.

Zajmujesz we mnie tak mało miejsca, że spokojnie
mogę schować Cię pod obrączką - nikt Cię nie ruszy,
nikt nie ogląda moich dłoni z tak bliska,
by wydrzeć te drzazgę

na światło dzienne.


Vuohi, 14.09.21

wtorek, 14 września 2021

Chłopiec, który stał się moim Ojcem

Masz posturę małego chłopca, pochylonego nad zabawkami w piaskownicy,
gdy tak głowisz się nad pudełkiem z lekami na cały tydzień.
Myślę o dziecku w Tobie, któremu zakneblowano usta
i zamiast żołnierzyków i autek wsadzono w dłonie
ciężką łopatę i grabie. 
Myślę o dziecku w Tobie, które uśpiono,
tak jak się usypia chorego psa albo kota, a może nawet gorzej
- tak jak się topi niechciane mioty w pobliskiej rzece.

Masz włosy po ojcu - srebrno-złote i gładkie,
i kiedy wsiadasz w jego dawny volkswagen,
myślę o młodym mężczyźnie, który właśnie wyszedł z wojska.
Nauczony dyscypliny przyszły dyrektor zakładu,
świetny kierowca z zimnym łokciem, i jego budzące podziw
głośniki samochodowe oraz zdolności muzyczne.

Patrzę na Twoje plecy powykręcane, zgarbione, a jednak
trzymające się prosto, na przekór, bo tak trzeba - nie wolno się złamać.
Myślę o pracy, która Cię niszczyła, i o ludziach, którzy krzywdzili,
wyobrażam sobie historie, o których nie mówiłeś.

Zastanawiam się...
Czy ktoś jeszcze to widzi, że gdy tak
uśmiechasz się spod opadających powiek
(te powieki chyba też masz po ojcu),
mimo że żal przysłania Ci wzrok, z bólu klniesz pod nosem,
to Twoje kąciki warg trwają podniesione;

każdy Twój mięsień, nauczony musztry,
nigdy nie daje po sobie znać, że brak mu sił. 

Vuohi, 03.09.21

Oddaj mi swój ból

Tak jak zawsze, przychodzisz na dworzec;
widzę Cię z oddali - za każdym razem jesteś coraz mniejszy,
coraz mniejszy i bielszy, aż pieką mnie oczy,
ale jak mogłabym je zamknąć, gdy tak mocno Cię kocham...

Kurczysz się z bólu, ale poddać się nie wolno;
przecież nauczyli Cię, jeszcze gdy byłeś dzieckiem;
musisz wszystko dźwigać sam.
Widzę Twoją wrażliwość, jeszcze większą niż Ty,
która przygniata, wykręca i wyciska serce,
aż zostaje tylko gorycz i myśli
najciemniejsze i najcięższe.

Jeszcze gdy byłam mała, modliłam się o Ciebie.
Nieprzerwanie powtarzałam zalęknioną mantrę,
kompulsywnie składałam dłonie i prośby w pacierz...
ale czy ktokolwiek słuchał? Do dziś nie przestałam się bać.

Tulę Cię najmocniej, tulę z całych sił i długo,
wyobrażając sobie błękitną linię bólu, która krąży
w Twoich żyłach, i staram się ją przyzwać do siebie.
Nawijam ją na palce jak nić, ciągnę rozpaczliwie,
ale w Tobie nigdy nie jest mniej...a we mnie - nigdy więcej.

Zniosę to, obiecuję, proszę, oddaj choćby cząstkę
- nawet się nie poskarżę, ani płakać nie będę,
tylko pozwól ramionom moim obrać rolę Twoich;
Tych samych, które mnie nosiły, tych które ocaliły,
tych, po których spływał złoty pot, gdy pracowały od świtu do nocy.

Nawet się nie poskarżę, ani płakać nie będę
- zarzekam się powtarzając słowa wmurowane w Twoją twarz...
To...pytanie złowrogo łopocze mi skrzydłami w głowie,
obija się o klatkę piersiową łomotem przerażonego serca -
czy zdążę...?

Proszę, Boże, pozwól mi zdążyć.

Vuohi, 03.09.21

Rosemary

Nakłuwam dzień szpilką niepokoju (niechcący);
sączy się woda i krew, woda i krew.
Drogie Światło, pozwoliłam Ci zamieszkać
pod lewą piersią - dlaczego gaśniesz?

W moich płucach dziwnie znajomy wybucha pożar,
dziwnie znajomy ogień przeciąga się w trzewiach.
Pokój Wam, prawa półkulo i prawa ręko,
robaczywe owoce młodości, pokój Wam,
gdy płoniecie.

Spokojny wdech i długi wydech, kręgosłup rozciągnięty,
a głowa luźno - miłuję Cię, ciało, nowym rodzajem bólu
karmię - spożywaj, odwodnione i wątłe.

Kiedy tak tęsknię, wyrywam kawałek siebie,
a z moich wspomnień
tylko woda i krew, woda i krew.

Vuohi, 31.08.21

Tramwaj z jednym wagonem i pół

Czegoś brakuje;
niezajęte miejsce obok jest zbyt jaskrawo żółte,
wypaliła się jedna z kilku lampek na suficie,
wyzionęła ducha tablica z rozpiską przystanków
i wykoleiło mi się serce.

Dokąd jadę,
gdy deszcz pada z dołu do góry, odwracam się za siebie
i widzę przód, dokąd jadę, kiedy wszystko jest na odwrót,
nie tak, jak miało być...? Zdaje się, że pomyliłam
tramwaj numer dziewięć z rokiem dwa tysiące szesnastym.

Staję w przegubie myśli, nogi powoli skręcają w lewo
i czuję znajome mdłości. Zgubiłam bilet, zgubiłam rękę
zaciśniętą na bilecie, jeszcze w poprzednim wagonie,
do którego nie ma jak wrócić.

Świat hamuje gwałtownie i łamie mi palce zaczepione o poręcz,
wysiadając tracę włosy w kłapiącej paszczy drzwi.
Rozglądam się po przystanku, któremu odleciał dach,
odpadły rozkłady jazdy, i któremu ktoś rozbił szyby,
i znów nie wiem, kogo pytam - a gdzie jesteś Ty?

Vuohi, 30.08.21

Z miłości

Przekonałam się, że można zniknąć z miłości;
jeszcze nawet nie z rozpaczy, nie z tęsknoty,
nie z utraty, ale z dnia na dzień można przestać
widywać siebie w lustrze.

Można zapomnieć brzmienia swego głosu,
nie wiedzieć, co się myśli na dany temat, nie umieć
zdecydować w żadnej sprawie, a nawet można nie mieć rąk
albo siły w nieistniejących prawie dłoniach, by coś zrobić,
by postawić palce sztywno w zatrzymującym geście,
by powiedzieć: dość.

Przekonałam się, że można zaistnieć z miłości;
raz po raz, od nowa, a nawet stać się jeszcze lepszym.
Wyhodować z powrotem kciuk i palec serdeczny,
posadzić w sercu kwiaty i uśmiech na oziębłej twarzy.

Można stopnieć i rozpłynąć się w błogi obłok,
i można długo czekać, dzięki tej miłości, choćby nieskończenie,
aż skrzydła wyrosną.

Vuohi, 25.08.21

Tu oraz Tam

Obecnie w Kabulu jest słonecznie;
wakacyjna pogoda, trzydzieści trzy stopnie, bezchmurne niebo
- a u nas - pada. Jak nie przystało na lato,
jest ponuro i szaro, można wręcz
pogrążyć się w beznadziei i poczuć nadchodzącą jesień,
która butem nadepnie na twarz,
naniesie błota w nasze czyste życia, zawieje nas.

Obecnie nie jesteśmy jeszcze gotowi,
by przyjąć do wiadomości cudzy strach,
a w naszych domach nie ma (ani nie było) miejsca,
na dodatkową parę nóg i głodny brzuch,
ani na jeszcze jedne oczy
wyczekujące zrozumienia i troski.

Obecnie w Kabulu ojciec trójki dzieci
kurczowo trzyma się skrzydła samolotu;
nie boi się upadku, ani utraty rodziny - nie tak bardzo, jak pozostania
jeszcze chwilę dłużej na tej ziemi, pod bezchmurnym niebem,
gdzie trzydzieści trzy stopnie, a u nas - pada -

jakże brzydko jest u nas, tutaj nie przychodźcie
(tak nam jest wygodnie).

Vuohi, 23.08.21

Drogie Lato,

Drogie Lato,
wszyscy wokoło już piszą Ci pożegnalne wiersze,
nieszczęśliwe listy miłosne,
zdradzają Cię z Jesienią.
Jeszcze nigdy tak bardzo przy Tobie nie marzłam, 
jak w tym roku - martwisz mnie...

Zawsze mnie martwiłoś, bo zawsze grozili
- na zmianę suszą i powodzią,
nieodwracalną zmianą klimatu, a ja...
Chciałam pamiętać tylko złote pola, smak truskawek, 
kołysanki świerszczy i wiatr ciepły, jak przytulenie.

Objaw się mi jeszcze we wrześniu, proszę.
Łagodnie pajęczyną pocałuj,
opadającym liściem pogłaszcz.
Nie czyń mi wyrzutów, nie przynoś
znajomego bólu, który burzą gwałtowną
targa mi włosy i serce
na dziewięćdziesiąt-parę tęsknot.

Ostatni tygodniu sierpnia, nie krzycz
- przepłyń swobodnym szeptem
przez moje ciało.

Vuohi, 23.08.21

Kocie Niebo

Powiedziano mi, że to widać, gdy zwierzę umiera;
odchodzi wtedy w samotne miejsce, kładzie się na trawie,
czasem jeszcze pozwala się tulić, ale tylko słońcu,
aż nagle wieje wiatr i ściąga ciężar życia z czterech łap.

Powiedziano mi, że można być gotowym, i przewidzieć przyszłość;
futro i pazury noszą w sobie śmierć już wcześniej,
jeszcze gdy się je gładzi i pieści, a ona pozostawia na rękach ślad;
zapowiedź odejścia miękkiego włosia, ostrzeżenie szorstkiego języka.

A jednak jakże byłoby okrutne - zebrać te wszystkie oznaki,
ostatnie mruknięcia i otarcia pyszczka, i stwierdzić:
możesz już odejść, wiem, że kiedyś to się stanie...

Więc nawet gdy ślepia już zgasły, jak dwie wypalone żarówki,
gdy ciało zdawało się być już tylko kawałkiem futra pozbawionym życia,
nie chciałam się pożegnać,

ani nie zdążyłam.

Vuohi, 17.08.21

Moja tęsknota jest istotą niewdzięczną

Moja tęsknota jest istotą niewdzięczną,
która wyrzuca z pamięci gorzkie momenty
przeżyte u boku rozpaczliwych miłości;
w głowie nosi jedynie lekkość motylich skrzydeł,
słodki zapach trujących roślin.

Przemawiam do moich palców:
piszcie, niezależnie którą z namiętności kierowane,
grajcie, by choć taki był pożytek z podążania
za jej zawodzącym głosem, który wiedzie
na śmierć wszystkich tych,
którzy odważyli się kochać nie w porę,
którzy odważyli się mylić.

Pozwalam płynąć moim kończynom
przez te zmącone syrenim śpiewem wody
- niech wiedzą: prawdziwie 
żyłam tylko z miłości.

Vuohi, 04.08.21